Baśnie (o) Innych (Opowieści sieroty, Catherynne M. Valente)

Istnieją książki, których się nie zapomina. Książki, które zostają z czytelnikiem na bardzo długi czas, których fragmenty wgryzają się w mózg i nie opuszczają wyobraźni nawet wtedy, gdy od momentu zakończenia lektury miną lata. Podzielone na dwa tomy (W ogrodzie nocy i W miastach monet i korzeni) Opowieści sieroty Catherynne M. Valente to właśnie jedna z takich książek – Księga tysiąca i jednej nocy na miarę XXI wieku.

Okładka powieści Opowieści sierotyMłody książę spotyka w pałacowym ogrodzie dziewczynkę, którą wszyscy dworzanie uważają za demona. Dlaczego? Ponieważ na jej powiekach wytatuowana została treść wielu baśni, które znikną dopiero gdy ktoś zechce jej wysłuchać. Książę, wiedziony ciekawością, prosi ją więc, żeby zaczęła opowiadać, nie zważając na to, że za przyjaźń z dziewczynką-demonem może zostać ukarany.

Człowiek spodziewałby się w tym momencie typowych baśni o księżniczkach i książętach, złych wiedźmach i okrutnych olbrzymach. Ewentualnie, biorąc pod uwagę widoczną na pierwszy rzut oka inspirację Księgą tysiąca i jednej nocy, można by do tej wyliczanki dołożyć diabolicznych wezyrów, dżinnów, potężne czarodziejki i latające dywany. Nic bardziej mylnego! Owszem, Catherynne M. Valente czerpie olbrzymimi garściami z motywów klasycznych baśni i legend, ale bawi się nimi, zmienia, stawia przed krzywym zwierciadłem, dodaje odcieni szarości, tkając przy tym opowieści jedyne w swoim rodzaju. Udziela także głosu tym, którzy zwykle zostawali w podobnych historiach go pozbawieni – potworom, mutantom, wygnańcom, wiedźmom, czarnoksiężnikom, wyrzutkom wszelkiej maści. Jednocześnie pokazuje, że nawet za najpiękniejszą opowieścią stoi jakaś tragedia – najczęściej tego biedaka, który został jej bohaterem, chociaż wcale tego nie chciał.

Okładka drugiego tomu Opowieści sierotyCzy panna uwięziona w wieży zawsze musi być piękna jak wiosenny kwiat? A co by się stało, gdyby na księcia zamiast wielkiej piękności czekała niewolnica maga poddawana eksperymentom genetycznym? Albo czy wiedźmy zawsze muszą być złe, a książęta szlachetni? Czy można pokonać potwora za pomocą równań matematycznych? I dlaczego wszystkie macochy zawsze parają się magią? Odpowiedzi na te i inne pytania pojawiają się jedno za drugim, coraz bardziej zaskakując czytelnika i wciągając do tego świata, gdzie dosłownie wszystko jest możliwe.

Treść to jedno –  ale sposób, w jaki to wszystko jest napisane, to materiał na kolejną epopeję! Słowa w Opowieściach sieroty nie są po prostu wydrukowane na poszczególnych stronach – one żyją. Pachną, mają kształty i fakturę, smak i rytm. Aż proszą się o to, aby odczytywać je na głos! Autorka zdecydowanie jest dumną spadkobierczynią pokoleń bajarzy i bajarek, tkaczy marzeń i opowieści. Dokonuje też czegoś, co wydawałoby się niemożliwe do osiągnięcia – samodzielnie odtwarza magię opowieści legionów (czyli historii, które nie mają jednego autora, a ich wersje zmieniały się i kształtowały przez pokolenia).

Nie będę kłamać – to nie jest najprostsza w świecie lektura. Opowieści się przeplatają, bohaterowie pojawiają się na chwilę, znikają, a potem powracają w zupełnie innym punkcie, w historii, która na pozór dotyczy przecież całkiem czegoś innego. Idzie się pogubić, to fakt. Ale wszyscy ci, którzy są gotowi wkroczyć w ten literacki labirynt i rozwiązać zagadki, jakie tam na nich czekają, na pewno tego nie pożałują.