Nasze odbicia, nasze głosy – o reprezentacji w popkulturze

Podczas tegorocznego Polconu, który odbył się w lipcu w Toruniu, Kari miała okazję poprowadzić panel o reprezentacji w popkulturze – skupiony na polecaniu dobrej reprezentacji, pozytywny i stanowczo zbyt krótki. Ograniczenia czasowe na szczęście nie obejmują Lewarka, więc postanowiła przepytać redaktorki, zadając także te pytania, na które podczas panelu zabrakło czasu. Skupiamy się na temacie #ownvoices – zapoczątkowanego przez Corinne Duyvis ruchu promującego autorów z grup marginalizowanych piszących o postaciach podzielających te marginalizacje (czyli np. osoby transpłciowej piszącej o transpłciowej bohaterce). Czego redakcja Lewarka szuka w tekstach kultury? Lierre, Teleseparatystka, Katarzyna i Ginny odpowiadają.

Lierre

1. Czego oczekujesz od dobrej reprezentacji?

Jak to ładnie określił ktoś na polconowym panelu – żeby była. I żeby była różnorodna. I żeby było jej dużo. Nie oczekuję, by była kompletna – przełknę tekst, który na przykład pięknie przedstawia bogactwo jakiejś niedefaultowej kultury, ale nie pochyla się nad LGBT (choć fajnie by było, gdyby nie udawał, że LGBT w ogóle nie istnieje). Nie lubię traktowania reprezentacji jak planszy do bingo – jakość, nie ilość poproszę.

2. Czy możesz podać przykład dobrej reprezentacji – i wyjaśnić, dlaczego jest dobry?

To jest najgorsze z pytań. Najbliższa jest mi chyba problematyka reprezentacji kobiet. Nigdy nie miałam takiego poczucia autentyczności i wskoczenia na główkę w tematykę jak przy Orange is the New Black. To, jak bardzo ten serial skupia się na kobietach – ze wszystkich stron – jest niesamowite. Pełen przekrój wieku, wykształcenia, pochodzenia etnicznego i społecznego. Łączy je to, że złamały prawo, wszakże akcja dzieje się w więzieniu. Nie są jednak oceniane, wręcz przeciwnie, każda ma swoją historię, a każda historia – drugie, a nieraz i trzecie dno. Przyjaźnią się i kochają, tworzą zwalczające się frakcje i walczą nieustannie o swoje człowieczeństwo w miejscu, które usilnie stara się je go pozbawić. Czasami są same sobie winne, często jednak są ofiarami okoliczności, norm, których fizycznie nie są w stanie spełnić, trafiają za więzienne mury z rozdroży, z których żadna z dróg nie prowadziła do dobrego miejsca. To nie jest serial przyjemny do oglądania, bo bardzo brutalny – choć też pełen humoru i barwny. Nie idealna reprezentacja, ale różnorodna, pisana z sercem i szacunkiem i zapadająca w pamięć na bardzo długo.

Grupa kobiet o zróżnicowanych cechach, które łączą więzienne uniformy
Bohaterki Orange is the New Black

3. Co sądzisz o zarzucie, że oczekiwanie reprezentacji prowadzi do wprowadzania tokenowych postaci? Jeśli tak – jak się przed tokenizacją bronić?

Jako że moje wypowiedzi najpewniej będą pierwsze w artykule, zacznę od definicji: mówiąc o tokenizacji, mamy na myśli „odhaczanie” wymogu reprezentacji najczęściej jedną postacią, która wpisuje się w stereotyp i jej główną rolą jest odegranie bycia przedstawicielem mniejszości i zniknięcie ze sceny – żeby się nikt nie doczepił, że reprezentacji nie było, no bo przecież była. Mamy więc raczej wrażenie reprezentacji niż samą reprezentację, co więcej, wrażenie oparte na przedstawieniu najczęściej co najmniej niepełnym, a nierzadko też krzywdzącym, bo stereotypowym, niedopracowanym i potraktowanym po macoszemu.

