Odkrycia 2018

Wraz z końcem grudnia nadchodzi czas podsumowań i postanowień. Korzystając z tej okazji, postanowiłyśmy podzielić się z wami naszymi najbardziej pozytywnymi odkryciami ostatniego roku z dziedziny szeroko pojętej popkultury. Zachęcamy do zapoznania się z poniższym zestawieniem – a nuż znajdzie się coś, co warto będzie nadrobić zanim rozpoczną się premiery roku 2019?

KSIĄŻKI

Okładka książki "Córki Wawelu"Córki Wawelu/Anna Brzezińska

Kiedy czytałam „Córki Wawelu”, towarzyszyła mi jedna myśl: dobrze, że w dzieciństwie nikt mnie w ten sposób nie uczył historii. Bo gdyby uczył, to nic by mnie nie powstrzymało przed pójściem na historię, a potem może i doktoratem, więc nie zostałabym antropolożką. Opowieść o jagiellońskich królewnach pozwala poczuć, że przeszłość to nie pusta przestrzeń upstrzona królami i bitwami. To żywa, choć nieistniejąca już kraina, zaludniona przez prawdziwych, nieskończenie fascynujących ludzi, przedziwne zwyczaje i poglądy, ale też przez bardzo nam bliskie namiętności i postawy. Czytając „Córki Wawelu” miałam też wrażenie, jakby oddawano mi coś, co zrabowano mi tak dawno, że zapomniałam nie tylko co to było, ale że w ogóle zrabowane zostało – mianowicie fakt istnienia kobiet w historii dawniejszej niż historia dwudziestego i może kawałka dziewiętnastego wieku. (Marta Malinowska)

Zabójcza sprawiedliwość, Zabójczy miecz/Ann Leckie

„Transhumanizm jest nie dla mnie”, powtarzałam zawsze. „Nie wierzę w ludzi bez ciała”.
„Poczytaj Ann Leckie, tam jest transhumanizm z ciałem”, usłyszałam pewnego dnia w odpowiedzi od przyjaciółki, której polecanek nie potrafię zignorować. I bardzo dobrze, że nie potrafię, bo wpadłam po uszy. Cykl Ann Leckie, który w polskiej wersji doczekał się naprawdę odstraszających tytułów to niesamowita opowieść o człowieczeństwie, jego możliwościach i ograniczeniach, z fascynującą kulturą i światem oraz metaforami które zapierają dech w piersiach. (Marta Malinowska)

Mit Urody/Naomi Wolf

Był to mój pierwszy kontakt z literaturą feministyczną i choć książka jest już dość leciwa (skupia się na zagadnieniach aktualnych na przełomie lat ‘80 i ‘90), zdecydowanie warto się z nią zapoznać. Choć nie zgadzam się ze wszystkimi tezami stawianymi przez autorkę, a także uzupełniłabym tę książkę o tematy związane z niebinarnością płci, uważam, że fantastycznie porządkuje i wyjaśnia zjawiska, które również obecnie są związane z postrzeganiem kobiety w społeczeństwie. (Laba)

Okładka książki "Problem trzech ciał"Problem trzech ciał/Cixin Liu

To moje bardzo świeże odkrycie – tak bardzo świeże, że mogę się wypowiedzieć tylko o pierwszym tomie, który wgniótł mnie w ziemię: ciężarem chińskiej historii najnowszej, ponurą myślą, że po nas niechże będzie wreszcie ten potop, ostatnim akapitem autorskiego posłowia. Utonęłam w tej książce, jej powolnym stylu, fizycznych, astronomicznych i matematycznych rozważaniach, onirycznych fragmentach o grze, zagubieniu bohaterów. To niby zwyczajne, klasyczne wręcz hard SF; niby nie ma w nim tego, co lewarkowy lud najchętniej by wypatrywał – ale to chyba jedna z moich najnowszych ulubionych książek i nie mogę się doczekać, aż w moje ręce wpadną następne tomy. Choć zarazem trochę się ich obawiam. (Magdalena Stonawska)

Olga i osty/Agnieszka Hałas

Miałam już okazję szerzej się rozpisać, dlaczego przypadkowe spotkanie z tą powieścią było dla mnie bardzo ważne. Ogromnie mnie zaskoczyła i do dziś, choć czytałam ją wiele miesięcy temu, gdy ją wspominam, czuję smutek – ale ten rodzaj smutku, który jest w jakiś sposób przyjemny i oczyszczający. Może uderzyła we mnie zbyt w punkt; może nieco dowartościowała; nie jestem pewna, co w tej powieści tak mocno do mnie przemówiło, ale od samego pisania o niej mam ochotę przeczytać ją ponownie. (Magdalena Stonawska)

