Jak przetrwać koniec świata (N.K. Jemisin, Trylogia Pękniętej Ziemi)

W samym środku kontynentu otwiera się pęknięcie, które w mgnieniu oka pochłania kilkanaście miast i miliony ludzi. Wkrótce całe niebo pokryje się popiołem, na tysiące lat zakrywając słońce.

W małej społeczności, setki kilometrów od wyrwy, Essun znajduje w domu ciało swojego trzyletniego synka pobitego na śmierć przez własnego ojca. Wkrótce Essun wyruszy w pościg, który zmieni losy umierającego świata.

Jeszcze gdzie indziej Damaya musi opuścić swój dom i rodziców, którzy właśnie się jej wyrzekli.

Wkrótce Sjenit pozna Alabastra, szalonego i niewyobrażalnie potężnego górotwora, który ma zostać jej mentorem.

Tak zaczyna się Piąta pora roku.

Okładki trzech powieści N.K. Jemisin składające się na Trylogię pękniętej ziemi.

Bardzo długo nie wiedziałam, jak zabrać się za zrecenzowanie tej trylogii. Nie mam wątpliwości, że każda z jej części – Piąta pora rokuWrota obelisków Kamienne niebo – w pełni zasłużyła na otrzymaną nagrodę Hugo; nie wydaje mi się również, abym kiedykolwiek wcześniej miała okazję przeczytać równie genialne i dobrze skonstruowane powieści. Poleciłabym je każdemu, wpisałabym je na listę lektur – a jednocześnie wiem, że nie trafią do każdego czytelnika. Zachwycił mnie w nich świat przedstawiony, jednak siłą napędową są świetnie napisani bohaterowie: sposób, w jaki przedstawione są związki między nimi, chwyta za serce. A oprócz boleśnie realistycznych relacji między postaciami są jeszcze niesamowicie prawdziwe opisy mechanizmów społecznych, które widzimy na co dzień dookoła siebie, które stanowią najbardziej poruszającą część tej historii.

Pod wieloma względami czułam, że to seria, która mnie przerasta, jednocześnie jednak traktuje z szacunkiem i zrozumieniem, oferując krople nadziei w oceanie cierpienia i walących się światów.

Ile warstw ma nasza historia?

Z początku świat, w którym żyją bohaterowie Trylogii Pękniętej Ziemi, wydaje się aż nazbyt prosty – na wszystkie pytania odpowiadają Mądrości Kamieni, a mieszkańcy wspólnot podzieleni są na kasty wedle swojej użyteczności. Jedyną rzeczą gorszą od wykluczenia z takiej społeczności jest bycie roggą – górotworem – czyli osobą obdarzoną mocą manipulowania materią i energią. Jeśli górotwór ma szczęście, zostanie zabity jeszcze w dzieciństwie, gdy tylko objawi się jego moc. Jeśli jego bliscy postanowią w odruchu litości wezwać Stróży, dziecko zostanie zabrane do tajemniczego Fulcrum, miejsca, gdzie odziera się z człowieczeństwa, a wytwarza przydatne narzędzia. Szybko okazuje się jednak, że pozornie proste, prymitywne wręcz społeczeństwo Sanze to tylko jedna, najnowsza warstwa historii tego świata. Bohaterowie powieści – w większości górotwory – szukają sensu w przeszłości, bo w teraźniejszości zdają się być bezsilni, a przyszłość nie jest przeznaczona dla nich.

Nie chciałabym zdradzać nic więcej z fabuły pierwszego lub kolejnych tomów, wydaje mi się bowiem, że każdy spoiler może w tym przypadku odebrać czytelniczkom część przyjemności. Na uwagę i pochwałę zasługuje kunszt, z jakim Jemisin przeskakuje między historiami bohaterek (a w kolejnych tomach również bohaterów), widoczny nie tylko w tytułach rozdziałów, ale także w sposobie prowadzenia narracji. Nie wydaje mi się również, abym gdziekolwiek indziej widziała równie sprawnie użytą narrację drugoosobową, która opisuje we wszystkich częściach historię Essun. Większość zwrotów akcji autentycznie zaskakuje (a pierwszy absolutnie łamie serce). Świat poznajemy zaś oczami bohaterów, wiedząc niewiele więcej, a czasem i mniej niż oni sami. Choć napięcie prowadzone jest po mistrzowsku, a w trzech całkiem obszernych powieściach nie ma ani jednej zbędnej sceny, nie są to dla mnie książki, które czyta się jednym tchem. Zdarzało mi się odkładać powieść po każdym rozdziale, aby w spokoju przetworzyć jego treść – zarówno emocjonalnie, jak i intelektualnie.

Ile cierpienia zniesie świat?