Czy oczekiwanie reprezentacji prowadzi do wprowadzania tokenowych postaci? Wydaje mi się, że, szczęśliwie, nie. Tokenowość jest największym pójściem na łatwiznę co, niestety albo stety, widać, bo jednak umiemy oceniać, nawet nieświadomie, czy bohater, którego oglądamy, ma sens czy nie. Jeśli postać jest wprowadzona tylko po to, by odhaczyć jakąś rubryczkę – widz czy czytelnik rozpozna, że ma do czynienia z etykietką, nie osobą. Powiedziałabym więc, że wraz z oczekiwaniem reprezentacji tokenowych postaci będzie coraz mniej, bo też coraz czytelniejsze staje się, co w istocie oznacza reprezentacja. A może tylko mam nadzieję, że ta zależność tak się kształtuje.

W każdym razie przed tokenizacją – taką wynikającą z niewiedzy, nie ze złej woli – może nas obronić przyswojenie sobie dwóch prostych informacji. Po pierwsze, żadna osoba nie jest chodzącą etykietką. Bohater nie może być tylko gejem, tylko żydem, tylko osobą niewidomą. Ten „żarcik” o ciemnoskórej lesbijce na wózku, na pewno kojarzycie to oburzenie, że takich postaci żądamy na ekranach – no… tak. Ludzie stanowią zbiory cech i nie wierzę, że istnieją osoby, które mają tylko jedną. Nie muszą te cechy odhaczać typowych „okienek reprezentacji”, gej może być artystą z rozbitej rodziny, żyd księgowym z wadą wzroku, a osoba niewidoma pasjonować się grą w szachy i łamać serca. Nie muszą pochodzić z tych, ujmijmy to niezręcznie, „medialnie problematycznych” grup. Tylko że… Niemal każda grupa poza kilkoma domyślnymi hollywoodzkimi typami bohatera jest niedoreprezentowana w mediach, więc tak naprawdę trzeba się mocno postarać, by tej reprezentacji nie odhaczać choćby mimochodem. Po drugie, kluczowe jest to, że człowiek jest stworzeniem stadnym – i na tym rozbija się tokenowość. To nigdy nie będzie jedna lesbijka – osoby LGBT szukają się nawzajem i wspierają się nawzajem. Jeśli masz obok siebie geja, to prawdopodobnie nie jednego. Jeśli nie wiesz o innych, to problem może być w tobie. Bo oni prawdopodobnie są gdzieś niedaleko. W jednym biurze może pracować więcej niż jedna ciemnoskóra osoba i więcej niż jedna Latynoska – jak pokazuje Brooklyn Nine-Nine. Ludzie o podobnych cechach ciągną do siebie, a każdy jest wielowymiarowy – tak brzmiałoby moje podsumowanie. Dlatego tokenowość ma krótkie nóżki.

Plakat serialu Brooklyn Nine-Nine.
Brooklyn Nine-Nine

4. Co sądzisz o ruchu #ownvoices?

Reprezentacja dotyczy nie tylko tego, co jest pokazywane i opisywane, ale też tego, kto opisuje i pokazuje. Kto jest zatrudniany, kto ma szansę zrobić karierę w branży. Więc jest to absolutnie bardzo cenny ruch promujący dostęp tych osób do pierwszej linii kulturowego frontu. Obawiam się jednak pułapki pt. „o doświadczeniach osoby reprezentującej grupę X może pisać tylko osoba reprezentująca grupę X”. Bo to nas tak strasznie ogranicza i zabija wrażliwość. Jeśli chcemy, by media pokazywały różnorodność, musimy im na to pozwolić – pozwolić pisać białym o niebiałych, heterykom o LGBT, mężczyznom o kobietach – i na odwrót. Tylko tak możemy się nawzajem zrozumieć, inaczej pozamykamy się w gettach i przepaść będzie się pogłębiać. Problemem może okazać się wiedza. Czy osoba hetero może zrozumieć doświadczenie osoby LGBT? Moim zdaniem tak – jeśli jest empatyczna, a każdy twórca powinien być empatyczny, nie wyobrażam sobie tworzenia bez empatii. A jeśli brakuje takiej osobie pewności bądź potrzebuje potwierdzenia swojej wizji – zawsze może sięgnąć do źródła.

