Morgana le Fay – czarodziejka o wielu twarzach

Nie pamiętam, kiedy dokładnie po raz pierwszy usłyszałam o Morganie la Fey, musiało to jednak nastąpić dosyć wcześnie. Żadna inna postać nie ukształtowała mnie w takim stopniu jak ona. Od Morgany zaczęła się moja olbrzymia miłość do arturiany i do czarownic w ogóle. Jednocześnie im więcej o niej czytam, tym bardziej fascynuje mnie rozwój tej bohaterki na przełomie wieków, zmiany w opisach jej działań i mocy, którymi dysponowała, relacji łączących ją z Arturem i rycerzami Okrągłego Stołu, a także roli, jaką odegrała w historii Camelotu. Zdecydowanie jest to postać dużo mniej jednowymiarowa niż chciałyby niektóre współczesne powieści i produkcje filmowe – i dzięki temu też przetrwała w świadomości ludzi, rzucając urok na kolejne pokolenia.

Morgana La Fey, czyli Morgana Wróżka

Obraz Morgan le Fay, Anthony'ego Fredericka Sandysa Zanim zagłębimy się jednak w fabułach średniowiecznych tekstów, warto przyjrzeć się przydomkowi Morgany. „La Fey” czy też, w przypadku tekstów hiszpańskich i włoskich, „Fata”, pochodzi od łacińskiego fatum, czyli „los” (fata to z kolei liczba mnoga tego rzeczownika). Podobnie zresztą ma się sprawa z potężnymi istotami, które w folklorze angielskim określa się mianem Fae.

Dlaczego jest to takie ważne? Po pierwsze, dość jasno wskazuje na to, że Morgana była uważana za osobę posiadającą dar przewidywania przyszłości i/lub wpływania na ludzkie losy i ich zmiany. Co zresztą jest doskonale widoczne w legendach, gdzie Morgana zawsze jest w stanie pojawić się we właściwym miejscu i czasie – jak chociażby na polu bitwy pod Camlann, idealnie tuż przed śmiercią Artura, żeby móc go zabrać do Avalonu i tam, w zależności od wersji, pochować lub uzdrowić. Co ciekawe, pod koniec cyklu wulgackiego Arturowi objawia się bogini losu, która przepowiada jego śmierć.

Daje nam to też podstawy, aby podejrzewać, że Morgana nie od razu przeistoczyła się z celtyckiej bogini w córkę lady Igraine i sir Gorloisa z Kornwalii. Był czas, gdy dużo mocniej łączono ją z królestwem Fae, tym tajemniczym miejscem za mgłą, niż ze światem śmiertelników. Jej związek z Avalonem również to potwierdza. Geoffrey z Monmouth w swoim dziele Vita Merlini nazywa ją „uzdrowicielką z Wyspy Jabłek”, ale sposób jej przedstawienia sugeruje zdecydowanie istotę nadprzyrodzoną, a nie umiejącą leczyć śmiertelniczkę. Jednak jedną z piękniejszych opowieści uznających Morganę za istotę magiczną, niekoniecznie związaną więzami krwi z Arturem, można odnaleźć w piętnastowiecznym włoskim poemacie La Ponzela Gaia. Główna bohaterka, ukochana sir Gawaina i córka Morgany, zdecydowanie zalicza się do wróżek i jej wyśniony rycerz jest tym, co trzyma ją w naszej rzeczywistości. Co więcej, Fata Morgana jest tu uznana za rodzoną siostrę Pani Jeziora, jednej z najbardziej tajemniczych i definitywnie nie wywodzących się z naszego świata postaci cyklu arturiańskiego.