Jak już napisałam, niekoniecznie są to powieści dla każdego. Ilość cierpienia, upokorzenia i bezsilności, z jaką mierzą się bohaterowie, jest trudna do zniesienia. Gdzieś w okolicach piątego rozdziału zastanawiałam się, czy dam radę doczytać do końca choćby pierwszą część. Jednocześnie nie jest to cierpienie bezsensowne czy nieuzasadnione. Świat przedstawiony w powieści jest okrutny, bo takim uczynili go ludzie. W chwili kryzysu, w czasie, gdy nadrzędną wartością jest walka o przetrwanie, nie ma w nim miejsca dla inności i trudno o miłosierdzie. Tym cenniejsze są jednak momenty człowieczeństwa, które zdarza się okazywać jednostkom, i które często mają swój koszt. W powieściach Jemisin ludzie zdolni są do największego okrucieństwa i największego poświęcenia. Strach zawsze prowadzi do nienawiści, a ta do zbrodni. Odczłowieczenie jednej grupy, służące interesom drugiej, okazuje się banalnie proste, a odwrócenie takiego myślenia jest pracą na wiele pokoleń. A może w obliczu takiego okrucieństwa pozostaje tylko zniszczenie wszystkiego raz na zawsze? Trylogia Jemisin stawia trudne pytania i odpowiada na nie z bolesną szczerością.

Na osobny akapit zasługują bohaterki i bohaterowie. Światem przedstawionym rządzą inne niż nasze normy genderowe i dlatego nie dziwi, że wśród bohaterek znajdziemy zarówno wojowniczki, jak i przywódczynie czy naukowczynie. Damaya, Sjenit i Essun popełniają niewybaczalne błędy, ale jednocześnie nie możemy im nie współczuć. Równie interesujące są postacie męskie, którym daleko do stereotypowych bohaterów. Od Alabastra, wypełnionego bólem wrażliwego geniusza, przez Jiję, który zamordował własnego syna, ale nie potrafił już zabić córki, aż po Lernę, młodego wioskowego lekarza, który nawet w najgorszych czasach gotowy jest nieść bezwarunkową pomoc. Bohaterowie spotykają się i rozchodzą, aby znowu trafić na siebie w najmniej spodziewanych momentach. Jemisin przypomina nam też dobitnie, że jesteśmy nie tylko sobą, ale i wszystkimi ludźmi, którzy byli dla nas ważni – bez względu na to, jak bardzo nas zawiedli.

Ile można odbudować?

Ostatecznie trylogia Pękniętej ziemi to dla mnie historia o radzeniu sobie z końcem świata. Tym, który przynosi z sobą kwaśne deszcze i zasnuwający niebo pył, i tym, który objawia się nam w śmierci kogoś bliskiego lub utracie części swojej tożsamości. Dzieci przeżywają swój koniec świata, kiedy tracą wiarę w rodziców. Rodzicom świat kończy się w momencie, gdy widzą cierpienie lub śmierć swoich dzieci. To powracające elementy fabuły, ale tak samo jak przemijają katastrofalne piąte pory roku, tak każde złamane życie można próbować odbudować. Wyrządzonego zła nie da się naprawić, można natomiast walczyć o to, aby nie stało się udziałem kolejnych pokoleń. Jemisin daleko jednak do naiwności. Nienawiści, która w nas siedzi, nie da się wyplenić, pozostaje nam jedynie upewnić się, że budowane przez nas społeczeństwo nie pozwoli jej kwitnąć i zapuszczać głębszych korzeni. 

Czytałam powieści w wydanym niedawno polskim tłumaczeniu i na uwagę zasługuje zdecydowanie zarówno piękny sposób wydania każdego tomu (jak ładnie wyglądają na półce!), jak i genialne tłumaczenie Jakuba Małeckiego. Świat przedstawiony przez Jemisin jest skomplikowany i nowatorski pod wieloma względami, tłumacz miał więc do przełożenia wiele neologizmów. Musiał także zmierzyć się z geologicznym żargonem, ale ostateczny efekt czyta się bez potknięć i zgrzytów. Choć w pierwszej powieści zauważyłam kilka niepoprawionych literówek i błędów, to do dwóch kolejnych tomów nie mam żadnych zarzutów. Bardzo się cieszę, że serię wydano po polsku i mam nadzieję, że trafi do jak największej liczby czytelników.

Są takie książki, po których przeczytaniu czujemy się innymi ludźmi, jakby ktoś rozbił nas na kawałeczki i z czułością poskładał z powrotem. Pęknięta ziemia N.K. Jemisin z pewnością się do nich zalicza i dlatego nigdy nie przestanę jej polecać. To opowieść ze skomplikowanymi bohaterkami i bohaterami oraz z jasnym przesłaniem. Idealna historia na znalezienie ulgi pośrodku końca świata.

Dziękujemy wydawnictwu SQN za udostępnienie egzemplarzy recenzenckich.