5. Jak wspierać twórców z grup marginalizowanych?

Po pierwsze, uświadomić sobie, że takie grupy istnieją. Po drugie, dotrzeć do twórców pochodzących z tych grup. Po trzecie, kupować, czytać, oglądać i pisać o nich. Nie „patrzcie, odkryłam, że w Kongo potrafią pisać i przeczytałam Kongijską (albo lepiej: Afrykańską) Powieść”, ale zrównując kongijską literaturę z każdą inną literaturą, pisać po prostu o literaturze, która nas porusza, mając jednak na uwadze, że miejsce, w którym się znajdujemy, wpływa na to, co do nas dociera. Trzeba więc czasami poszukać. Podejść do tego świadomie. Zastanowić się – czy czytam tylko literaturę pisaną przez mężczyzn? Dlaczego? Czy widziałam ostatnio serial, w którym białe osoby nie miałyby przewagi liczebnej? Dlaczego nie? To nie tak, że do tego nie da się dotrzeć i to nie tak, że to będzie jakimś poświęceniem jakości konsumowanej rozrywki na rzecz ideologii, bo ani w tym nie ma ideologii, ani straty dla nikogo. Tylko zysk z poznania czegoś nowego, czegoś spoza własnego podwórka.

6. Czego reprezentację chciałabyś zobaczyć w popkulturze?

Powtórzę znów za polconowym panelem – osób z niewidocznymi chorobami i zaburzeniami. Nie każdą niepełnosprawność widać. I też nie każdą dyskryminację widać, więc mogę z tym wyjść nawet szerzej – chciałabym taką mniejszą reprezentację. Reprezentację osób cierpiących na zaburzenia lękowe, reprezentację pilnych uczennic, które nie mają przyjaciół i nie radzą sobie z prawdziwym światem, reprezentację jednostek, które nie radzą sobie w życiu, bo nie mają życiowej misji ani powołania, które nie wiedzą, kim są, które nie wiedzą, gdzie przynależą i jak mogłyby się identyfikować. Reprezentacja dużych grup – ją też wspieram, ale o niej jest głośno. To jednak nie jest tak, że niedostatecznie reprezentowane są tylko one. Któż tak naprawdę jest reprezentowany dobrze?

Tanya, bohaterka Class (BBC), to przykład wielowymiarowej reprezentacji – takiej oczywistej i takiej mniej

Teleseparatystka

1. Czego oczekujesz od dobrej reprezentacji?

Za dobrą reprezentację uważam ujęcie w tekście różnorodności z wyczuciem i bez grania pod publikę. I pisanie wprost. Zarówno gdy chodzi o reprezentowanie grup niebędących mniejszością, ale mających problemy z reprezentacją (np. kobiety, osoby doświadczające traumy i żałoby czy rodzicielstwa, osoby niebiałe – to na świecie tak naprawdę nie są grupy mniejszościowe, a często niedoreprezentowane), jak i grup nieuprzywilejowanych i będących mniejszością (seksualną, etniczną w danym kraju i tym podobne). Nie satysfakcjonuje mnie metafora zamiast różnorodności w tekście albo sprzedające się dobrze inspiracyjne bądź depresyjne historie o ciężkim losie. Chcę, żeby reprezentacja była stworzona z myślą o dotarciu do szerokiego grona – do „mainstreamu”, który może nie dość wie, ale także do osób należących do reprezentowanej grupy.

Od dobrej reprezentacji oczekuję też, że będzie niejednolita (pokazująca różne historie), i że znajdzie miejsce na postaci nieidealne i – szczęśliwe. I, co najważniejsze, że będzie głęboko humanistyczna – pełna empatii i sympatii do reprezentowanych. Czasami bezlitosne reprezentacje też swoje dają, ale najczęściej wracam jednak do tych, które są empatyczne i ze zrozumieniem i wrażliwością pokazują nawet „nielubialne” postaci.

2. Czy możesz podać przykład dobrej reprezentacji – i wyjaśnić, dlaczego jest dobry?

Jak sobie patrzę na moją goodreadsową półkę na ten rok, to widzę mnóstwo książek, które miały bardzo dobrą reprezentację na różnych polach. Świetnym przykładem jest oczywiście An Unkindness of Ghosts autorstwa Rivers Solomon, która to powieść jest bardzo intersekcjonalna (pokazuje postaci, które są zarówno czarnoskóre, jak i neuronietypowe i nienormatywne pod względem seksualności i płci społeczno-kulturowej oraz „biologicznej”). Bardzo podobało mi się, z jaką wrażliwością napisana tam była niepełnosprawność oraz jej podłoże społeczne i to, jak dostęp do medycyny i wsparcia różnicuje doświadczenie choroby. A zarazem nie była to powieść służąca za motywacyjną i inspirującą hagiografię. To powieść, która rozumie i wyjaśnia – nie usprawiedliwia.

