Jeśli poznaliście jedną osobę na spektrum… (Atypowy sezon 2, Netflix)

SPOILER ALERT: w recenzji przedstawiam recap sezonu pierwszego i ogólny zarys fabuły sezonu drugiego.

Na pierwszy rzut oka Atypowy jest zwykłą opowiastką o dorastaniu (coming of age story). Od innych produkcji tego typu odróżnia go fakt, że jednym bohaterów jest nastolatek z autyzmem. I chociaż motywem przewodnim są życiowe perypetie osiemnastoletniego Sama Gardnera (Keir Gilchrist), to widz poznaje również historie jego najbliższych. Otrzymujemy więc także perspektywę osób neurotypowych, które stykają się z autyzmem na co dzień.

Jako że na Lewej ręce fantastyki nie było recenzji pierwszego sezonu, to pozwolę sobie na szybki recap. W pierwszych odcinkach serialu Sam Gardner wchodzi w dorosłe życie z postanowieniem, że chciałby znaleźć dziewczynę. Początkowo próbuje „poderwać” swoją psychoterapeutkę, 26-letnią Julię (Amy Okuda), by ostatecznie zacząć relację „na próbę” ze szkolną koleżanką – Paige Hardaway (Jenna Boyd). W międzyczasie matka Sama przeżywa romans, który prowadzi do rozpadu jej małżeństwa, zaś młodsza siostra Sama, Casey (bardzo silna rola Brigette Lundy-Paine), dostaje się do prestiżowej szkoły, co (jakże by inaczej) stawia ją przed wyborem – opieka nad bratem i starzy znajomi albo nowa szkoła i podróż w nieznane.

Sezon drugi przenosi nas na początek kolejnego roku szkolnego. Sam usiłuje poradzić sobie bez opieki siostry i matki oraz bez terapeutki. Spotyka się za to ze szkolną grupą wsparcia. Również Casey ma problemy z odnalezieniem się w nowym środowisku. Żeby nie zdradzić zbyt wiele, wystarczy powiedzieć, że jej wątek, chociaż początkowo stereotypowy do bólu (perypetie w związku na odległość, bullying ze strony zamożniejszych dziewczyn w prestiżowej szkole) rozwinie się w nieoczekiwanym, ale mile widzianym kierunku.

Plakat reklamujący sezon 2 serialu "Atypowy"

Białooki, maskowy, białobrewy, cesarski

W drugim sezonie Atypowego mamy do czynienia z pewną grą analogii. Większość odcinków rozpoczyna się porównaniem sytuacji Sama do rytuałów antarktycznych zwierząt (fascynują go między innymi pingwiny). Główny bohater staje się mądrzejszy o naukę wynikającą z motto odcinka. Zwykle również analogiczną lekcję otrzymuje któraś z pozostałych postaci. Czasami porównania te są szyte grubymi nićmi, a czasami mają bardziej bezpośredni wymiar.

Jednak zanim podniesiemy larum, że znów serwuje się nam krzywdzącą kliszę znana jako inspiration porn (tj. osoby neurotypowe zmotywowane obserwowaniem, jak ludzie nieneurotypowi lub z niepełnosprawnościami przezwyciężają trudności życia codziennego), to spieszę uspokoić, że tak bolesnych wątków nie uświadczymy w serialu. Nie ma też, co prawda, jakiejś zwalającej z nóg subwersji tego tropu. Niemniej jednak pojawia się wątek, który mnie w pewien sposób urzekł nauką, jaka z niego płynie.

Sam stosuje stimming. Jest to forma autostymulacji, pozwalająca radzić sobie z napadami stresu, euforii czy innych silnych emocji. U Sama najbardziej jaskrawa forma stimmingu polega na wymienianiu w koło i w koło nazw czterech gatunków pingwinów.