Największa czarodziejka Brytanii

Ilustracja z książki The Legends of King Arthur and His Knights (1908) autorstwa Williama Henry'ego MargetsonZa tego, który wprowadził Morganę do świata literatury, uznaje się Geoffreya z Monmouth, walijskiego mnicha, który może nie był najbardziej godnym zaufania historykiem na przestrzeni dziejów, ale daru do snucia opowieści odmówić mu się nie da. Przedstawia on Morganę jako tę, która jest pierwszą spośród swoich sióstr, gdy idzie o sztukę uzdrawiania i przewyższa je wszystkie swoją urodą. Wspomina też o tym, że posiada zdolność zmiany kształtu i zamiany w zwierzę, potrafi latać, zna się także na matematyce i astronomii. Przewodzi ona grupie dziewięciu kobiet, sióstr zamieszkujących Wyspę Jabłek, utożsamianą z Avalonem. Nie ma tu mowy o paraniu się czarną magią czy knuciu spisków przeciw Arturowi, które to motywy stały się niezmiernie popularne w późniejszych wiekach. Morgana jest czarodziejką-królową w swoim własnym świecie, do której rycerze Artura zwracają się o pomoc w potrzebie. Jednakże już u Layamona w jego dziele Brut, będącym teoretycznie tłumaczeniem, a w rzeczywistości adaptacją Historii królów Brytanii Geoffreya, jej miejsce zajmuje dama imieniem Argante.

We francuskich romansach Morgana bardzo często prezentowana jest jako uczennica Merlina, która ostatecznie dorównała umiejętnościom swojemu mistrzowi. Jej motywy może nie zawsze były czyste (nauka magii dla dokonania zemsty nie jest czymś, co należy pochwalać), ale nie zmienia to faktu, że autorzy obdarzyli postać Morgany niesłychanym potencjałem magicznym i mocą sprawczą. Nie bała się ona swoich mocy, wręcz przeciwnie, bardzo chętnie z nich korzystała. Rzucała zaklęcia, warzyła eliksiry, uwielbiała zmieniać kształty. Jej moc zaś była opisywana jako przerażająca głównie dlatego, że po opuszczeniu swojego nauczyciela Morgana nie pozwalała kontrolować się żadnemu innemu mężczyźnie.

W tym momencie wchodzi Thomas Malory i dokonuje zmiany, której do dzisiaj nie udało się do końca odkręcić. W jego Śmierci Artura (1485) Morgana szkoliła się za murami klasztoru w sztuce nekromancji, czyli wypaczonej, mrocznej magii. Zostaje sprowadzona do roli wiedźmy-uwodzicielki, która pomimo swoich mocy zajmuje się głównie uwodzeniem kolejnych rycerzy, sprowadzaniem ich na złą drogę i namawianiem do tego, aby pomogli jej w realizacji jej niecnych planów. Sprawczość jej działań zostaje mocno ograniczona, a sama postać zepchnięta na margines jako zła i godna potępienia – bardzo jaskrawe odbicie dla szlachetnej Ginewry (przynajmniej do momentu, gdy ta nie popełni zdrady małżeńskiej).

W dziewiętnastym wieku, prawdziwym renesansie motywów arturiańskich, Morgana pozostaje wiedźmą, najczęściej szkaradną, która za pomocą magii stara się ukrywać pod postacią przepięknej niewiasty. Jej rolę uczennicy i zausznicy Merlina przejmuje Viviana, chociaż ona również zostaje potraktowana w sposób przedmiotowy – jako dziewczyna, która podstępem nakłania czarodzieja, aby pozwolił się jej uczyć, po czym pozbywa się go na dobre.

Mimo tej rewolucji w sposobie jej przedstawiania, Morgana pozostaje najbardziej rozpoznawalną i znaną brytyjską czarodziejką. Nieważne, czy jako uczennica czy przeciwniczka Merlina, siostra, rywalka czy opiekunka Artura, cały czas stanowi dla nich przeciwwagę i jest kimś, z kim muszą się liczyć. Posiada moc, o jakiej rycerze Camelotu mogą tylko marzyć – nic więc dziwnego, że tak chętnie proszą Morganę o pomoc czy ulegają jej sugestiom. I to pomimo trwających stulecia wysiłków różnych autorów, aby jej rolę w micie arturiańskim jak najbardziej umniejszyć.