A z innej beczki reprezentacja, która bardzo zrobiła na mnie wrażenie, to na przykład postać Patricii w Podwójnym życiu Pat Jo Walton, gdzie znowu mamy biseksualność – w kontekście historii, pozycji społecznej, zdrowia i choroby, zakładania i budowania rodziny.  No i lubię dobre autobiograficzne historie o doświadczeniu konkretnej tożsamości – komiks Bechdel Fun Home czy pisane prozą Po co ci szczęście, jeśli możesz być normalna Jeanette Winterson. Są one tak partykularne, że aż uniwersalne. Pokazują bardzo konkretne życie (osoby z taką historią, taką rodziną, takimi trudnościami, w tym miejscu i czasie), ale można z ich bohaterkami współodczuwać, mając bardzo różne punkty wspólne.

No i ostatnią cudowną reprezentacją była dla mnie Nanette Hannah Gadsby. Autobiograficzny anty-stand up o doświadczeniu bycia lesbijką w toksycznej atmosferze homofobii. Coś wspaniałego, pełnego niuansu, humoru i gniewu. Bez słodzenia.

3. Co sądzisz o zarzucie, że oczekiwanie reprezentacji prowadzi do wprowadzania tokenowych postaci? Jeśli tak – jak się przed tokenizacją bronić?

Mam mieszane uczucia, bo z jednej strony widzi się czasem dość słabe teksty z postaciami mającymi wyraźną funkcję odhaczania różnorodności, ale z drugiej – nie wydaje mi się to tak wielkim problemem, jak to czasem sugerują rozmowy na ten temat. No i tokenizm do pewnego stopnia jest w oku patrzącego. To, co mi wydaje się płaskie i nieprzekonujące (odpowiednik dobierania obsady do boysbandu, który ma zadowolić każdego słuchacza/czkę jednym przedstawicielem typu), dla kogoś innego może być bliskie jej sercu – bo inne doświadczenie przyniesiemy do tekstu jako odbiorczynie. I w drugą stronę. Miałam tak wiele razy. Poza tym – myślę, że tokenizacja to trochę fenomen przejściowy. Zaczynamy od sytuacji, w której postać „nietypowa” jest jedną z niewielu istniejących reprezentacji danej tożsamości i spoczywa na niej wielki ciężar bycia wszystkim dla wszystkich, a zarazem niewielka tradycja, z którą może wejść w dialog. Gdy będziemy mieć kolejne teksty z postaciami np. z chorobą afektywną dwubiegunową czy PTSD, ta ich cecha będzie w mniejszym stopniu wystarczyła jako ersatz osobowości czy charakterystyki. W erze wielości tekstów i ich łatwej dostępności, autorki, scenarzystki czy inni twórcy będą dążyć do dania tej postaci bardziej ciekawych cech by odróżnić ją od poprzedniczek. A przynajmniej tak to czasem wygląda. Tokenowy przyjaciel-gej będzie się musiał różnić od innych przyjaciół-gejów i przestanie być tokenem.

4. Co sądzisz o ruchu #ownvoices?

Myślę, że oddawanie osobom wewnątrz danej grupy pierwszeństwa w mówieniu o doświadczeniu tej grupy jest kluczowe, potrzebne i podstawowe. Zarazem nie uważam, by stanowiło lek na całe zło. Kobiety, dajmy na to, też mogą powielać mizoginiczne wzorce i tworzyć stereotypowe reprezentacje innych kobiet. Osoby LGBTQIA+ – być uprzedzone. Natomiast różnorodność głosów i przedstawień jest cenna i warto w nią inwestować i o nią dbać.

Myślę, że zawsze mogą być z ownvoices problemy – chociażby oczekiwanie, by osoby z danej grupy zawsze skupiały się na tematyce z nią związanej, co może prowadzić do szufladkowania takich twórców i utrudnienia im dotarcia do szerszej publiczności. I zasadniczo ważniejsze od ownvoices jest dla mnie czytanie i oglądanie tekstów zmarginalizowanych twórców w ogóle. Ale są tematy, w których własne historie powinny być wysłuchane i opowiedziane przede wszystkim, mieć pierwszeństwo.