W jednym z odcinków tata Sama, na progu załamania nerwowego, kopiuje tę metodę radzenia sobie ze stresem. To ważna scena i ważny wątek. Stimming nie jest bowiem właściwy tylko osobom na spektrum autyzmu. Wszyscy w jakiś sposób dokonujemy autostymulacji – przygryzając wargi, kręcąc włosami, obgryzając skórki, chodząc w tę i nazad po pokoju. U osób nieneurotypowych zachowania autostymulacyjne potrafią zwyczajnie występować w dużo większym natężeniu i na większą skalę, w związku z czym przyjmują społecznie nieakceptowalne formy. Nawet autoagresja (gryzienie palców do krwi, uderzanie głową w ścianę) jest w istocie pewną formą stimmingu. Warto pamiętać, że to, co uważamy za zachowania odstające od naszej normy, ma zazwyczaj całkiem logiczne podłoże.

Jest to o tyle istotne, że normalizowanie „objawów” autyzmu pozwala nie dehumanizować osób na spektrum; zupełnie inaczej niż zakładanie, że zachowanie autystyków jest nienormalne lub groźne dla nich samych. Nie ma znaczenia, że przy tej okazji im szczerze współczujemy. I tu należą się twórcom serialu głośne wyrazy aprobaty za udaną próbę oswojenia pozornie obcego zachowania.

Naprawdę przekonująco, pod względem technicznym, zrealizowane są również sceny, podczas których Sama dotykają przeciążenia sensoryczne. W przypadku produkcji opowiadającej o osobie z zaburzeniami ze spektrum autyzmu, właściwy montaż warstwy audiowizualnej jest nie do przecenienia. Podczas przeciążenia różnorakie delikatne bodźce w postaci tykania zegara, kapiącej wody, faktury wełnianego swetra, świeżo ściętych włosów kłujących skórę czy światła i dźwięku jarzeniówki kumulują się i materializują w postaci fizycznego bólu. Dla osoby postronnej reakcja na przeciążenie może do złudzenia przypominać atak padaczki lub wybuch agresji.

W Atypowym to wrażenie narastania nieprzyjemnych bodźców jest oddane za pomocą zbliżeń i balansu dźwięku. Jako widzowie możemy więc empatyzować z Samem. Potrafimy postawić się w jego sytuacji i wyobrazić sobie to, z czym on musi się stykać na co dzień. Niestety, jest to raczej wyjątek aniżeli reguła. W znacznej większości przypadków serial ustami bohaterów całkiem topornie wyjaśnia nam przypadłości Sama i pokazuje ich skutek, zamiast zgłębić przyczynę. Z kolei uczłowieczanie autyzmu, o którym wyżej wspomniałem, nie zawsze działa tak, jak to sobie scenarzyści zaplanowali.

Autyzm filmowy i autystyczne kodowanie

Częstym problemem z tworzeniem postaci na spektrum jest fakt, że autorzy starają się zastąpić budowę charakterologiczną postaci checklistą cech autystycznych. Drax ze Strażników Galaktyki, Sherlock Holmes z eponimicznego serialu BBC oraz Sheldon Cooper z The Big Bang Theory to postacie wyraźnie kodowane na autystyczne. Jednakże ich twórcy rzadko są na tyle odważni, by przyznać się do nieneurotypowości swoich bohaterów.

Nie ma w tym niestety nic dziwnego. Kiedy odrzucimy pozory inkluzywności, okazuje się, że autystyczne kodowanie to nierzadko zbiór krzywdzących klisz dotyczących autystyków. Takie postacie w swojej budowie powielają stereotypy dotyczące osób na spektrum: unikanie kontaktu wzrokowego, obsesyjna koncentracja na jednym temacie, problemy ze zrozumieniem komunikatów niewerbalnych, dosłowne odczytywanie metafor oraz brak empatii. Na domieszkę autorzy nagminnie odznaczają swoje postaci cechami z pogranicza syndromu sawanta.

Prawda leży jednak zupełnie gdzie indziej. Cytując autystycznego naukowca, doktora Stephena Shore’a: Jeśli poznaliście jedną osobę na spektrum, to poznaliście jedną osobę na spektrum. Spektrum autyzmu, nie inaczej jak spektrum seksualności, stanowi wielowymiarowy zbiór różnorodnych cech. Niektóre z nich są u danej osoby mniej wyeksponowane, niektóre bardziej. Pewne osoby na spektrum potrafią podtrzymać rozmowę, ale nie radzą sobie ze zbyt jasnym światłem. Inne odwrotnie. Mało tego, istnieją hipotezy, że osoby na spektrum są za bardzo empatyczne i emocjonalne, a nie za mało. Zgodnie z tymi hipotezami, mózg osoby autystycznej, nie radząc sobie z nadmiarem bodźców, zamyka się na ich dopływ, powodując wrażenie osoby wyalienowanej i „pustej” w środku.

