Fantastyczny rasizm i jak go zaklinać

Niczym ghul na strychu u Weasleyów, J.K. Rowling znowu wali w rury. Nie ma w tym w sumie nic zaskakującego, może poza rozmachem, z jakim autorka przekracza najśmielsze parodie swojej tendencji do retroaktywnego dywersyfikowania kanonu HP. Ktoś miał zaznaczone pole „Nagini jest w rzeczywistości koreańską kobietą”?

Zaskoczyło mnie natomiast (jako lewack_ hejter_, któr_ krytykuje wszystko, co się nawinie), jak wiele osób ekscytuje się ciągle nowymi tekstami z Potterwersum, a jeszcze bardziej: jak wiele najwyraźniej jest skłonnych udzielić Rowling kredytu zaufania. „Jak możecie krytykować historię, w której azjatycka kobieta traci stopniowo kontrolę nad swoim ciałem, dosłownie staje się zwierzątkiem magicznego Hitlera i naczyniem na cząstkę jego duszy, a potem zostaje zamordowana mieczem przez nastolatka?” – mówią. „Jasne, widać tutaj całą masę orientalistycznych klisz, a obraz tak całkowitego uprzedmiotowienia wywołuje dreszcze, ale dajcie Rowling szansę. Może zrobi to dobrze. No i pomyślcie, jaki mroczny i niejednoznaczny robi się teraz moment, w którym Neville ucina Nagini głowę!”.

Cóż, istnieje też możliwość, że jutro po pracy spotkam mężczyznę, który da mi milion złotych w prezencie, ale jednak na razie nie składał_bym wypowiedzenia. Rowling wielokrotnie już demonstrowała pewien brak wyczulenia na niuanse związane z rasą i płcią: od drobiazgów takich jak liczba i rozlokowanie magicznych szkół (obejmujących swoim zasięgiem tak nieduże i niezróżnicowane językowo i kulturalnie rejony jak cały kontynent Afryki) przez pozbawione szacunku wykorzystanie wierzeń rdzennych plemion Ameryki Północnej i oparte na antysemickich stereotypach wyobrażenie goblinów, aż po wiły magicznie przyciągające napastowanie seksualne. Bardzo trudno mi sobie wyobrazić, że autorka nagle z taktem zaczyna wywracać problematyczne tropy na nice, umiejętnie dekonstruując opresyjne hegemoniczne narracje.

Ale jeśli chcemy zachwycić się magicznym Paryżem, fantastyczną męskością Newta Scamandera albo Jude’em Law w garniturze, musimy dać jej szansę – a później następną, gdy okaże się, że od dwudziestu lat historia Nagini była rozplanowana na cztery filmy – prawda? Co nam innego zostaje? Iść na Zegar czarnoksiężnika?

Wyobrażał_m sobie kiedyś dystopijną przyszłość, w której wymogi techniczne (a co za tym idzie: finansowe) dominującego medium sprawiają, że wszystkie historie, jakie może opowiadać ludzkość, wpadają w ręce jednej korporacji. Wyłącznie licencjonowane twórczynie tworzą teksty, w których zarejestrowane bohaterki przeżywają zaaprobowane przez szefostwo przygody w zastrzeżonych światach. Aż pewnego dnia ktoś powraca do najstarszych i najprostszych metod snucia historii: ustnych, pisemnych. I od tego zaczyna się rewolucja.

Być może to trochę naiwne. Może żadna meta na temat pozaeuropejskich tradycji magicznych, wyrafinowany détournement i queerowanie kanonu HP w fanfikach ani nawet przeglądanie najpiękniejszych moodboardów z najbardziej ewokatywną playlistą w tle nie może się mierzyć z mocą i zasięgiem hollywoodzkiego spektaklu. Chociaż walka toczy się na wielu frontach i nie od dziś wiadomo, że to fanki rozwijają Potterwersum w najciekawszych kierunkach, to jednak nadal pozostaje ono własnością intelektualną Rowling.

Co nam wobec tego pozostaje? Rozwiązania ograniczone i cząstkowe. Wbrew utyskiwaniom z poprzedniego akapitu sądzę, że warto pisać mety i fanfiki – to najłatwiej dostępne sposoby analizowania historii, które opowiadamy, i przekształcania ich w lepsze. Nie przyniosą efektu od razu, ale w miarę jak dorastać będą twórczynie, które się na nich wychowały – na pewno wydadzą plon. Mimo że nie zanosi się na masowy bojkot, myślę, że jednostkowa decyzja o nieoglądaniu filmu też nie jest bez znaczenia (choćby dlatego, że nie trzeba wtedy oglądać na ekranie przemocowca Deppa). Jeśli jednak chcesz zobaczyć Fantastyczne bestie, bo masz poczucie, że da ci coś, czego ci w tej chwili potrzeba – to też jest w porządku. Film zapewne i tak okaże się hitem, a Depp, jak wyjątkowo szkaradny padlinożerny ptaszek, wydziobał już, co miał wydziobać z zębów kapitalistycznego krokodyla. Ale mam prośbę: spróbuj zrobić coś, co pomoże komuś potrzebującemu. Wesprzyj finansowo niebiałe twórczynie. Wpłać darowiznę na rzecz organizacji wspierającej osoby LGBTQ+ lub poszkodowane przemocą domową.

Pewnego dnia Hogwart jeszcze stanie się nasz. A tymczasem możemy same budować nowy czarodziejski świat.

Solidarność to magia.