5. Jak wspierać twórców z grup marginalizowanych?

Traktując ich sprawiedliwie, a zarazem pamiętając, że nie grają na równym boisku. Dotarcie do szerszej publiczności jest utrudnione dla osób z grup, których doświadczenie jest postrzegane jako „specjalny temat”, coś z bardzo „niszowej” półki, nieuniwersalne i ciekawe tylko dla nielicznych odbiorców. Warto takie właśnie teksty wyszukiwać i wspierać. I pisać o nich.

Smutne jest poza tym dla mnie, gdy oglądamy czy czytamy średnie rozrywkowe teksty, które różnorodności nie mają, a potem ambitny tekst osoby z grupy zmarginalizowanej – który jednak pod jakimś względem popełnia błędy – i ostrzej krytykujemy teksty, które się starają, ale im nie wychodzi niż te, które niczym nie ryzykują. Jak w książce czy serialu w ogóle nie ma gejów, to żaden nie zostanie pogrzebany. Co nie znaczy, że nie możemy wytknąć szkodliwego tropu. Tylko bądźmy w krytyce proporcjonalne.

Zarazem jednak warto pilnować się, by absolutnie nie przeholować w stronę przymykania oczu na braki słabych tekstów z uwagi na ich zmarginalizowanych autorów. Uważam, że robiąc tak, promować będziemy słabe teksty osób z dobrą siatką znajomości, zarazem utrudniając sukces może bardziej utalentowanych osób z podobną tożsamością. Poza tym – skłania to do oszustw i nadużyć, przyciąga osoby nieuczciwe.

6. Czego reprezentację chciałabyś zobaczyć w popkulturze?

Mam nadzieję, że uda mi się tu zaproponować coś nowego. Więc, wybierając spośród wielu opcji, powiem tak: różnorodnych rodzin – z włączeniem w to dzieci oraz osób starszych, oraz różnych modeli i form rodziny. Queerowe dzieci i osoby starsze to grupy dużo słabiej reprezentowane niż dorośli LGBTQIA+ i do pewnego stopnia jest to zrozumiałe (w przypadku dzieci zwłaszcza), ale dla mnie osobiście bardzo ważne. A poza tym: chcę widzieć queerowych rodziców i rodziny, które zarazem będą różnorodne pod względem innych elementów ich tożsamości.

Sense8 w pociągu do Neapolu
Bohaterowie Sense8

Katarzyna

1. Czego oczekujesz od dobrej reprezentacji?

Że będzie obecna w interesujących, dobrze skonstruowanych postaciach, że pozwoli każdemu dostrzegać siebie w tekstach kultury, a reszcie społeczeństwa wskaże istnienie i problemy niedoreprezentowanych grup. Że będzie rozumiana jako środek do celu – do opowiadania poruszających, oryginalnych historii z prawdziwymi bohaterami i jako narzędzie do walki z nierównością, brakiem edukacji i szkodliwymi stereotypami.

2. Czy możesz podać przykład dobrej reprezentacji – i wyjaśnić, dlaczego jest dobry?

Obejrzałam ostatnio One Day at a Time. To serial z podręcznikową wręcz reprezentacją, zaczynając od Penelope, samotnie wychowującej dzieci pielęgniarki, weteranki z Afganistanu, która musi się mierzyć z PTSD, lękami i depresją, przez postać jej matki, głęboko religijnej imigrantki z Kuby, aż do nastoletniej córki, zaangażowanej feministki, która eksploruje na przestrzeni pierwszego sezonu swoją seksualność. Strasznie zaskoczył mnie przekrój poważnych tematów w serialu z etykietką sitcomu, ale też naprawdę zaimponowało mi, w jaki sposób twórcy balansują między humorem i wyraźną sympatią do swoich bohaterów a pokazywaniem realistycznych problemów, z którymi muszą się mierzyć. Choroba Penelope czy orientacja Eleny nie definiują ich postaci, ale nie są potraktowane jak coś niewpływającego na życie. Serial promuje także wyraźnie właściwe postawy i zachowania wobec osób z mniejszości czy też w obliczu zetknięcia się z seksizmem lub rasizmem. To reprezentacja wielowymiarowa, intersekcjonalna, dobrze napisana i zaangażowana i na dodatek – jak w przypadku przeszłości Penelope czy postaci jej matki, starszej, religijnej imigrantki – nieoczywista.

