Fantastycznie nieobliczalni, czyli trzęsienie ziemi, które nadejdzie (SQN)

Wydawnictwo SQN – obecnie jedno z najlepszych polskich wydawnictw zainteresowanych fantastyką – wpadło na fajny pomysł. Jako że w zapowiedziach mają kilka debiutanckich powieści, a debiut to niełatwa sprawa, postanowiono w ramach zwiastuna i promocji wydać zbiór opowiadań. Nowe autorki i autorzy zostali poproszeni o napisanie opowiadań wprowadzających czytelnika w ich literackie światy. Teksty te przeplatają opowiadania autorów lepiej znanych, o ugruntowanej pozycji na rynku wydawniczym. Świetna antologia, którą otrzymujemy w efekcie, liczy 11 opowiadań i niemal 400 stron pełnych ogromnej różnorodności gatunków, stylów, pomysłów – i jakości, choć na samym wstępie muszę zaznaczyć, że tak naprawdę nie ma w zbiorze tekstu, którego nie czytałoby mi się choćby z niewielką przyjemnością.

Antologia Fantastycznie nieobliczalni - okładka przedstawia zamek wyrastający z maszyny do pisania
Okładka zasługuje na pochwałę – jest po prostu doskonała!

Mogłabym podzielić teksty na dwie najbardziej rzucające się w oczy grupy: te napisane przez starych (stażem) wyjadaczy i te autorstwa świeżynek. Opowiadania układają się jednak – zakładam, że przypadkowo – w kilka kategorii i takie ich omówienie będzie może ciekawsze. Mamy więc cztery pary.

Miłośnicy mechów – wiem, że jest ich wielu, choć moje zainteresowanie wielkimi robotami wyczerpał Pacific Rim – ucieszą się na widok opowiadań Magdaleny Świerczek-Gryboś (Niemożliwe) i Tomasza Marchewki (Off the record). Tekst Marchewki ma przede wszystkim ciekawą formę – ni to scenariusza, ni to skryptu audiodeskrypcji futurystycznego programu dokumentalnego o Mech Wars, cyklicznych starciach wielkich robotów, oraz o operatorach tychże. Choć tekst mnie nieco zmęczył, to głęboko doceniam wątek niepełnosprawności, który w nim się pojawia – dzięki niemu nieprędko o tym opowiadaniu zapomnę. Tekst Świerczek-Gryboś natomiast, choć lekko irytował mnie na poziomie idei (ten antysystemowy, zbuntowany bohater…), jest świetnym kawałkiem literatury. Po Niemożliwe i tekście autorki w ostatnim numerze „Fantomu” mam ogromną ochotę sięgnąć po jej powieść, Openminder, bo kreuje ona skomplikowany świat, a opisuje go stylem obiecującym bardzo dobrą literacko fantastykę. W Niemożliwe poznajemy skrawek tego świata – ludzi zatopionych w holograficznych nakładkach na mocno rozczarowującą rzeczywistość, poddanych eksperymentowi, za sprawą którego nie łamią ustalonych zasad. Autorka jasno sugeruje, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Ciekawe, w którą stronę się skieruje.

Po drugiej stronie umownego spektrum znajdziemy… cyrk. Zbiór otwiera opowiadanie Marty Malinowskiej (Noże) poświęcone cyrkowej trupie wędrującej po fantastycznym kraju. Przez większą część tekstu nie jest on zbyt porywający – heteroromans z cyrkiem w tle nie wnosił zbyt wiele do mojego czytelniczego doświadczenia, zwłaszcza że uczestnicy romansu zostali opisani dość banalnie, zdarzało mi się też przy lekturze lekko skrzywić, ale szczęśliwie w pewnym momencie świat się powiększa, pojawia się konflikt, o którym wiemy, że będzie osią powieści, Iluzji, i robi się naprawdę intrygująco. Ciekawie zapowiada się warstwa polityczna i społeczna tych fantastycznych krain, z linią podziału na stosunku do magii, liczę oprócz tego na ciekawe, może też niestandardowe relacje między bohaterami. Noże sparowały mi się w głowie z Ostatnim lotem Phenix Anety Jadowskiej – tutaj również fabuła kręci się wokół cyrku, ale realnego, współczesnego – i złowrogiego. Byłam pod wielkim wrażeniem sceny, w której bohaterka szuka swojej kilkuletniej siostry w zamieszaniu cyrku i wesołego miasteczka, kolorowego i zarazem przerażającego – opis jest naprawdę sugestywny. Sama konkluzja, której nie chcę spoilerować, przyprawia o dreszcz. To jeden z najlepszych tekstów tego zbioru.

Urban fantasy ma liczną reprezentację w Fantastycznie nieobliczalnych – to gatunek, w którym swoje teksty stworzyli Piotr Górski i Jakub Małecki. Żaden z autorów nie jest debiutantem – Górski ma na koncie powieści sprzed dwóch dekad, a Małeckiego, autora balansującego między fantastyką a mainstreamem, pewnie nie trzeba nikomu przedstawiać. Oba teksty zrobiły na mnie spore wrażenie – Górskiego pomysłami, a Małeckiego atmosferą. Małecki w Utraconych światach Niño Sandovala przenosi czytelnika na Filipiny, przedstawiając niepiśmiennego rikszarza, którego łączy z klientami złowieszcza więź, a tragedia jego własnej biografii splata się w nierozwiązywalny węzeł z tragediami innych ludzi. Natomiast Piotr Górski w Złości bogów, zapowiadającej Regułę zakonu, intryguje tajemniczą miejską fantasy pełną poczucia zagrożenia, zabójców czających się mroku, upiornych kobiet bez twarzy i dziewczynek, których działania wspierają drzewa. Trudno było się wgryźć w ten tekst, ale wysiłek się opłacił – jego powieść wylądowała na mojej liście lektur i będę wyczekiwać premiery.