Nie wszystkie osoby na spektrum wyglądają i zachowują się jak Sheldon Cooper, Sam Gardner czy Ray Babbitt. Na zdjęciu Agony Autie (Sara Harvey) – blogerka, działaczka na rzecz praw osób na spektrum autyzmu.

Atypowy nie jest na tym polu bez winy. Sam Gardner funkcjonuje bowiem na tyle wydajnie, na ile jest to potrzebne dla fabuły. Stimming pojawia się, gdy scenarzystom się przypomni. Trudność w utrzymaniu relacji z osobą na spektrum przedstawiana jest jako coś, w najgorszym wypadku, umiarkowanie uciążliwego. A wreszcie ograniczenia w funkcjonowaniu wynikające z nieneurotypowej osobowości (strach przed publicznymi wystąpieniami, przywiązanie do rytuałów) da się, zdaniem twórców serialu, przezwyciężyć jednorazowym aktem silnej woli. Sezon drugi Atypowego rozprawia się z kilkoma schematami i stereotypami, ale, niestety, wprowadza i utrwala inne.

W rzeczywistości przezwyciężanie trudności, z jakimi borykają się osoby na spektrum, to ciężki proces, który potrafi zaczynać się od nowa za każdym razem, gdy osoba nieneurotypowa napotyka stresor. To ciągłe przekonywanie samej siebie, walczenie ze strachem i stresem, przeganianie czarnych myśli oraz wątpliwości. To również wyczyn wymagający ogromnego wsparcia i motywacji ze strony najbliższych. Tego rodzaju introspekcji bardzo brakuje w postaci Sama Gardnera. Zamiast rozwoju postaci dostajemy więc tylko półgodzinne, podnoszące na duchu bajki z morałem.

Bardzo negatywnie muszę również ocenić wątek relacji Sama z jego „dziewczyną na próbę”, Paige Hardaway. Relacja ta jest problematyczna aż z trzech względów. Po pierwsze, serial każe widzom kibicować związkowi, który ewidentnie nie ma prawa działać w formie, w której nam go zaprezentowano. Sam jako osoba na spektrum będzie miał poważne trudności w odnalezieniu komfortu w związku z osobą o dominującym charakterze, która dodatkowo zdradza objawy zaburzeń w rodzaju ADHD i OCD. Po drugie, zachowania Paige wobec Sama ocierają się o wykorzystanie nieporadności osoby na spektrum. Paige dyktuje Samowi, kiedy ten ma ją całować, kompletnie ignorując jego zdanie i podmiotowość. Po trzecie, Paige już w pierwszym sezonie była dość dwuwymiarową postacią. Teraz zaś ma jeszcze mniej cech charakteru i służy głównie do posuwania fabuły do przodu.

A skoro już mowa o postaciach relegowanych do roli chodzących gagów, również Zahid, przyjaciel Sama z pracy (tu z oporem przyznaje serialowi dwa punkty za niepowielanie stereotypów – Sam ma przyjaciela i pracę) zmienił się w bardzo niskich lotów comic relief, szafujący seksistowskimi opiniami o kobietach. Trudno w ogóle zrozumieć podejście do kobiet w serialu, który wszak stara się być progresywny. O ile w kontekście neuroróżnorodności widać, że twórcy mają bardzo dobre chęci, choć nie zawsze potrafią przekuć je w chwalebny czyn, o tyle w kontekście relacji damsko-męskich pozwalają serialowi momentami zniżyć się do poziomu The Big Bang Theory (sic!). Jest jednak wśród postaci kobiecych pozytywnych wyjątek – Casey Gardner. Casey jest bohaterką na tyle ważną, że chciałbym poświęcić jej osobny rozdział.

