Dajcie mi streamować Veronicę Mars (bo chcę ją wepchnąć znajomym) (Veronica Mars, The CW)

Life’s a bitch until you die.

Fakt, że Veronica Mars, jeden z ulubionych i najbardziej znaczących seriali moich młodszych lat, nie jest dostępny do streamowania, jest niemal zabawny w kontekście tego, że wynalazek mediów strumieniowych wpisany jest w konstrukcję świata przedstawionego. Tytułowa bohaterka zamieszkuje bowiem fikcyjne miasteczko Neptune w Kalifornii, gdzie świat podzielony jest na bogatych – a pośród nich jednymi z najbogatszych jest rodzina Kane’ów, rodu, który wzbogacił się na tej właśnie technologii – oraz na tych, którzy ich obsługują. Klasa średnia w zasadzie nie istnieje, choć wychowujący Veronikę samotnie ojciec, były stróż prawa, a obecnie prywatny detektyw, podobno do niej właśnie aspiruje. Bohaterka zamieszkuje świat pełny podglądania, gdzie nagrania wideo i prywatne informacje wyciekają do internetu, by stamtąd straszyć swoją trwałością. Sama jest podglądana i podgląda – świat widzi zza obiektywu aparatu fotograficznego, którego używa, by uwieczniać cudze winy.

Ale może trochę wybiegam przed szereg. Mój tekst wynika ze smutnego wniosku, że sporo ludzi o Veronice nawet nie słyszało i nie wie nie tylko, co traci, ale w ogóle, że coś traci. A zatem zacznijmy od zagadki: co mają ze sobą wspólnego iZombie, Buffy, The Good Place i Jessica Jones? Właśnie pokrewieństwo z Veronicą Mars, którą kocham chyba bardziej niż pozostałe wymienione seriale, i to nie tylko dlatego, że widziałam ją z nich najwcześniej. Jeśli którekolwiek z nich się wam podobały, może warto obejrzeć Veronikę Mars. Jeśli was przekonałam – nie czytajcie dalej, obejrzyjcie. Dalsza część tekstu zawiera spoilery (głównie do pilota).

Veronica Mars: kadr z serialu z pierwszego sezonu, przedstawiający Veronicę w krótkich włosach i bluzie z kapturem, siedzącą przy stoliku przed szkołą
Veronica Mars – główna bohaterka

Annoy, tiny blonde one, annoy like the wind.

Veronica Mars pojawiła się w pechowym momencie. Rozpoczęła emisję na UPN w 2004 roku, a skończyła ją już po fuzji UPN i The WB, na The CW, stacji, na której konkurencja między serialami dla młodzieży była w sezonie 2006/2007 zażarta. Chwalona wcześniej przez krytykę Veronica miała niezbyt udany trzeci sezon, oglądalność była niezadowalająca i nie przedłużono jej na czwartą serię (po której piąta, choćby i skrócona, byłaby niemal gwarantowana – gdy serial tego rodzaju zbliża się do stu odcinków, opłaca się doinwestować w dobicie do liczby dającej szansę na syndykację). Niestety, kończąca swój los w okolicach sześćdziesięciu odcinków Veronica nie załapała się na drugie życie, mimo (średniego) kickstarterowego filmu. To nie były czasy, gdy seriale są prawie nieśmiertelne i trafiają do innych stacji albo na platformy1. Dziś Veronicę można obejrzeć gdzieś w wakacyjnej ramówce stacji z numerkami w nazwie albo kupić na DVD czy (w zależności od miejsca zamieszkania) Amazonach i iTunesach, ale nie ma jej na PrimeVideo czy Netflixie. A szkoda.