OPOWIADANIA

Panzerfaust/Przemysław Zańko

Umierający na polu bitwy żołnierz – sprytny i ambitny Antek – zawiera umowę z diabłem. Próbując się z niej później wyplątać, zahaczy o piekło, światy alternatywne i wiele innych miejsc. A przy tym diabeł wcale może nie być największym problemem Antka. Panzerfaust to wartka historia pełna humoru, zwrotów akcji i niesamowitych konceptów, a przy tym ogromny krok w rozwoju młodego i niesamowicie utalentowanego autora. (Artur Nowrot)

Okładka zbioru opowiadań Jemisin: "How long 'til Black Future Month?"Those Who Stay And Fight/N.K. Jemisin

No dobrze, to że Jemisin jest najlepsza to nie jest odkrycie tego roku, ale „How Long Until Black Future Month” wyszło pod koniec listopada i otwierający je tekst – odpowiedź na legendarne opowiadanie Ursuli Le Guin „Ci, którzy odchodzą z Omelas” – jest po prostu genialny. Wyczucie z jakim Jemisin prowadzi narrację i puenta, która absolutnie nie pozwala przejść obok tekstu obojętnie sprawiają, że jest to jeden z tych tekstów, które autentycznie zmieniają świat. (Marta Malinowska)

Kołysanki Ziem Jałowych/Karolina Fedyk

(Full disclosure, ja, polecająca, przyjaźnię się z autorką tego opowiadania) „Kołysanki…” są o wielu rzeczach, ale dla mnie najważniejszą z nich było podejście do relacji głównej bohaterki z ludźmi – jej świadomość siebie i tego, co się z nią dzieje. Jeśli opowiadanie Jemisin, które polecam wyżej, jest tekstem który człowieka wystrzeliwuje z bierności do działania, to „Kołysanki…” są takim, który zachęca do uważności, przyglądania się sobie, kontekstom, sytuacjom, motywom własnym i cudzym, bo tylko to pozwala się wyrwać z bierności, senności i innych pułapek, które zastawiają na nas starzy, potężni magowie. (Marta Malinowska)

Okładka opowiadania "Szaławiła" Marty KisielSzaławiła/Marta Kisiel

Mój tegoroczny zajdlowy faworyt; opowiadanie, które czytałam w pociągu i kojarzy mi się ze słońcem i zielenią i radością. Ciepła, prosta historia z niesamowicie sympatycznymi bohaterami, z rodzaju tych, które nie tylko wprawiają w dobry nastrój podczas lektury, ale sprawiają, że on wraca za każdym razem, gdy wróci się myślami do tego świata. Marta Kisiel jest naszym wielkim skarbem – wiedziałam o tym już wcześniej, ale jeśli ktoś chciałby to sprawdzić, to „Szaławiła” jest świetnym początkiem. (Magdalena Stonawska)

 

PISARKI I PISARZE

Charlie Jane Anders

Może mogłabym zapisać tę autorkę, wraz z jej powieścią „All the Birds in the Sky” w kategorii książki, ale dla mnie to było przede wszystkim odkrycie osoby autorskiej właśnie. Jest coś w tym jak i o czym pisze Charlie Jane Anders, że z niecierpliwością, czekam na jej kolejną powieść, która ukaże się w lutym 2019 roku – „The City in the Middle of the Night” i będę czekać na każdą następną. To coś, co porusza, sięgając do samego serca, wyciągając na światło dzienne to co bolesne, a jednocześnie dające nadzieję. (Ginny Nawrocka)

Noelle Stevenson

To z kolei może bardziej naciągana pod kategorię nominacja, ponieważ Noelle Stevenson pisze raczej komiksy tudzież niedawno, także scenariusze serialowe niż powieści (w jej twórczość wliczają się m.in. „Nimona” i niedawno „She-Ra”). Ale ponownie, należy się tu wyróżnienie dla autorki, która w swojej twórczości miesza magię, technologię i ciepły humor, jednocześnie nie deprecjonując ważkości trudnych przeżyć i ich wpływu na to kim się stajemy. W jej tekstach odnajduję zrozumienie i akceptację, które są wielu z nas potrzebne, w tym trudnym świecie. (Ginny Nawrocka)

