Ludzie ludziom ludźmi (A. Radlak, Cynobrowe pola)

Wyobraźmy sobie fantasy z samego centrum gatunku – takie z elfami, ludźmi i innymi rozumnymi gatunkami, konfliktem lub przynajmniej nieporozumieniami na tle rasowym, osadzone w fantastycznym świecie, który nieco przypomina nasz, ale bez wątpienia nim nie jest. A potem przenieśmy je w stylistykę odległej postapokalipsy z mocną, krytyczną myślą na temat współczesnego świata i rządzących nim mechanizmów. I jeszcze wpiszmy w to ogromnie skomplikowaną fabułę z mnóstwem bohaterów, z których każdy ma swoje cele, pozytywne bądź nie. Brzmi to jak materiał na kilka książek, jednak Aleksandra Radlak połączyła te elementy w jednej, nieco przytłaczającej swoją intensywnością powieści. Cynobrowe pola ukażą się 29 listopada nakładem wydawnictwa SQN. Dziękujemy wydawnictwu za przedpremierowe udostępnienie tekstu książki, dzięki czemu miałam możliwość zapoznać się z nim znacznie wcześniej – i w dogodnym tempie, bo nie jest to lektura, którą można pochłonąć w dwa wieczory.

Cynobrowe pola od pierwszych stron rzucają czytelnika na głęboką wodę skomplikowanego, wielowarstwowego światotwórstwa, łączącego elementy różnych konwencji w misterną konstrukcję. Narracja zmusza czytelnika do pilnego śledzenia kolejnych wskazówek dotyczących tego, jak wygląda literacka rzeczywistość i jakie prawa nią rządzą. To spore wyzwanie, gdyż nie wszystko jest takie, jakim się wydaje, a proste skojarzenia raczej utrudnią niż ułatwią wgryzanie się w fabułę – mogą też skierować w ślepą uliczkę, bo znane elementy są dla kreatywnej autorki zaledwie punktem wyjścia. Nie zamierzam zdradzać elementów fabuły, niełatwo mi więc opisać, o czym jest ta powieść. Jednak już same jej ramy intrygują: dla mnie przynajmniej wizja świata funkcjonującego po katastrofie – nie zbierającego się zaraz po niej, ale dekady czy setki lat później – jest zawsze bardzo interesująca. Czy katastrofa może nas czegoś nauczyć? Czy nowy świat będzie lepszy od tego, który przepadł?

Cynobrowe pola to skomplikowana opowieść o konflikcie i losie, jaki sami sobie szykujemy, nie patrząc perspektywicznie, skupiając się na jednym kroku do przodu, utylitarnym teraz-i-za-chwilę. Katastrofa, którą mieszkańcy tego świata bez wątpienia sami ściągnęli sobie na głowy nierozważnym gospodarowaniem zasobami i eskalacją konfliktów, pozostawiła glob w stanie ledwo pozwalającym na podtrzymywanie życia ludzkich społeczeństw. W wielopoziomowych miastach zalanych gumolitem tłoczą się ludzie, z zazdrością spoglądając na swoich sąsiadów z wyższych warstw, żyjących we względnie lepszych warunkach. Widok drzewa jest luksusem; dzikie zwierzę jest czymś niesamowitym, baśniowym; ulgę przynoszą – jednocześnie przysparzając kolejnych problemów – jedynie substancje dostarczane przez wszechmocny koncern farmaceutyczny, totalną korporację o ogromnych wpływach, również, w oczywisty sposób, politycznych.

Jest jednak pewne miejsce, daleko za skażonym oceanem, gdzie przyroda przetrwała, zwierzęta nie są zaskakującym widokiem i gdzie da się żyć w zupełnie inny sposób. To tereny długowiecznego ludu o spiczastych uszach, żyjącego blisko natury… Skojarzenie jest oczywiste, ale przestrzegałabym przed tworzeniem prostych analogii i przypisywaniem kreacjom autorki stereotypowych cech – bo też w ramach powieści stereotyp jest jedną z rzeczy, które przynoszą największe szkody. Co mogą zrobić stłoczeni w dystopijnych metropoliach ludzie z takimi dalekimi sąsiadami? Oczywiście ich najechać – co jest punktem wyjścia fabuły, skupiającej się na losach tych, którzy najazd przetrwali.

