Dla wszystkich potwornych dziewczynek (Nimona, Noelle Stevenson)

Po komiksy nie sięgam tak często, jak po powieści, jednakże czasami trafiam na coś niesamowitego, co pochłaniam jednego dnia. Tak było z Nimoną autorstwa Noelle Stevenson, podsuniętą przez koleżankę, u której spędziłam kilka dni w kwietniu. Wiedziałam, że muszę mieć ten komiks na własność w oryginale – ponieważ o ile nawet słabsze tłumaczenie powieści czy reportażu może dać się przeczytać, o tyle utrata choćby odrobiny języka w tak kondensującym go medium, jak komiks, to zbrodnia. A utraty tej wartości dodanej w Nimonie zdecydowanie nie byłam gotowa zaryzykować.

Nimona to komiks o zmiennokształtnej nastoletniej dziewczynie, która wprasza się na zamek swojego ulubionego złoczyńcy, Ballistera Blackhearta i – ku jego niezadowoleniu – oznajmia, że zostanie jego pomocnicą. Szybko okazuje się, że Nimona jest o wiele bardziej krwiożercza niż Ballister (jakkolwiek sporo w niej także delikatności), bo ten – jak każdy dobry czarny charakter – ma zasady, których nie zamierza łamać. A właściwie… Został tym złym, ponieważ taka rola została mu wyznaczona przez Agencję zrzeszającą rycerstwo królestwa. I choć odgrywa ją całkiem nieźle, to wcale nie jest złym człowiekiem. Dużo gorszym wydaje się jego nemezis – Ambrosius Lionheart – który pod pięknymi słowami skrywa dość paskudne mechanizmy Agencji, której służy i w której dobro naiwnie wierzy.

Fragment okładki komiksu. Na zielonym tle z deseniem kształtów stworzeń, w które zmienia się w komiksie Nimona przedstawione główne postaci komiksu, od lewej: Ambrosius Lionheart, Nimona i Ballister Blackheart.
Fragment okładki komiksu

Agencja sama w sobie stanowi pastisz współczesnych korporacji. Cały komiks miesza motywy i tropy, pokazując nam postaci w stereotypowych dla eposu rycerskiego rolach, w których umieścił je system. Z którym nie próbują walczyć, choć w tych rolach każde z nich traci coś z siebie. Coś ludzkiego i dobrego zostaje im wszystkim odjęte. Dopiero Nimona pozwala na zmianę tego stanu rzeczy: dzika, nieoswojona, pełna cierpienia, lęku i poczucia krzywdy, które ukrywa pod płaszczem humoru, ale które raz po raz wybuchają w spektakularnym i budzącym lęk gniewie – ona jedna jest tu prawdziwie wolna. Choć system i ją skrzywdził, i próbuje wcisnąć w rolę, do której ta potworna dziewczyna nie daje się do niczego wepchnąć.

Całość opowieści tworzy jednak nie tylko tekst, ale i – jak to w komiksie – warstwa wizualna. Ekspresyjna i niejednokrotnie przezabawna, buduje świat, w którym dosłownie oddany stan rycerski żyje w erze współczesnej technologii (niczym z filmów o Jamesie Bondzie). To połączenie z pozoru nieprzystających do siebie elementów jest jednak kwintesencją fantastyki, która poprzez historie o rycerskich eposach opowiada nam właśnie o współczesnym świecie. Nimona pokazuje stan rycerski jako świat korporacji dążących do własnych celów, bezdusznie traktujących swoich pracowników i „poddanych”; świat, który niszczy relacje tych, którzy są jego zdaniem nieodpowiedni (jak Ballister i Ambrosius) czy zbyt odmienni (jak Nimona). To świat lęku i nienawiści ukrytych pod pięknosłowiem i starannie wyreżyserowaną walką ze złem, które – gdy przyjrzeć mu się bliżej – tak naprawdę nikomu nie zagraża.

Na koniec jednak zostajemy z nutą nadziei, którą osobiście bardzo doceniam. Gdy opadają maski i prawdziwe zło zostaje pokonane, świat staje się przyjaźniejszym miejscem, w którym nie trzeba już złoczyńców i bohaterów. Wystarczą kochający się ludzie, a potworne dziewczyny mogą chodzić własnymi ścieżkami.