Marta Kisiel

Porównywanie humoru Marty Kisiel z humorem Terry’ego Pratchetta uważam za mocno nietrafione, ale mimo to chciałabym wspomnieć w tym miejscu także ją. Jej powieści bowiem są lekkie, zabawne i sprawnie napisane. Nie są to może arcydzieła nad arcydziełami, ale też wcale nie muszą być, a jeśli macie spędzić kilka miłych wieczorów z całkiem mądrą lekturą (tudzież, sprezentować komuś taką), to powieści i opowiadania Marty Kisiel będą bardzo dobrym wyborem. (Ginny Nawrocka)

N.K. Jemisin

O tej genialnej pisarce zrobiło się niedawno głośno, kiedy po raz trzeci z rzędu wygrała nagrodę Hugo, za trzeci tom Trylogii Pękniętej Ziemi. Autorkę poznałam przez trylogię właśnie i od tego czasu jestem absolutną fanką. Na razie zabieram się za najnowszą książkę pisarki, zbiór opowiadań pt. „How Long ‘Till Black Future Month”, ale na liście mam już wszystkie jej poprzednie dzieła i zamierzam się nimi cieszyć aż do wyjścia kolejnej książki. Jemisin gwarantuje bowiem nienaganny styl, dziwne i epickie światotwórstwo i skomplikowanych bohaterów, którzy pozostają z nami na długo. Dawno nie czułam, żeby czyjeś pisanie tak ze mną rezonowało jak w przypadku Jemisin. (Katarzyna Nowacka)

Krystyna Chodorowska

„Jeden spalony rzut” to jeden z moich ulubionych tekstów, jakie znalazły się w „Skafandrze i meloniku”, antologii Sekcji Literackiej Śląskiego Klubu Fantastyki. Opowiadanie zafascynowało mnie szczegółowością opisu pracy strażaków gaszących pożary lasów i bardzo subtelnym fantastycznym konceptem, tak subtelnym, że w zasadzie można dyskutować, czy to już fantastyka, czy może jeszcze metafora. Już wiem, że w nadchodzącym roku sięgnę po powieść autorki zatytułowaną „Triskel. Gwardia” i mam nadzieję na długą, dostarczającą wielu czytelniczych wrażeń znajomość. (Artur Nowrot)

Roshani Chokshi

„Aru Shah i Koniec Czasu” miałam przyjemność recenzować, jednak książkami, które sprawiły, że do reszty zakochałam się w stylu tej autorki były „The Star-Touched Queen” oraz „A Crow of Wishes”. Roshani Chokshi urzeka nie tylko dobrze skonstruowanymi postaciami czy humorem wplecionym nawet i w najbardziej dramatyczne historie, ale przede wszystkim przepięknym, lirycznym językiem, przywodzącym na myśl „Księgę Tysiąca i Jednej Nocy”. Nie bez znaczenia pozostaje też jej ogromna znajomość mitologii oraz kultur wschodu. Korzystając ze znanych motywów, stwarza światy, w których nie sposób nie zatonąć. Z niecierpliwością oczekuję więc jej nowej powieści, „The Gilded Wolves”, która ma ukazać się już w styczniu. (Zuzanna ‘Pryvian’ Śliwa)

FILMY

Black Panther/reż. Ryan Coogler

Zdecydowanie był to dla mnie film 2018 roku. Do dzisiaj pamiętam walentynkowy seans, po którym wyszłam z kina zachwycona i przez kolejne trzy godziny opowiadałam o tym, jaki to jest dobry film. Przede wszystkim w tym, że udowadnia, że można zrobić hollywoodzki superbohaterski film akcji, którego bohaterowie nie będą biali i generyczni, sceneria nie będzie ograna, a historia choć rozkosznie wpisująca się w schematy dobrego dramatu zaskoczy tematami i wątkami, o które zahacza. No i błyszczały w tym filmie doskonale napisane i zagrane postaci kobiece, którym towarzyszyli całkiem interesujący i budzący emocje bohaterowie męscy. Aż mam ochotę obejrzeć ten film szósty raz. (Katarzyna Nowacka)

Plakat filmu "Black Panther"