Serial, utrzymany w konwencji młodzieżowego neo-noir, opowiada o nastoletniej detektywce, będącej persona non grata w szkole, w której dawniej, trochę na doczepkę, należała do ścisłej elity. Piętnasto- czy szesnastoletnia Veronica przyjaźniła się z najpopularniejszą dziewczyną w szkole, Lilly Kane (w tej roli młoda Amanda Seyfried), chodziła z jej bratem, Duncanem, miała kochających się rodziców i perspektywy na przyszłość, o której nie musiała za wiele myśleć. Siedemnastoletnia Veronica to Veronica po prywatnej apokalipsie, albo i serii apokalips. Jej prywatne motto to „you get tough and you get even” – co cię nie zabije, to cię wzmocni, a gdy jesteś mocna, możesz odpłacić pięknym za nadobne. A Veronica ma za co odpłacać. Jej najlepsza przyjaciółka została zamordowana, ojciec – nie znalazłszy winnego – stracił pracę w policji i stał się pośmiewiskiem miasteczka, matka porzuciła rodzinę. Na dodatek związek Veroniki rozpadł się w tajemniczych okolicznościach niedługo przed śmiercią przyjaciółki, a kilka miesięcy później Veronica została zgwałcona – i nie pamięta, jak do tego doszło, a policja w zasadzie odmówiła poprowadzenia dochodzenia.

Plakat pierwszego sezonu Veronica Mars przedstawiający główne postaci

Tragedy blows through your life like a tornado, uprooting everything.

Osią fabularną serialu są wysiłki Veroniki szukającej sprawcy zabójstwa przyjaciółki (czasem w bardzo bezwzględny i nieetyczny sposób), a w międzyczasie dorabiającej w agencji detektywistycznej ojca i prowadzącej własną, miniaturową działalność w szkole. Grana przez utalentowaną i niesamowicie przekonującą w tej roli Kristen Bell, Veronica jest wrażliwa i cyniczna, napędzana potrzebą uzyskania odpowiedzi na definiującą jej życie zagadkę śmierci Lilly. Choć niektóre „sprawy odcinka” są lepsze niż inne (a niektóre nie najlepiej się zestarzały), wątki główne pierwszego i drugiego sezonu trzymały w napięciu przez każdy zwrot akcji, a sama postać Veroniki była prowadzona perfekcyjnie, nawet wtedy, gdy wplątywała się w autodestrukcyjne relacje czy działania, łamała prawo czy serca widowni. Serial miał też świetne postaci drugoplanowe i dialogi. A także monologi – narracja z offu prowadzona przez Veronikę to dla mnie majstersztyk tego zabiegu.

Za największą zaletę serialu uważam jednak skonstruowanie fikcyjnego, cynicznego i bezlitosnego mikroświata Neptune, gdzie klasa, etniczność, płeć (i w mniejszym stopniu orientacja czy tożsamość seksualna, która jest traktowana dość marginalnie – postaci są prawie wyłącznie hetero i cis) tworzą okrutną siatkę hierarchii, a szczęśliwe zakończenia możliwe są dla nielicznych. Kultowe seriale dla młodzieży pokazujące liceum sięgają często do skomplikowanych, monstrualnych metafor, by pokazać emocjonalne turbulencje tego okresu. W Buffy czy Pamiętnikach wampirów i innych nastoletnich wilkołakach przemiany okresu dojrzewania obrazują potwory i magia. Veronica Mars ma węższy repertuar środków, ale jest równie bezwzględna w pokazywaniu krzywdy, niesprawiedliwości i cierpienia, którego doznają zarówno bohaterowie, jak i antybohaterowie. Pokazuje podłość ukrytą pod blichtrem – niemal każdy mieszkaniec Neptune skrywa mroczne i wstydliwe tajemnice, a im więcej wiemy, tym bardziej tracić można wiarę w możliwość sprawiedliwości, o którą zabiega bohaterka. To serial pod wieloma względami pesymistyczny w przedstawieniu świata, choć niepozbawiony nadziei. Czasami przetrwanie i dochowanie wiary własnemu moralnemu kodeksowi jest jedynym możliwym zwycięstwem. Dlatego Veronica Mars świetnie przemawia do nastoletniego angstu – niepokoju wiązanego z tym wiekiem – ale oferuje ona wiele także starszym widzkom, czy oglądana pierwszy, czy kolejny raz.

Polecam bardzo, mimo błędów trzeciego sezonu, choć warto na wszelki wypadek kupić karton chusteczek i uzbroić się w odrobinę cierpliwości dla widocznego czasem małego budżetu czy drobnych niedociągnięć stylistycznych. To serial, który zasługuje na pamięć, a jego bohaterka – na  miejsce w telewizyjnym kanonie.

1 W ostatnich dniach, już po napisaniu brudnopisu tego tekstu, pojawiły się plotki o możliwej kontynuacji serialu na amerykańskim serwisie Hulu. Pożyjemy, zobaczymy.