Kilka słów o opowiadaniach nominowanych do Zajdla 2018

To już kolejny rok, w którym ukazała się w internecie antologia zbierająca opowiadania nominowane do nagrody im. Janusza Zajdla[1]. I, w przeciwieństwie do powieści, na jej lekturę wystarczy jeden, może dwa wolne wieczory lub popołudnia. Zatem jeśli macie tę odrobinę czasu i jesteście ciekawi wyróżnionych tekstów albo też w lipcu pojawicie się na Polconie, przeczytajcie. Tymczasem może Ginny i Ćmie uda się zachęcić was do lektury.

Statuetka nagrody Janusza Zajdla.

Ginny

Moimi wrażeniami podzielę się w kolejności, w której opowiadania zebrano w publikacji.

  1. Dawid Cieśla – Diabolus ex Machina

czy warto zagłosować: raczej tak

To opowiadanie czytało mi się po prostu dobrze. Nie jest może czymś wbijającym w fotel, ale intryguje już od tytułu, a potem nie zawodzi. Zostało zgrabnie napisane, ma interesujący i dobrze poprowadzony pomysł. Czuć tu też magię/ezoterykę, steampunkową wielokulturowość Zielonej Góry (i jednocześnie czuć, że nie jest to ogromne miasto) – co ładnie buduje świat przedstawiony. Nie zaszkodziłoby może więcej kobiecych postaci z jakąś agendą, ale poza tym to niezły kawałek tekstu (i to nawet pomimo jednego nieodmienionego „ów”, które mocno gryzie moją edytorsko-polonistyczną osobowość).

  1. Leszek Bigos – Ecce Homo

czy warto zagłosować: zdecydowanie nie

To opowiadanie z kolei było największym rozczarowaniem w całej antologii. Ma, owszem, niezły pomysł, który dałoby się napisać tak, żeby wgniatał w fotel. Niestety, zostało napisane – jak to doskonale podsumowała moja koleżanka – stylem szkolnej rozprawki. Bardzo słabej szkolnej rozprawki. Autor wszystko mówi, za to niczego nie pokazuje. Nie pomaga też wrzucanie w tekst to tu, to tam makaronizmów, które, niczym gipsowe sztukaterie doczepione do dość brzydko pospolitego budynku, nie czynią z niego perły architektury. Jeśli zaś chodzi o wydźwięk emocjonalny (który mógłby być największym atutem podobnego opowiadania), Leszek Bigos ledwie prześlizguje się po tym, co czują postaci. Podsumowując: nuda.

  1. Marta Kisiel – Szaławiła

czy warto zagłosować: tak

Szaławiła wrzuca nas w historię i świat przedstawiony tak, że od razu rozumiemy, jaką postacią jest główna bohaterka, Oda. Osobiście zresztą z Odą nie tylko sympatyzowałam, ale i widziałam sporo takiego trudnego podobieństwa. I, będę szczera, w kluczowym momencie się po prostu popłakałam (to są momenty, w których człowiek całym sobą czuje, o co chodziło starożytnym Grekom z katharsis). Można się tu przyczepić do pewnych elementów tej historii: tu czy tam pewne wątki pojawiają się trochę znikąd, nawet jeśli było wcześniej w tekście miejsce na ich podprowadzenie. Ale to są drobiazgi w obliczu całej dobroci tego opowiadania. Zwłaszcza że wszystko, co ma w nim wybrzmieć emocjonalnie, wybrzmiewa dokładnie tak mocno, jak powinno, a fabuła zmierza konsekwentnie i mocno od początku do końca tam, gdzie miała dotrzeć.

  1. Magdalena Kucenty – #Eudajmonia

czy warto zagłosować: niespecjalnie

Do #Eudajmonii najlepiej pasuje określenie „takie sobie”. Da się ją przeczytać, ale to ot, dość typowy cyberpunk, który przez pierwszą połowę albo może nawet dwie trzecie jest o tym, że jedna bohaterka spotyka kolegę, a potem on spotyka dawną znajomą i obie kobiety się nie znoszą od pierwszego wejrzenia. Jest to, owszem, podszyte elementami, które mogłyby stanowić od początku punkt wyjścia dla zupełnie innego, mocno socjologicznego science fiction, ale zdają się one wrzucone w opowieść tylko po to, żeby tworzyć tło nudnego trójkąta. Potem, owszem, te elementy z tła dostają swoje mocne rozwinięcie, ale jest to moment, w którym byłam już zbyt znudzona tym, co działo się wcześniej, żeby się przejąć. Ponownie, można by zrobić z tego konkretnego pomysłu intrygujący i trudny tekst, a wyszło dość nudnie i przewidywalnie. Szkoda.