SERIALE

One Day at a Time/Netflix

Ten rok był dla mnie rokiem cudownych seriali, ale to jest sitcom, który absolutnie mnie rozbroił. Oglądałam go w ciężkiej dla mnie chwili i choć większość odcinków była dla mnie raczej zabawną odskocznią od rzeczywistości, o tyle kilka (zwłaszcza odcinek o radzeniu sobie z depresją) naprawdę wywołało u mnie łzy. To bardzo dobrze zagrany i napisany serial, śmiejący się do bohaterów nie z nich i poruszający dużo ważnych współczesnych problemów. Do tego zawiera masę przeuroczych wątków i autentycznie zabawnych żartów. Nie mogę się doczekać na trzeci sezon(Katarzyna Nowacka)

Marcella/ITV/Netflix

Trafiłam na ten serial trochę przypadkiem na Netfliksie, ale natychmiast mnie wciągnął – zaczęłam go oglądać w niedzielę i jednym ciągiem obejrzałam półtora sezonu. I pewnie obejrzałabym drugi do końca, gdybym następnego dnia nie musiała iść rano do pracy.
To dosyć interesujący przypadek, bo jest skandynawskim kryminałem (scenariusz napisał Hans Rosenfeld, autor serialu „Most nad Sundem”), a jednocześnie produkcją brytyjską, rozgrywającą się w Londynie. W tej chwili istnieją dwa sezony, każdy z nich zawiera śledztwo w sprawie seryjnego zabójcy – w pierwszym sezonie ktoś zabija kobiety, w drugim – dzieci. Główną bohaterką jest policjantka, która właśnie rozstała się z mężem i wraca do pracy po kilkuletniej przerwie, chociaż ma problemy psychiczne, z którymi dopiero musi się zmierzyć.
Serial bywa brutalny, więc jeśli ktoś szuka miłej produkcji, to zdecydowanie nie jest to – ale jednocześnie jest tam mnóstwo dobrych rzeczy: w każdym sezonie pojawiają się pary jednopłciowe i są traktowane jako coś zupełnie naturalnego i oczywistego, a rozmowy Marcelli i Tima z pierwszego sezonu można by pokazywać na lekcjach edukacji seksualnej jako przykład, o co chodzi z tą zgodą. I zdecydowanym plusem tego serialu jest jeszcze to, że jeśli dana postać zachowuje się w sposób przekraczający w jakiś sposób granice, to zawsze jest zamierzone przez twórców – toteż nigdy nie miałam wrażenia, że serial ignoruje problematyczne zachowania bohaterów. (Andromeda Mirtle)

Plakat serialu Marcella

Hornblower/ITV

Parę moich koleżanek absolutnie zakochało się w tym serialu i zaczęłam go oglądać z ciekawości, co je tak wciągnęło w przygodach młodego Anglika, który wstąpił do brytyjskiej marynarki pod koniec osiemnastego wieku. No i szybko wsiąkłam, bo „Hornblower” jest po prostu przesympatycznym serialem i ma świetnie napisane męskie przyjaźnie. Wydaje mi się, że rzadko się zdarza, by w serialach bohaterowie płci męskiej rozmawiali o swoich problemach i się wspierali, a tutaj to wszystko jest. Poza tym niesamowicie podoba mi się to, że pozytywni bohaterowie są naprawdę porządni i można im kibicować bez obaw, że nagle coś im odbije i zrobią coś naprawdę okropnego. Oczywiście zdarza się im popełniać błędy, ale mają one swoje konsekwencje fabularne i nikt nie zamiata ich pod dywan.
Niestety, serial został skasowany znienacka, więc po prostu się urywa po jednej z przygód. (Andromeda Mirtle)

Fullmetal Alchemist

Przyznam szczerze, że zazwyczaj niespecjalnie interesuję się japońskimi produkcjami, ale na początku roku dałam się wciągnąć w świat „Stalowego Alchemika” i nie żałuję. Od razu zaznaczę, że na podstawie mangi o tym tytule powstały dwa seriale: „Fullmetal Alchemist” z 2003 roku (który stworzono, kiedy manga jeszcze nie była ukończona, więc fabuła w pewnym momencie zaczyna rozwijać się we własnym kierunku) i „Fullmetal Alchemist: Brotherhood” z 2009 roku (który dosyć wiernie oddaje wydarzenia z mangi). Oba mają swoje wady i zalety, na przykład w tym pierwszym fabuła rozwija się o wiele wolniej, więc jest więcej czasu, by spokojnie poznać bohaterów i świat; natomiast w „Brotherhood” dzięki szybszemu tempu możemy przeżyć więcej przygód i odwiedzić więcej ciekawych miejsc.