Opiekunka mimo woli

Siostrę Sama poznajemy jako tę, która ma z bratem najbardziej ludzką relację. Potrafi dopiec Samowi, ale i stanąć w jego obronie, również przed apodyktyczną matką. Dynamika skomplikowanej bratersko-siostrzanej (a zarazem nieneurotypowo-neurotypowej) miłości zbudowana jest na pokładach opiekuńczości i psychicznej wytrzymałości Casey Gardner. Pokłady te nie są jednak niewyczerpane. Casey ma swoje własne życie i zna swoje priorytety, co serial sprawnie pokazuje. Twórcy nie dają nam jednak odpowiedzi na pytanie, czy życzliwość wobec autystycznego brata jest przejawem wrodzonej troski Casey, czy też wynika z wychowania w domu, w którym całe życie było podporządkowane przez kontrolującą matkę potrzebom osoby autystycznej.

Atypowy zawsze będzie przede wszystkim serialem komediowym (chociaż według kategoryzacji Netflixa jest to dramedy – komediodramat).  Nie ma co liczyć, aby ta produkcja zagłębiła się w najbardziej kontrowersyjne aspekty życia z osobą na spektrum. Tymczasem, jakkolwiek szokujące się to zdaje, wychowywanie dzieci do roli opiekunów niepełnosprawnego rodzeństwa jest smutnym faktem. I chociaż wątek ten jest za trudny do przełknięcia dla serialu rozrywkowego, to, moim zdaniem, warto analizować postać Casey w powyższym kontekście.

Dopuszczalność powyższej interpretacji zdaje się być potwierdzona przez niektóre elementy wątku Casey. W niezachwianej postawie młodszej siostry pojawiają się pęknięcia – zdarzają się momenty, gdy Casey nie wytrzymuje i wybucha. I tu warto głośno powiedzieć: ma prawo nie wytrzymywać. Każdy człowiek ma prawo buntować się wobec umieszczenia go w roli dodatku do rodzeństwa wymagającego stałej opieki. I chociaż załamania Casey są ostre, opryskliwe i gwałtowne, to twórcom serialu zawsze udaje się ukazać rzecz najistotniejszą – kontekst. Bez kontekstu jesteśmy świadkami wybuchów rozwydrzonej nastolatki. W kontekście – obserwujemy, jak narastające emocje starają się znaleźć ujście, pomimo zaszufladkowania dziewczyny w roli opiekunki mimo woli.

Znajdziemy w serialu kilka elementów, dzięki którym, pomimo ewidentnych wad, staje się on godny uwagi. Rozwój Casey Gardner jest jednym z tych elementów.

(Nie)różnorodność aktorska

Bardzo daleko Atypowemu do doskonałości. Jest to serial nierówny i to nawet zwłaszcza w obrębie pojedynczego odcinka. Widoczna jest wprawdzie znaczna poprawa wobec pierwszego sezonu, ale przed twórczynią – Robią Rashid – jeszcze dużo pracy. Nie posunąłbym się absolutnie do stwierdzenia, że serial jest szkodliwy i nie warto go oglądać, a jest to opinia, z którą spotykałem się w wielu recenzjach. W każdym razie (i tu pozwolę sobie na chwilę szczerości) Atypowy z pewnością pomógł mi. Zachowanie Sama stanowiło dla mnie jeden z bodźców do reewaluacji pewnych życiowych kwestii i do rozpoczęcia terapii.

Wróćmy jednak do serialu… W drugim sezonie pojawia się także więcej aktorów z autyzmem. To miły gest w kierunku społeczności osób neuroróżnorodnych. Niestety pozostaje gestem wyłącznie symbolicznym. Do waszej oceny, drogie czytelniczki i drodzy czytelnicy, pozostawię kwestię, czy aktorzy na spektrum grający… osoby na spektrum uczestniczące w grupie terapeutycznej to pożądany poziom inkluzywności wobec osób nieneurotypowych.

Dla mnie jednak największą bolączką pozostaje brak głównej postaci kobiecej na spektrum. Moja ocena nie wynika w żadnym wypadku z chęci siłowego wprowadzenia różnorodności do serialu. Powiem więcej, jestem zagorzałym wrogiem tokenizacji postaci i uważam, że jeśli do serialu wprowadzamy różnorodność, ale nie tworzymy fabularnego kontekstu dla jej funkcjonowania, to w wielu wypadkach szkodzimy sprawie i nie przyczyniamy się w żaden sposób do zwrócenia uwagi na problem wykluczenia osób rzekomo reprezentowanych w danym dziele.