Jezioro i miłość

Ilustracja przedstawiająca panią Jeziora z książki The Legends of King Arthur and His Knights Czy Morgana była Panią Jeziora? Nie. Czy te dwie bohaterki łączy bardzo wiele wspólnych cech? Ależ jak najbardziej!

Pani Jeziora, czyli potężna istota, która ofiarowała Arturowi Ekskalibur i otaczała króla opieką przez cały okres jego panowania (co nie przeszkadzało jej mącić losami jego rycerzy) i Morgana rzeczywiście mogą mieć wspólne korzenie. Za ich pierwowzory badacze arturiany uważają bowiem irlandzkie boginie: Morrígan, Machę, Badb, Fandę i Anę (Anann) oraz walijską boginię Modron. Przynajmniej trzy z nich są mocno związane z wodą – Morrígan i Badb często pojawiały się nad rzekami i strumieniami, gdzie pełniły rolę „upiornych praczek” tych, którzy mieli niedługo polec w bitwie. Fand natomiast jest żoną morskiego boga Manannána. Co więcej, według Celtów woda była żywiołem odpowiedzialnym za przekazywanie wiedzy oraz inspiracji twórczej, nie mówiąc już o wizjach przyszłości. Zaś roli, jaką w kształtowaniu postaci Pani Jeziora i Morgany odgrywa zarówno ich wiedza, umiejętność przewidzenia biegu wydarzeń, jak i władza („Morrígan” tłumaczy się jako „wielka królowa”) nie można zaprzeczyć.

Co więcej, obie te bohaterki dysponują mocą dorównującą mocy Merlina – a może nawet ją przerastającą, bo o ile Morgana stała się w literaturze śmiertelniczką (a przynajmniej osobą zrodzoną ze śmiertelnych rodziców), o tyle Pani Jeziora zachowała cechy wręcz boskie. Owiana jest też dużo większą tajemnicą niż Morgana. Jako czytelnicy jesteśmy świadkami tego, jak Morgana rzuca swoje czary, wiemy też, kiedy działa przez kogoś innego i jedynie nadzoruje jego działania (chociażby w historii o sir Gawainie i Zielonym Rycerzu), podczas gdy ta pierwsza działa prawie wyłącznie poprzez swoje wysłanniczki (rzadziej wysłanników). Bardzo, bardzo rzadko widzimy Panią Jeziora objawiającą się bohaterom osobiście. Nawet w przypadku ofiarowania Ekskalibura i późniejszego odebrania go z powrotem, wspomina się jedynie o jej dłoni, która wynurzyła się z wody.

Elementami łączącymi te dwie postacie są również mężczyźni: sir Lancelot i sir Guiomar. Pierwszego pana chyba nie muszę przedstawiać. Uważany za adoptowanego syna Pani Jeziora i obiekt uczuć Morgany, chociaż trudno czasem stwierdzić, czy rzeczywiście była w nim zakochana, czy też jego uwiedzenie miało na celu li i jedynie zemstę na Ginewrze. Gdy Lancelot i Morgana występują razem, to najczęściej albo w sytuacji, gdy jest on uwięziony w jej zamku, albo też gdy ona próbuje go uzdrowić po tym, jak popadł w szaleństwo.

Sir Guiomar jest, moim zdaniem, o wiele bardziej interesującym przypadkiem. Według cyklu wulgackiego jest kuzynem Ginewry, w którym zakochała się Morgana. On zaś odwzajemnił uczucie i zostali kochankami. Pewnego razu jednak Ginewra odkryła ich razem w łóżku i wściekła (przecież to nieobyczajne!) wygnała kuzyna z dworu i zabroniła mu jakichkolwiek kontaktów z Morganą. Ta natomiast uciekła do Merlina, aby poszerzyć swoją wiedzę na temat magii i poprzysięgła królowej zemstę i nienawiść po wsze czasy.