One Day at a Time

3. Co sądzisz o zarzucie, że oczekiwanie reprezentacji prowadzi do wprowadzania tokenowych postaci? Jeśli tak – jak się przed tokenizacją bronić?

Ten zarzut brzmi dla mnie bardzo mocno jak zrzucanie odpowiedzialności na ofiarę. Każdy ma prawo żądać dobrej reprezentacji, ale to rolą autora danego dzieła jest napisanie interesujących i niestereotypowych postaci. Problem tokenowych postaci bierze się z tego, że reprezentacja traktowana jest często bardzo płytko i jednowymiarowo. Wydaje mi się, że z największą stratą dla twórcy – jeśli mając okazję napisać bohaterkę z trochę innym doświadczeniem i tłem potrafi tylko nadać jej etykietę, to traci szansę na opowiedzenie prawdziwie ciekawej i odświeżonej historii. Zawsze dziwi mnie argument „nie przeszkadza mi, że postać jest czarnoskóra/queer/kobietą, ale to nie powinno być narzucone twórcy, liczy się jego pomysł”. Naprawdę nikt nikogo do niczego nie zmusza, a jeśli twórca ma choć odrobinę wrażliwości społecznej, powinien dostrzec potencjał i wartość reprezentacji. I jak napisały moje poprzedniczki – im bardziej normą będzie dobra reprezentacja, tym mniej takie lenistwo będzie akceptowane.

4. Co sądzisz o ruchu #ownvoices?

Jako czytelniczka i odbiorczyni kultury wiem z doświadczenia, że nic nie poszerza naszego doświadczenia i nie pokazuje nowych horyzontów tak, jak zapoznawanie się z dziełami twórców z mniej uprzywilejowanych grup (z innych kręgów kulturowych, osób z innym doświadczeniem tożsamości płciowej itd.). Jestem straszną zwolenniczką promowania tego typu opowieści i autorów. Ale też jest to dla mnie wartościowe przypomnienie jako dla autorki – nie do każdej historii masz prawo. Przy czym nie chodzi tutaj o wyznaczanie, kto o czym może pisać, a komu już nie wolno, a bardziej o autorefleksję, sprawdzanie przywilejów, słuchanie osób z grup, o których chcemy pisać i oczywiste może, ale nie zawsze dostrzegane rozgraniczenie między pisaniem np. transpłciowych bohaterów a pisaniem o doświadczeniu bycia osobą transpłciową. Wydaje mi się strasznie ważne, aby potrafić wyjść poza swoją wrażliwość i zobaczyć, że pewne doświadczenie będzie prawdziwsze, jeśli opisze je ktoś, kto to przeżył. Jest tak wiele rzeczy do opowiedzenia, nie musimy kraść historii osobom, które i tak mierzą się z narzucanymi im przez społeczeństwo ramami i hermetycznością kreatywnych środowisk.

5. Jak wspierać twórców z grup marginalizowanych?

Czytać ich książki, oglądać ich filmy, opowiadać o tym, co nas zachwyciło. Podkreślać to, co w ich twórczości inne, oryginalne i świeże, ale też nie stawiać ich na osobnych półkach. Podpisuję się pod tym, co padło już wyżej.

6. Czego reprezentację chciałabyś zobaczyć w popkulturze?

Strasznie brakuje mi reprezentacji wrażliwych, empatycznych mężczyzn. Mam wrażenie, że przy coraz większej (choć dalekiej od ideału) obecności różnorodnych bohaterek w kulturze brakuje bohaterów męskich, którzy okazują i przeżywają zdrowo emocje, dzielą z partnerką domowe obowiązki, mają stereotypowo kobiece hobby itd. Wydaje mi się, że to kluczowe dla współczesnego feminizmu, aby mali chłopcy zrozumieli, że toksyczna męskość promowana w większości tekstów popkultury nie jest jedyną opcją, a empatia i wrażliwość nie są cechami przynależnymi tylko kobietom i postaciom queer.