  1. Przemek Zańko – Chwała

czy warto zagłosować: TAK

Tak jak opowiadanie Marty Kisiel poruszyło mnie na mocno osobistym poziomie, tak Chwała jest wybitnym tekstem od pierwszych słów do ostatnich. Tekstem, który nie tylko wbija w fotel, ale i przebija na drugą stronę. Pomysł na tę historię jest nie tylko niebanalny czy interesujący. To powiew świeżości i to podany w takim wykonaniu, że nie pozostawia wątpliwości odnośnie do tego, kto powinien otrzymać tegorocznego Zajdla za opowiadanie. Choć wiedziałam już przed lekturą, że jest to bardzo chwalony tekst, zupełnie nie spodziewałam się, że będzie aż tak dobry. I że polskie autorki, poza Jackiem Dukajem, piszą tak dobrze.

*

Podsumowując, spodziewałam się bardziej wyrównanego poziomu tych opowiadań. W końcu mamy w polskiej fantastyce wystarczająco dużo dość dobrych autorek, a opowiadań też ukazuje się tyle, by wybranie pięciu bardzo dobrych i wartych nagrodzenia nie było aż tak trudne. Niestety, byłam tu nazbyt optymistyczna, skoro do piątki nominowanych załapały się aż dwa teksty, które dobre po prostu nie są. Mam jednak nadzieję, że podczas wręczenia nagród nie będę rozczarowana w podobny sposób i że czekają mnie tu jednak pozytywne odczucia odnośnie do gustu tej części polskiego fandomu, która na nagrodę im. Janusza Zajdla głosuje.

Ćma książkowa

W myśl zasady, że należy wiedzieć, na co się głosuje, powoli czytam wszystko, co w tym roku nominowano do Zajdla. A w ramach odpoczynku od powieści wzięłam się za opowiadania, zebrane w bardzo poręcznej antologii. Bardzo szybko udało mi się wybrać trzy opowiadania, nad którymi będę się zastanawiać. Pozostałe dwa, Diabolus ex machina i Ecce homo nie porwały mnie ani pomysłem ani wykonaniem. Ale te trzy….

Mamy Szaławiłę Marty Kisiel i, kurczę, to jest dobre opowiadanie. Niby kolejna śmiesznostka od autorki i prezent dla fanów Dożywocia (i ten rodzaj humoru, który bardzo do mnie trafia). A potem człowiek zaczyna zastanawiać się, o czym było to opowiadanie i ma nad czym myśleć. Obawiam się trochę, czy Szaławiła nie stanie się przypadkiem ofiarą klątwy Licha (tj. przekonania, że Marta Kisiel umie i powinna pisać tylko rzeczy zabawne i lekkie, bez drugiego dna); ale mam nadzieję, że czytelnicy dostrzegą, co kryje się pod powierzchnią. To opowiadanie broni się nawet gdy wyjąć z niego elementy fantastyczne. I po lekturze byłam pewna, że wiem, które opowiadanie umieszczę na szczycie karty do głosowania.

#Eudajmonia Magdaleny Kucenty ma ciekawy pomysł, jest dobrze napisana, ale zmęczyła mnie pod koniec. Opowiadanie jest, moim zdaniem, za długie i za dużo w nim było wszystkiego, wątków i odniesień, także mrugania do fanów pewnej polskiej sagi fantasy. Natomiast podobało mi się, że bohaterka jest osobą atypową neurologicznie, ale nie jest to jej jedyna cecha. Tylko że potem autorka użyła rozwiązania „all you need is love” – bohaterka nie potrzebuje terapii, a jedynie miłości, by wyzdrowieć. Nie cierpię tego tropu i uważam, że jest bardzo szkodliwy. Więc ostatecznie zdania w kwestii głosowania nie zmieniłam.

Antologię kończy Chwała Przemysława Zańko, retelling wojny trojańskiej. Opowiadanie, które sprawiło, że zaczęłam się wahać, kogo umieścić na pierwszym miejscu. Zaczęło się dość sztampowo, ale porwało mnie po kilku akapitach. Jak każde dobre opowiadanie, to też ma warstwy. I im głębiej się człowiek wgryzie, tym więcej tematów do przemyślenia znajduje. A zakończenie jest jednym z tych, które łamią człowiekowi serce (to chyba nie spoiler, skoro mówimy o wydarzeniach sprzed kilku tysięcy lat?).

Czy już wiem, w jakiej kolejności będę głosować? Nie, jeszcze nie i pewnie do samego końca będę bić się z myślami. Bo i Chwała, i Szaławiła to literatura, którą lubię. Oferująca rozrywkę, ale zmuszająca do refleksji. Korzystająca z nawiązań, ale niebijąca nimi po głowie. I starająca się pokazać coś więcej. A wszystko napisane lekko i zajmująco. Najchętniej oba umieściłabym na pierwszym miejscu, ale to wbrew zasadom, więc będę się dalej zastanawiać. Jest to jednak bardzo przyjemny dylemat.


[1] Jest to możliwe dzięki Związkowi Stowarzyszeń Fandom Polski. Obowiązkowo w tym miejscu przypominamy też o inicjatywie Zew Zajdla.