Dlaczego powinnyście obejrzeć Sprawę idealną (Sprawa idealna, CBS)

Do 28 maja 2018 roku – czyli do dnia, kiedy piszę te słowa – wiadomo-kto jest prezydentem Stanów Zjednoczonych od 492 dni. Nie muszę odliczać, żeby to wiedzieć – po prostu akcja finału jednego z moich ulubionych nadawanych obecnie seriali, Sprawy idealnej, kończyła się właśnie 28 maja, a tytuł odcinka to Dzień 492. Każdy odcinek drugiego sezonu tego serialu emitowany był właśnie w ten sposób, ze stosownym tytułem (począwszy od Dnia 408 i tak co siedem). Tak, jest to polityczna deklaracja. Wrócę do niej za chwilę.

Na zachętę: jedna z moich ulubionych telewizyjnych czołówek

Jestem koneserką kilku różnych rzeczy w życiu, ale o żadnej nie wypowiem się z taką pewnością, jak o serialach prawniczych. Widziałam ich, lekko licząc, tysiące godzin. Bywały średnie (sorry, W garniturach), bywały gorsze (not sorry, Praktyka adwokacka), bywały dość sympatyczne, ale dla mnie nie do przeskoczenia z uwagi na brak udawanego nawet realizmu scen w sądzie (Drop Dead Diva; koszmarny polski tytuł to Jej szerokość Afrodyta)… i jest też, niedoceniona przez krytykę i lecąca w cieniu/równolegle do Breaking Bad, Żona idealna – serial inteligentnie napisany, trzymający w napięciu, mający szereg znakomitych kreacji aktorskich i postaci, i konkretne rzeczy do powiedzenia na temat amerykańskiego systemu (nie)sprawiedliwości, arbitralności zasad oraz manipulowania prawdą i regułami na szczytach i pagórkach władzy. Protagonistka, grana przez Juliannę Margulies Alicia Florrick, jest dla mnie jedną z najciekawszych i najlepiej skonstruowanych antybohaterek trzeciej złotej ery telewizji amerykańskiej – a ma niezłe towarzystwo w tej kategorii.

Ale Żona, po dwóch słabszych sezonach (przyznaję to z bólem serca i niechęcią do zmian obsadowych) i bardzo kontrowersyjnym finale, dobiegła końca w 2016 roku. A twórcy serialu, małżeństwo Kingów, zostali przez CBS zaproszeni do napisania spin-offa, który obok nowego Star Treka miał być tym cennym oryginalnym kontentem dostępnym dla Amerykanów na CBS All Access i zachęcającym widzów do zakupu dostępu do dodatkowej platformy streamingowej. W skrócie – serial powstał. I pod pewnymi względami ma szansę przewyższyć poprzednika.

Czarno-czerwona grafika z napisem Kill all the lawyers promująca The Good Fight
Główne bohaterki, w centrum Diane (Christine Baranski)

Sprawa idealna miała do tej pory dwa krótkie sezony (10 i 13 odcinków), dla polskiego widza na szczęście dostępne na platformach streamingowych łatwiej niż dla Amerykanów (można oglądać na HBO Go i 1 sezon na Amazon Prime Video). Skupia się na postaci granej przez Christine Baranski, Diane Lockhart – prawniczki, drugofalowej feministki, aktywistki zaangażowanej w działania Partii Demokratycznej i kobiety po sześćdziesiątce. W pilocie serialu sypie się jej świat – Hillary Clinton (zdjęcie z nią zdobiło biurko Diane już w Żonie idealnej) przegrała wybory, małżeństwo Diane przeżywa kryzys po wydarzeniach końca poprzedniego serialu, a wyczekiwana i ogłoszona już emerytura okazuje się być nierealna – bo oszczędności Diane pochłonął nieuczciwy fundusz inwestycyjny. Postawiona pod ścianą, dołącza jako partnerka do jedynej otwartej na nią firmy, niemal w całości złożonej z Afroamerykanów (żartobliwie zostaje nazwana ich „diversity hire” –  co zwykle stanowi pejoratywne i nieraz rasistowskie określenie na osobę zatrudnioną w celu zwiększenia różnorodności w firmie).

Oprócz Diane w centrum fabuły znajduje się też Lucca Quinn (grana przez zjawiskowo utalentowaną brytyjską aktorkę Cush Jumbo), ambitna, zamknięta w sobie i bezwzględna, ale zarazem solidarna i lojalna młoda prawniczka walcząca o awans na partnerkę w firmie, a także Maia Rindell (w tej roli Rose Leslie, znana z Downton Abbey i Gry o tron) – początkowo promowana trochę na gwiazdę serialu początkująca prawniczka i córka właścicieli wyżej wspomnianego funduszu inwestycyjnego (i lesbijka, choć serial w przyjemny sposób nie popada tu w pułapkę „specjalnego” traktowania).

Te trzy kobiety, będące na różnych etapach prawniczej kariery, nawigują rzeczywistość Ameryki już-nie-Obamowskiej – pokazanej bardziej bezwzględnie i odważnie niż w jakimkolwiek innym serialu. Sprawa idealna rozlicza administrację (czy też reżim) i parodiuje obecnego prezydenta, a zarazem pokazuje bezduszność systemu, współodpowiedzialność najmniejszych choćby kółek zębatych machiny opresji. Jest odcinek, w którym Partia Demokratyczna szuka sposobu na odwołanie niechcianego prezydenta; jest odcinek poświęcony nagraniu domniemanego „złotego prysznica” (określanego jako „the pee pee tape”); są niekompetentni powołani przez obecną administrację sędziowie i przerażająco kompetentni funkcjonariusze służb anty-imigracyjnych (ICE) i FBI na tropie nieistniejących (a może istniejących) zamachów. Jest NRA i FOX, i naziści. Nic dziwnego, że postaci rozważają sięganie po środki halucynogenne – otaczająca ich rzeczywistość jest sama w sobie odrealniona.

To wszystko jednak składa się na spójny, zaskakująco dowcipny i mądry serial. Jasne, nie zawsze zgadzam się z postawami i działaniami jego postaci (Diane nie całkiem ogarnia #metoo – ale mamy dla niej kontrę w postaci młodej Marissy, która już tak), ale nigdy nie mam wrażenia, że serial śmieje się z uciemiężonych – ostrze satyry zawsze wymierzone jest w tych, którzy nadużywają swojej władzy. Oprócz tego nie brak zapierających dech w piersiach zwrotów akcji, a także świetnych dialogów i postaci epizodycznych oraz drugoplanowych (często gwiazd Broadwayu, bo serial, choć akcja ma miejsce w Chicago, jest nagrywany w Nowym Jorku, a nie na przykład tańszym Vancouver (jak większość tego typu seriali). Początek chwilę się rozkręca, ale naprawdę warto dać mu szansę i dać się kupić Sprawie idealnej.

Której oryginalny tytuł to nie żadna sprawa, tylko The Good Fight – dobra walka. Walka w dobrej sprawie.

(Ale serio, oglądajcie, nie mam z kim przeżywać).