Sir Guiomara z tej opowieści można utożsamiać z tytułowym bohaterem bretońskiego lais: Guingamor (czy też Guigemar w wersji Marii Francuskiej). Tam też bohater po wygnaniu przez królową (której uczucia odrzucił) oddziela się od swoich kompanów podczas polowania na białego dzika i trafia na przepiękną istotę z innego świata kąpiącą się w jeziorze. Próbuje ukraść jej płaszcz, ale ta go przyłapuje, jednak zamiast go ukarać, oferuje swoją pomoc, jeśli tylko Guingamor zostanie jej kochankiem. Młodzieniec z chęcią się zgadza, jednak gdy stwierdza, że chciałby opuścić na chwilę królestwo swojej pani i wrócić do domu, okazuje się, że w naszym świecie minęło ponad trzysta lat. To akurat dość częsty motyw w folklorze Bretanii i Wysp Brytyjskich.

Guiomar czy też Guingamor zakosztował więc przez wieki miłości i Morgany, i Pani Jeziora. To jednak wcale nie oznacza, że należy te dwie postacie ze sobą łączyć. Będzie dużo lepiej, jeśli pozwolimy im zostać dwiema oddzielnymi bohaterkami. Zaryzykuję wręcz stwierdzenie, że ostatnim, czego potrzebuje arturiana, jest kolejne ograniczenie liczby występujących w niej kobiet.

Siostra, brat i syn

Obraz przedstawiający Morganę le FayMoże was zaskoczę, ale Morgana nie była uważana za matkę Mordreda aż do końca dziewiętnastego wieku. Wcześniej był on zawsze synem Anny lub Morgause, czasem nawet całkowicie pomijano wątek kazirodczy. Artur po prostu miał problem z nadambitnym siostrzeńcem lub też siostrzeniec w roli regenta okazał się aż zbyt dobrym władcą, powód do wojny jak znalazł, czyż nie?

Co więcej, Morgany przez długi czas nie nazywano nawet siostrą Artura. Sugestie dotyczące ich pokrewieństwa zaczęły pojawiać się dopiero około czternastego wieku, gdy autorzy próbowali połączyć Artura z jak największą liczbą innych brytyjskich władców, a najłatwiej było to osiągnąć przez pożenienie ich z jego siostrami. Do Anny dołączyły więc (a następnie całkowicie ją zastąpiły) Elaine, Morgause i Morgana (i całkiem możliwe, że jeszcze parę innych niewymienionych z imienia). Co ciekawe, cała trójka była córkami Igraine z jej pierwszego małżeństwa – nie miały więc prawa domagać się udziałów w królewskim dziedzictwie Uthera.

Sami musicie przyznać, że zmiana potężnej uzdrowicielki z tajemniczej wyspy w kornwalijską księżniczkę, córkę zdrajcy, która para się jakąś tam magią, nie brzmi zbyt pozytywnie. A gdy dodamy do tego rolę matki człowieka, który doprowadził do upadku Camelotu (tyle że wcale nie), robi się jeszcze gorzej.

Jeżeli jednak już chcemy rozmawiać o sytuacji, kiedy Mordred rzeczywiście jest owocem kazirodczego związku między Morganą i Arturem, to należy rozważyć kilka rzeczy: czy któreś z nich wiedziało, z kim uprawia seks? Jaka była ich reakcja na narodziny Mordreda (czy w ogóle jakaś)? Czy uczestniczyli w jego wychowaniu i jak wygląda ich wzajemna relacja po tej jednej nocy?

Oczywiście, znowu – nie ma jednej wersji wydarzeń, bo arturiana tak nie działa. W przypadku Morgany znamienny jest jednak fakt, że odpowiedzią na pierwsze pytanie jest albo „nie wiedzieli” albo „wiedziała ona”. Nawet nie tylko „wiedziała”, co sama zainicjowała zbliżenie, świadomie uwodząc brata – niewykluczone, że przy pomocy magii. Tym samym całkowicie zdejmujemy z Artura jakąkolwiek odpowiedzialność za to, co się wydarzyło, pozwalając mu być idealnym królem bez skazy. Zupełnie inaczej miała się sytuacja, gdy na miejscu Morgany znajdowała się Anna – wtedy to Artur był tym, który wiedział lub też dowiedział się krótko po. Anna pozostawała przez większość czasu nieświadoma, że wydarzyło się cokolwiek niezwykłego i pewna, że Mordred jest synem jej męża (przy czym przyznaję, we Francji znajdziemy wersję, w której rankiem Artur przeprasza swoją siostrę za wkradnięcie się podstępem do jej łóżka, a ona mu wybacza).