Sięgając po Cynobrowe pola, trzeba się przygotować na brutalność, która szczególnie na początku może stanowić problem, jeśli czytelniczka jest na nią wyczulona – bo chodzi tu, niestety, o brutalność skierowaną głównie przeciw kobietom. Główną bohaterkę, Elatrię, której losy szczegółowo śledzimy w pierwszych rozdziałach Cynobrowych pól, los rzucił na pozycję ofiary – dziejów i swoich oprawców. Kolejne etapy jej historii są bardzo przygnębiające i może pojawić się myśl, że to już epatowanie krzywdą, warto jednak przejść przez te wątki, bo później powieść wypływa na szerokie wody. Pojawia się więcej bohaterek, z których każda kolejna jest bardziej interesująca (sama trochę się zakochałam w losach Eris!), a wspólnym motywem wszystkich wątków jest próba wywalczenia sobie tożsamości i zapanowania nad swoim losem, uzyskania wpływu – w niektórych przypadkach jakiegokolwiek – na własne położenie. Walka o sprawczość kończy się różnie, bo też nie jest to optymistyczna opowieść prowadząca ku szczęśliwemu zakończeniu. Nie jestem pewna, na ile w tym świecie możliwe jest szczęśliwe zakończenie; okoliczności i wpływy są zbyt ściśle splecione, za dużo tu egoizmu, nieodwracalnych szkód i złej woli, by ktokolwiek był w stanie odnieść zdecydowane zwycięstwo, nie widać też wielkiej nadziei dla świata doprowadzonego do ekologicznej i politycznej katastrofy.

To nie znaczy jednak, że nie warto próbować – może niekoniecznie rzucać się na ratunek światu, na to jest miejsce w innych opowieściach, niekoniecznie w tej; tutaj sprawy są zbyt skomplikowane dla jednego bohatera, choćby miał wizję i środki. Można jednak próbować na miarę swoich możliwości – nie dokładać się do okrucieństwa, nie wykonać polecenia, wysłuchać czyjejś historii (to twoja rola, czytelniku). Nie masz wpływu na to, gdzie się znajdziesz, czyim jesteś synem, jak wyglądasz, w której normie się nie mieścisz, czy twój kraj zostanie najechany, a ty zostaniesz wywieziona do wrogiego imperium, wykorzystana, uwięziona, skrzywdzona. To jednak nie usprawiedliwia bezczynności – mimo wszystko zawsze ma się wybór.

Bohaterowie Cynobrowych pól wywarli na mnie ogromne wrażenie. Wszyscy reprezentują jakąś odmienność, niosą na barkach ogromne ciężary, skrywają maski pod maskami i zmieniają się wielokrotnie w toku swoich historii. Motyw odmienności walczącej o prawo do istnienia i zachowania tożsamości spaja wątki Elatrii, Eris, Rybki, Grimgarda, dodatkowo mocno rezonując z pozapowieściowym światem, który ten fikcyjny przypomina chwilami aż za bardzo. Inność atrakcyjna, gdy poskromiona i używana (i spieniężana); tępiona, gdy nie chce grać według cudzych zasad; zagrażająca, gdy nie chce się podporządkować – to wszystko jest boleśnie aktualne. Szczególnie gdy dodamy do tego odgrywające niemałą, choć nie pierwszoplanową rolę wątki polityczne: przepychanki angażujące tych nielicznych, którzy może byliby w stanie doprowadzić do jakiejkolwiek realnej zmiany. Gorzki, boleśnie prawdziwy wydźwięk tych elementów nieco zepsuły mi rodzące się od pewnego momentu mesjanistyczne wątki – powieść jednak pozostawia nas z taką liczbą pytań, na które nie otrzymujemy odpowiedzi, że trudno mi tu sformułować konkretną krytykę (brak na razie informacji, czy książka jest zamkniętą całością z otwartym zakończeniem czy może wstępem do cyklu, w którym zagadnienia te zostaną jeszcze rozwinięte – mam nadzieję na to drugie).

Można by napisać wiele o tym, co kryje się pod powierzchnią Cynobrowych pól – począwszy od krytyki kapitalizmu jako systemu z definicji niesprawiedliwego i krzywdzącego czy ukazania bierności jako ślepej uliczki, aż po trafnie nazwaną „pułapkę wiecznego rozrostu” – i mam nadzieję, że kiedyś ja bądź ktoś inny będzie mieć okazję się nad tym pochylić. Książka jednak jeszcze się nie ukazała; dajmy jej wybrzmieć. Zasługuje na przestrzeń.


W ramach zachęty do lektury polecam opowiadanie Krew i błoto, które wchodzi w skład antologii Fantastycznie nieobliczalni dostępnej w formie darmowego e-booka (której recenzję znajdziecie tutaj). Nieźle wprowadza w ponury klimat powieści.