Daniel Jackson, archeolog z serialu Stargate
Co powiecie na taki przykład? Daniel Jackson, Stargate SG-1

Ginny

1. Czego oczekujesz od dobrej reprezentacji?

Dobrego researchu oraz inkluzywności i intersekcjonalności. I odpowiedzialności za to, jak autorka daną mniejszość pokazuje. Osób z grup mniejszościowych nie muszą pisać ich członkinie, ale powinny w swoim pisaniu ich nie przekłamywać, nie wpisywać w stereotypy towarzyszące im czy to w życiu realnym, czy w popkulturze. Do tego potrzebna jest wiedza – a to, czy wynika z osobistego doświadczenia, czy z wiarygodnych źródeł, ma drugorzędne znaczenie. W tym sensie oddzielenie autorki od tekstu ma jak najbardziej rację bytu. Inkluzywność i intersekcjonalność z kolei jest dla mnie o tyle istotna, że nazbyt często autorki uznają, że skoro mają już postaci z jednej grupy, to nie trzeba im innych grup. I broń borze, żeby jedna postać była z więcej niż jednej mniejszości. Tymczasem kultura powinna odzwierciedlać świat realny i różnorodność zmagań, z jakimi borykają się prawdziwi ludzie. A te będą inne dla białej kobiety, niebiałej kobiety, białej kobiety queer, niebiałego geja z depresją, osoby niebinarnej płciowo z niepełnosprawnością itd. itp. Jako ludzie jesteśmy zbiorami cech, tożsamości, grup które zawsze jakoś będą się w nas przecinać. Dobra fikcja powinna to dostrzegać i komentować.

2. Czy możesz podać przykład dobrej reprezentacji – i wyjaśnić, dlaczego jest dobry?

Myślę, że mogłabym podać ich kilka, ale z tych, nad którymi w ostatnim czasie głębiej się zastanawiałam: Bill Potts z Doctor Who. Czyli czarnoskóra Brytyjka, prekariuszka i lesbijka – i dużo, dużo więcej, choć to już rzeczy niemniejszościowe i niedyskryminacyjne. To też w moim odczuciu najmniej archetypiczna, najbliższa realnemu życiu z towarzyszek Doktora w całym New Who. Jedyna, której nie określono mianem „Kobiety/dziewczyny, która…”, sprowadzając do jakiejś roli fabularnej.

Choć w serialu nie jest ta intersekcjonalność mocno podkreślana, to sytuacja życiowa, w jakiej zastajemy Bill, wyraźnie wynika właśnie z przenikających się wykluczeń bohaterki. To młoda kobieta, która zamiast zdobywać wymarzoną wyższą edukację, ląduje w uniwersyteckim bufecie, gdzie serwuje frytki. Problemem nie jest jej słabość w nauce, bo widzimy, że to bystra osoba, która kiedy dostaje możliwość studiowania, radzi sobie bardzo dobrze. Trudno więc tłumaczyć sobie jej status inaczej niż internalizowanym przez społeczeństwo instytucjonalnym rasizmem i mizoginią, które sprawiają, że z powodu swojego koloru skóry i płci dostaje ona mniej szans na dobrze płatną pracę czy właśnie podjęcie studiów, o których marzy (między innymi ten problem, na przykładzie właśnie brytyjskiego społeczeństwa, opisuje w swoim reportażu Dlaczego nie rozmawiam już z białymi ludźmi o kolorze skóry Reni-Eddo Lodge, a który to reportaż z całego serca wam polecam). Odnośnie orientacji zaś bardzo podoba mi się to, że Bill nie jest ani całkowicie w szafie, ani całkowicie wyoutowana, tylko wychodzi z tej szafy, kiedy potrzebuje – czyni to po wielokroć – choć też nie przed każdym. Nie każdemu ufa na tyle, by mu o tym powiedzieć, choć też trudno powiedzieć, żeby się z tym ukrywała. Symptomatyczna jest tu relacja z jej przybraną matką, której Bill nie mówi niczego głośno, otwarcie i wprost, ale która też wyraźnie nie pomyśli nawet, że Bill może nie być heteroseksualna – nawet gdy ta przyprowadza do domu w ramach randki „koleżankę”.

Bill Potts, bohaterka 10 serii Doctor Who

3. Co sądzisz o zarzucie, że oczekiwanie reprezentacji prowadzi do wprowadzania tokenowych postaci? Jeśli tak – jak się przed tokenizacją bronić?