W sprawie reakcji na narodziny syna i uczestnictwa w jego wychowaniu znów możemy rozważać jedynie perspektywę Morgany, ponieważ Arturowi najczęściej odmawia się jakiejkolwiek wiedzy na temat syna. Morgana natomiast reaguje złością i odesłaniem Mordreda jak najdalej od siebie (w przypadku gdy nie była świadoma, że śpi z własnym bratem i dowiedziała się dopiero po fakcie) albo też świętuje jego narodziny, ale traktuje go jako narzędzie do realizacji swoich własnych planów (jeśli wiedziała i wszystko samodzielnie zaplanowała).

Relacje Morgany z Arturem po narodzinach Mordreda natomiast bywają albo żadne, albo chłodne, albo, w najbardziej rozpowszechnionej aktualnie wersji, całkowicie wrogie. Morgana stała się przeciwniczką Artura, knującą, jak by tu doprowadzić do upadku brata, chcącą zagarnąć tron dla siebie lub też zemścić się na Arturze/Ginewrze/Lancelocie lub całej trójce jednocześnie. Gdy jednak tak stawiamy sprawę i przedstawiamy Morganę jako postać złą i podstępną, napotykamy na jeden dość zasadniczy problem. Jej postawę i działanie po ostatniej bitwie Artura.

Dama, Która Przeżyła

Nie ma co ukrywać, że jednym z najbardziej popularnych motywów związanych z Morganą jest jej pojawienie się po ostatniej bitwie Artura, aby zabrać rannego króla do Avalonu. Mało kto jednak zastanawia się nad tym, co musiała w tym momencie czuć. Królestwo upadło, jej bratanek (lub, niech już ewentualnie będzie, syn) leży martwy, a brat dogorywa, pozbawiony nawet swojego miecza, symbolu potęgi i władzy. I teraz nikt inny, jak właśnie ona musi przyjść bohaterowi z pomocą. Przecież jako jedyna przeżyła rozkwit i upadek Camelotu.

Tak, wiem, zaraz ktoś mi zakrzyknie „przecież jeszcze Ginewra i Lancelot!” – otóż i tak, i nie. Rzeczywiście, oni również ocaleli (Lancelot zabił po drodze tylko paru swoich przyjaciół, zdarza się każdemu), ale natychmiast oboje udali się do klasztorów, zamykając się w ich murach do końca życia i próbując zapomnieć o świecie, który zostawili za sobą. Podobnie czyni sir Bedivere i reszta niedobitków z armii Artura, która udaje się w walijskie góry, aby tam zasnąć na wieki i w spokoju czekać, aż ich ukochany władca powróci.

Ktoś jednak musi zadbać o to, aby mógł powrócić i przedłużyć nadzieje na odbudowę Camelotu – i tym kimś jest właśnie Morgana.

Co ciekawe, kobieta pozostająca na scenie, gdy mężczyzna już z niej zszedł, to dość często powtarzająca się sytuacja w opowieściach arturiańskich. W Vita Merlini, na samym końcu utworu, następuje przekazanie roli wieszczącego głosu Brytanii – nie jest nim już dłużej Merlin, który coraz bardziej oddala się od naszego świata, a królowa Ganieda, jego siostra. Lady Igraine przeżywa obu swoich mężów i, wedle jednej z wersji, kiedy w końcu wycofuje się z życia dworu, to tylko po to, aby objąć władzę w Zaświatach. Siostra Artura, Morgause, włada na Orkadach jeszcze długo po śmierci swojego męża i odejściu wszystkich synów na dwór jej brata. W historii o niezbyt szczęśliwej miłości Merlina to Viviana (Nimueh, Ninianne, ile wersji, tyle imion) pozostaje na wolności i może posługiwać się magią, podczas gdy on musi pogodzić się z zamknięciem w jaskini czy przemianą w dąb. Natomiast przepowiednia z Historii królów Brytanii wyraźnie mówi o tym, że władzę na Wyspach przejmą nie potomkowie Artura, a jego młodszej siostry, Anny.