Dziwność i nieoczywistość są dla mnie ogromnie cenne i ważne w fantastyce; zawsze najbardziej zapadają mi w pamięć teksty rzucające wyzwanie wyobraźni. To kryterium idealnie spełniają dwie autorki, które w mojej głowie wiele łączy: Karolina Fedyk i Aleksandra Radlak. Łączy je to, że debiutanckie powieści obu z nich miałam już okazję przeczytać i obie mnie olśniły, choć każda czymś innym. Łączy je rozbudowane światotwórstwo, pełne wyzwań i pułapek zastawionych na czytelnika, ale poza tym rozjeżdżają się w różne strony. Fedyk kreuje świat subtelniejszy, w swojej obcości piękny i intrygujący, wypełniony różnorodnością i ludzką tragedią, oparty na cudownie wykreowanych bohaterkach i bohaterach (nigdy, przenigdy nie każcie mi wybrać, komu kibicuję w Skrzydłach!). Świat Radlak jest przerażający, brudny, pełen nieszczęścia, dyskryminacji i niezgody na nią, żarliwych starań o doprowadzenie do zmiany, bo w zastanej sytuacji nie da się trwać. Krew i błoto świetnie zapowiadają to, co nas czeka w Cynobrowych polach, ostrej jeździe przez świat, który wygrzebał się z apokalipsy, ale bynajmniej nie jest zdrowy. Kołysanki ziem jałowych Fedyk są natomiast nastrojowe i piękne – z nieodłącznym jednak niepokojem w tle, niesamowitością, którą trudno zdefiniować, i mocnym poczuciem, że to cisza przed burzą. Bardzo trudno się streszcza teksty obu autorek – są geste i niejednoznaczne i zawsze obawiam się, że coś przekłamię, że czegoś nie złapałam i się z tym ujawnię. Powiem więc tylko, że oba opowiadania, tak bardzo różne, wiele mówią o nadchodzących powieściach. Przeczytajcie, przygotujcie się na premiery, a gdy tylko ukażą się Skrzydła i Cynobrowe pola, lećcie do księgarń – to będą dla polskiej fantastyki poważne wstrząsy. (Mamy wielką przyjemność współpracować z Karoliną przy Lewej ręce fantastyki – co na pewno rzutuje na moją opinię o jej twórczości, choć muszę zaznaczyć, że gdy czytałam Skrzydła, jeszcze się nie znałyśmy).

Dla odpoczynku po tych ciężkich (ale w jakże miły sposób!) tekstach można połknąć opowiadanie Jacka Łukawskiego, również jeden z najfajniejszych tekstów zbioru, ale z zupełnie innego powodu. Jeśli czytałyście Bułyczowa i jego opowiadania o Wielkim Guslarze – wyobraźcie sobie przeniesienie ich do realiów IV RP… Kosmici, śledztwo, żywy język, masa niezbyt subtelnych, ale ogromnie zabawnych odniesień do polskiej rzeczywistości, zwłaszcza politycznej. Świetnie się czyta Nietypowe sprawy Dariusza Omena. Przygodę XIII i ma się ochotę na więcej, choć tekst wcale nie prowadzi do optymistycznej konkluzji… Myślę, że nasza rzeczywistość aż się prosi o taką satyrę. Studnia bez dna. A obecność kosmitów jakoś tak podnosi na duchu, mimo wszystko.

Na koniec zostawiłam sobie teksty, które podobały mi się najmniej, ale nie dlatego, że były złe – raczej dlatego, że nie spełniły moich oczekiwań i być może nie byłam też ich idealnym czytelnikiem. Mamy w zbiorze dwa opowiadania niefantastyczne. Siedemdziesiąt jebanych gramów Jakuba Ćwieka jest sprawnie napisane, ale nie skierowane do mnie – nie byłam w stanie czerpać przyjemności z lektury ani jakkolwiek wczuć się w napięcie dręczące bohaterów. Szalone święta Danny’ego Moona Marii Krasowskiej czyta się sympatycznie, ale nie jestem pewna, po co ten tekst powstał – jest trochę infantylny, nie porywa językiem ani kreacją bohaterów, niczego nie wnosi fabułą. Do samego końca czekałam na jakiś plot twist i nie doczekałam się go.

Rozczarował mnie również nieco wstęp Michała Cetnarowskiego o tym, że kiedyś to były czasy, potem nie było czasów, a teraz znów są czasy. Nie jestem pewna, po co przekonywać o renesansie opowiadań czytelnika, który właśnie sięgnął po antologię. Zbiór powstał i wydawnictwo uznało promowanie powieści opowiadaniami za dobry pomysł – dodatkowe legitymizowanie tego tylko… wzbudza wątpliwości? Ciekawe, czy autorki i autorzy by się zgodzili z tezą o powrocie krótkich form do łask… Wszakże każda i każdy z nich właśnie postawił na powieść.

Jak wypromować antologię opowiadań, która sama służy wypromowaniu przyszłych nowości wydawniczych? Może to trochę karkołomne, ale mam wielką nadzieję, że się uda – bo to bardzo fajny zbiór, a na przyszłe powieści warto czekać. Może antologia nie wywoła trzęsienia ziemi, ale myślę, że powieści już tak. Wszystkim młodym autorom ogromnie kibicuję, są przyszłością fantastyki, na jaką zasługujemy i na jaką czekamy.

Antologia Fantastycznie nieobliczalni jest dostępna w formie darmowego e-booka na stronie wydawnictwa: KLIK.