Dlaczego zatem konieczne jest pojawienie się wreszcie pełnoprawnej autystycznej postaci kobiecej? Przed laty uważano, że autyzm występuje u chłopców znacznie częściej niż u dziewczynek. Obecnie badania zbliżają się do konsensusu, że autyzm u kobiet jest zwyczajnie znacznie rzadziej wykrywany. Wynika to z przyjętych kryteriów diagnostycznych oraz różnic genderowych. Różne są objawy autyzmu u kobiet i mężczyzn, a także – interpretacja tych objawów. O ile cechy takie jak społeczne wycofanie i małomówność u chłopców potrafią wzbudzić zaniepokojenie rodziców i opiekunów, o tyle u dziewczynek cechy osoby na spektrum autyzmu mogą być zbyte jako zachowanie „typowo kobiece”. Z drugiej strony dziewczynki, jako poddane dużo większemu naciskowi na socjalizację, skuteczniej maskują objawy autyzmu.

Co więcej, niewykrycie zaburzeń ze spektrum autyzmu może skutkować błędną diagnozą, chociażby w kierunku zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych czy zaburzeń odżywiania. W konsekwencji osoba niezdiagnozowana może ulec nerwicy, depresji lub zaburzeniu poczucia własnej wartości. Wysokofunkcjonujący autyzm może objawiać się w postaci nagminnych utrudnień w funkcjonowaniu w życiu codziennym. Brak diagnozy oznacza często życie w przeświadczeniu, że coś jest z nami nie tak.

Mówiąc o maskowaniu, należy również zauważyć, że w Atypowym, tak jak w wielu innych serialach, gdzie bohaterowie są kodowani na osoby autystyczne, brakuje głębszej refleksji nad kwestią pogodzenia się z własną odmiennością. Zbyt łatwo przychodzi powiedzenie „odmienność jest fajna”. Nie mówi się o kosztach, jakie osoby na spektrum ponoszą z konieczności dostosowania się do neurotypowej większości. Z kolei maskowanie objawów autyzmu okupione jest nadzwyczaj wysokim (acz niezauważalnym dla otoczenia) kosztem na psychice i zdrowiu fizycznym osoby na spektrum.

Wiele osób na spektrum autyzmu ma świadomość, że ich zachowanie odbiega od ogólnie przyjętej „normy” i spotyka się ze społecznym ostracyzmem. Te osoby (czasem świadomie, czasem mimo woli) wkładają ogromny wysiłek w dostosowanie swoich zachowań do wymogów neurotypowego otoczenia. Inne zaś chcą odczuwać dumę z odmienności. Pragną cieszyć swoją nieneurotypowością, wiedząc, że ona czyni je tym, kim są, ale ich nie definiuje. Między tymi postawami jest również całe, nomen omen, spektrum pośrednich podejść.

Śledząc perypetie bohaterów na spektrum autyzmu, warto zawsze spróbować odpowiedzieć na pewne pytania pomocnicze. Czy dane dzieło powiela stereotypy czy może stara się wzbogacić popkulturowe sposoby przedstawienia tematu? Czy postacie na spektrum posiadają jakieś cechy charakteru oprócz tego, że na spektrum? Jakie mają cele i zainteresowania (dodatkowe punkty, jeśli interesują się czymś innym niż komputery, pociągi, fizyka kwantowa i flagi)? Jakie mają relacje z otoczeniem?

Ostatecznie, sezon drugi Atypowego, z pewnymi trudnościami, daje radę przezwyciężyć niektóre stereotypy na temat autyzmu. Może nie jest w pełni neuroróżnorodny, ale czuć w nim postęp wobec sezonu pierwszego. Częściej możemy śmiać się z Samem (a nie tylko z Sama), częściej mu współczujemy i kibicujemy, a to już duży krok naprzód w świecie, gdzie walory komediowe osób autystycznych sprowadzały się do niedawna do niezwykle nachalnego pukania do drzwi (śmiech z puszki).