Ostatnia nadzieja Camelotu spoczywa w rękach kobiet.

Obraz "Śmierć Artura" Jamesa Archera

Piętnaście stuleci minęło…

…od bitwy pod Camlann, a legendy arturiańskie wciąż trzymają się nieźle, przeżywając swoje kolejne renesansy i okresy częściowego zapomnienia. Morgana również żyje w kulturowej świadomości, chociaż bardziej jako podstępna wiedźma niż ktokolwiek inny. Ostatnimi czasy autorki i autorzy podejmują się prób jej, częściowej chociaż, rehabilitacji. Jak im to jednak wychodzi?

Okładka książki Mists of AvalonNie sposób nie wspomnieć w tym momencie o Mgłach Avalonu Marion Zimmer Bradley, książce wydanej po raz pierwszy w 1983 roku. Ten olbrzymi retelling mitu arturiańskiego, oddający głos nie tylko Morganie, ale też Igraine, Pani Jeziora czy Morgause, zdecydowanie jest dziełem ważnym. Sama uważam Mgły za jedną z najważniejszych książek w moim życiu, co jednak nie oznacza, że nie widzę jej wad. Pomijając samą postać autorki, powieść pełna jest anachronizmów i stanowi bardziej manifest wiccański (który również trochę się przez te wszystkie lata zestarzał) niż próbę oddania klimatu celtyckiej Brytanii. Nie można jednak zaprzeczyć przeciekawej kreacji głównej bohaterki, która rzeczywiście zachowuje się jak żywy, czujący człowiek, a nie narzędzie narracyjne w pięknej sukni. Morgana walcząca o swoją podmiotowość i niezależność jest tym, czego arturiana potrzebuje, dlatego warto dać Mgłom Avalonu szansę i zapoznać się z ich treścią.

Istnieje również polska książka Prawdziwa historia Morgan Le Fay i rycerzy Okrągłego Stołu autorstwa Krystyny Kwiatkowskiej. Ze wstydem muszę przyznać, że sama jeszcze jej nie czytałam, ponieważ nie miałam okazji. W związku z tym nie jestem w stanie ani polecić, ani odradzić jej przeczytania. Wiem jedynie, że autorka połączyła postacie Anny i Morgany w jedną, posługującą się podwójnym imieniem, i muszę przyznać, że jest to dość ciekawy zabieg. Poza tym warto zwrócić uwagę, że reinterpretacje legend arturiańskich nie są jedynie domeną twórczyń i twórców z Wielkiej Brytanii czy Ameryki.

Morgana z serialu Przygody MerlinaTelewizja również o Morganie nie zapomniała. W brytyjskim serialu Przygody Merlina jej postać, portretowana przez Katie McGrath, jest jedną z najbardziej intrygujących i złożonych. Poznajemy ją jako dość pewną siebie damę wychowywaną na dworze Uthera, przyszywaną siostrę Artura, która czasem dla zabawy z nim poflirtuje. Morgana jest inteligentna, lojalna, nie można odmówić jej odwagi. Jednocześnie skrywa sekret – miewa wizje przyszłości, co w królestwie, gdzie jakiekolwiek użycie magii karane jest śmiercią, nie jest umiejętnością, którą należałoby się chwalić. Nic więc dziwnego, że w pewnym momencie przerażona i wściekła na ciągłą potrzebę ukrywania się i dowiadująca się o kolejnych zbrodniach i kłamstwach Uthera postanawia się zbuntować. Morgana jest tutaj osobą pełną sprzeczności, miotającą się od białej magii do tej bardziej mrocznej, ale cały czas pozostająca równie charyzmatyczną postacią co na początku. I, co więcej, tutaj naprawdę stanowi przeciwwagę dla Merlina i jest jego godną przeciwniczką.