Jeśli zarzucający przez „oczekiwanie reprezentacji” mają na myśli dorzuconą do, poza tym niemniejszościowej, grupy postaci jedną postać reprezentującą jedną mniejszość lub ewentualnie parę takich postaci, ale każdą reprezentującą tylko jedną mniejszość, to owszem, wtedy dojdzie do tokenizacji. Taka postać będzie automatycznie reprezentować całą grupę. Dlatego dobrze jest wprowadzać więcej postaci tego samego typu – by pokazać różnorodność także w obrębie mniejszości. Świetnym przykładem jest tu wspomniane już wyżej Brooklyn Nine-Nine, gdzie w głównej obsadzie mamy dwie latynoskie policjantki, dwie postaci queerowe (plus męża jednej z nich na drugim planie), trzy kobiety, dwie postaci czarnoskóre i kilku mężczyzn, którzy nie wpisują się zupełnie w schemat toksycznej męskości. Główna obsada serialu – dodam – ma dziewięć postaci.

4. Co sądzisz o ruchu #ownvoices?

Myślę, że moja odpowiedź na pierwsze pytanie trochę już pokazuje mój stosunek do tego typu inicjatyw. Jednakże równocześnie osoby należące do danych mniejszości powinny mieć możliwość, by mówić o swoim doświadczeniu i walka o otwieranie dla nich dotychczas zamkniętych drzwi to dobra inicjatywa. A ci, którzy do tych mniejszości nie należą, powinni się w ich głosy wsłuchiwać i przede wszystkim otworzyć się na refleksję w kwestiach, które są poprzez #ownvoices podnoszone. A jeśli będą tworzyć takie postaci, to właśnie w oparciu o to, czego dowiedzą się od przedstawicieli tych grup, a nie w oparciu o własne widzimisię. Nie należy jednak zamykać możliwości pisania o mniejszościach autorkom, które same nie należą do tych mniejszości (to zresztą technicznie niemożliwe). Gdyby jednak się tak dało, zostalibyśmy z większością białych autorek w najlepszym razie zaludniającą swoje światy li i wyłącznie białoskórymi pełnosprawnymi kobietami. A myślę, że z takim wypaczeniem dobrej i potrzebnej inicjatywy nie chcemy mieć do czynienia.

Dochodzi do tego także kwestia przymusu deklarowania się. O ile koloru skóry autorki nie da się specjalnie ukryć, jeśli szuka się na jej temat informacji, o tyle pochodzenie z konkretnej już części świata, queerowość czy część schorzeń jak najbardziej. A nie powinniśmy od nikogo wymagać, by się ujawniał – jeśli sama tego nie chce. I to dotyczy także twórczyń.

Zostaje też kwestia tego, że nie każda autorka czuje się dobrze, przelewając w twórczość swoje własne doświadczenia. Dla niektórych z nas będzie to zbyt bliskie autobiografizmu, gdy dla innych może mieć funkcję terapeutyczną czy edukacyjną albo być zupełnie oderwane od nas konkretnie jako ludzi. Ale należy pamiętać i uszanować to, że nie każda autorka należąca do mniejszości będzie chciała pisać z własnego doświadczenia.

Ostatecznie jednak, jeśli będzie to #ownvoices pozbawione elementu zakazu, przymusu i outowania wbrew woli, to jak najbardziej jestem za.

Obsada Brooklyn Nine-Nine
Ponownie Brooklyn Nine-Nine – bo to naprawdę dobry przykład!

5. Jak wspierać twórców z grup marginalizowanych?

Kupować ich teksty, pisać recenzje, odzywać się w social mediach – z umiarem i bez przesady, oczywiście – z dobrym słowem o ich twórczości, o tym jak ważna jest dla nas. I, przede wszystkim, rozmawiać o tych tekstach i autorkach i o tym, dlaczego są tak dobre i ważne.

6. Czego reprezentację chciałabyś zobaczyć w popkulturze?

Poza tym, o czym wspomniały moje przedmówczynie, tak najbardziej osobiście: aromantyczności i niebinarności płciowej. O ile powoli pojawia się większa reprezentacja osób aseksualnych, a binarna transpłciowość jest już w jakiś sposób ugruntowana w popkulturze (choć na obu tych polach potrzeba jeszcze ogromu pracy), o tyle praktycznie nie słyszę o postaciach aromantycznych, a niebinarną kojarzę dosłownie jedną i to tylko drugoplanową.