Dużo gorzej radzili sobie z prowadzeniem postaci Morgany scenarzyści Camelotu, amerykańskiego serialu z 2011 roku. Eva Green robi co może, ale roli to specjalnie nie ratuje. Scenarzyści wyszli bowiem z dość znanego konceptu, jakoby Morgana po ślubie jej matki z Utherem została odesłana do żeńskiego klasztoru, gdzie nauczono ją czarnej magii i nekromancji. Gdy w końcu powraca do Camelotu, to tylko po to, aby się zemścić i zamordować swojego ojczyma. I w tym momencie pomysły się chyba wyczerpały. Niby Morgana pragnie tronu i nie obchodzi jej jakiś chłopak ze wsi, który niby jest jej bratem. Tylko że decyzje, które podejmuje, są najczęściej kompletnie nielogiczne, autodestrukcyjne, a widz ani przez chwilę nie odnosi wrażenia, że Merlin mógłby mieć jakikolwiek problem w pojedynku z nią… Artur też specjalnie nie ma, jeśli już przy tym jesteśmy. Morgana głośno się odgraża, coś tam planuje, ale z tych planów niewiele wynika. Ot, kolejna, wyjątkowo stereotypowa wiedźma czerpiąca swoją moc ze związku z Szatanem. Oczywiście, jest szansa na napisanie dobrze takiej postaci, ale to nie ten przypadek.

W 2019 Netflix ma wystartować z arturiańskim serialem Cursed i jeśli poza Panią Jeziora zobaczymy tam też Morganę, to liczę na to, że nie zostanie ona potraktowana po macoszemu.

Mage z filmu Król Artur: Legenda MieczaO Morganie trochę zapomniało natomiast kino. W dwóch arturiańskich superprodukcjach z XXI wieku praktycznie się o niej nie wspomina. O ile jednak Film Który Nie Istnieje, czyli Król Artur z 2004 roku, całkowicie jej postać odrzuca, bo po co jakaś czarodziejka, jak mamy Keirę Knightley strzelającą z łuku, o tyle Legenda miecza z 2017 chciałaby i zjeść ciastko, i mieć ciastko. Morgany w tym filmie nie ma – jest jednak Mage, grana przez Astrid Berges-Frisbey, ciemnowłosa, bardzo potężna magini mocno związana z krukami, które tradycyjnie są kojarzone właśnie z Morganą. Co jednak bardziej interesujące, Mage pełni tu nie tyle rolę siostry/kochanki/uzdrowicielki dla Artura, co raczej mentorki i pomocnicy – rolę, którą zwykł spełniać Merlin… Który również magicznie zniknął tutaj z ekranu, chociaż wszyscy ciągle o nim mówią. Jeżeli założyć, że Guy Ritchie świadomie pobawił się konwencją i połączył Morganę i Merlina w jedną postać, to całość filmu od razu robi się o wiele bardziej interesująca.

Bibliografia dla dociekliwych

Bądźmy szczerzy, dotknęłam jedynie samego czubka góry lodowej. O Morganie można pisać setki stron i nie wyczerpać tematu. Jeżeli jednak czujecie się zachęceni do dalszego odkrywania jej losów, to z przyjemnością polecę parę pozycji, do których na pewno warto zajrzeć. Są to między innymi: The Myth of Morgan Le Fay Kristiny Pérez, King Arthurs Enchantresses. Morgan and her Sisters in Arthurian Tradition Carolyne Larrington, Morgan Le Fay, Shapeshifter Jill Heber czy The Representation of Morgan La Fée in the Vulgate Cycle Romances Patricii Land.