Zarówno manga, jak i oba seriale poruszają wiele ważnych problemów dotyczących człowieczeństwa, etyki postępowania (chociażby w kwestii eksperymentów naukowych czy posłuszeństwa rozkazom przełożonych, ale nie tylko) i wielokrotnie łamią serce. Ale bywają też niesamowicie zabawne. Postacie są ciekawe i łatwo je polubić i im kibicować. Dlatego też polecam „Fullmetal Alchemist” w każdym wydaniu, bo to historia przygodowa, która wciąga, wywołuje emocje i zmusza do refleksji. (Andromeda Mirtle)

Plakat anime "Boku no hero academia"Boku no Hero Academia

Choć popularność tej produkcji trwa nieprzerwanie od dobrych paru lat, zabrałam się za nią dopiero w te wakacje. Okazało się, że oferuje dokładnie to, czego akurat potrzebowałam – idealny balans między dramatem, bijatyką a cudownym, ciepłym wholesome. Bohaterowie zapadają w pamięć i mają między sobą wspaniale zarysowane relacje (właściwie wszystkie ważniejsze postaci mają ze sobą wyraziste interakcje, co skrzętnie wykorzystują autorzy fanfiction), fabuła wciąga jak odkurzacz, a choć pomysł na świat przedstawiony jest mocno wtórny (niedaleka przyszłość, supermoce są czymś codziennym, a ich powszechność doprowadziła do powstania profesji superbohatera), został podany w tak umiejętny sposób, że zarówno oglądanie anime jak i czytanie mangi jest czystą przyjemnością. Wisienką na torcie jest fantastyczna muzyka, zwłaszcza pierwsza czołówka („The Day”, Porno Graffiti). Jeśli ktoś ma ochotę na coś lekkiego, a jednocześnie nieobrażającego inteligencji widza – serdecznie zachęcam. (Laba)

The sound of your heart

Pierwsza koreańska drama, którą obejrzałam, okazała się być strzałem w dziesiątkę. Serial oparty o komiks internetowy o takim samym tytule, opowiada o codziennym życiu rysownika Jo Seoka i jego rodziny. Cierpki, sarkastyczny humor i bohaterowie, którzy przegrywają swoje życie na tak wiele (niesłychanie zabawnych!) sposobów czynią z tej produkcji idealne uzupełnienie odprężającego wieczoru z kocem i kubkiem wypełnionym ulubionym płynem. (Laba)

GRY

Podręcznik i zestaw kart do gry "Dialect"Dialect/Thorny Games

Thorny Games to duet twórców gier narracyjnych, których mechanika opiera się na języku, a „Dialect” to ich najnowsze i chyba aktualnie najbardziej ukochane dzieło. Gra pozwala stworzyć opowieść o odizolowanej społeczności i tym jak jej izolacja się kończy, a wszystko to dzięki mechanice, zmuszającej graczy to tworzenia języka, którym ta społeczność się posługuje. Gra jest bardzo elegancka, dobrze przemyślana, niezwykle emocjonalna, a do tego przepiękna. Jej jedynym minusem jest bariera językowa (jest dostępna tylko po angielsku) i, być może, konieczność wydrukowania kart. (Marta Malinowska)

Beholder, Beholder 2/Warm Lamp Games

Jak to jest być urzędnikiem w totalitarnym państwie? Nigdy specjalnie się nad tym nie zastanawiałam, ale jako że uwielbiam gry, gdzie ważne są wybory dokonywane podczas trwania fabuły stwierdziłam, że w sumie można się przekonać. Graficzna prostota, mechanika również niezbyt skomplikowana (chociaż rozwinięta w drugiej części, co trzeba zaznaczyć), ale stoją za nimi dwie poruszające i dogłębnie przemyślane historie. Polecam, szczególnie, że pierwsza część jest dość znacznie przeceniona na Steamie i może nadarza się okazja, aby dać temu tytułowi szansę, na którą bardzo zasługuje. (Zuzanna ‘Pryvian’ Śliwa)

Okładka podręcznika RPG "Capharnaum - The Tales of the Dragon-Marked"Capharnaüm – The Tales of Dragon-Marked/Studio Deadcrows

Już kilkakrotnie zdarzało mi się wspominać na Lewej Ręce, że jestem olbrzymią fanką „Księgi Tysiąca i Jednej Nocy”. Jestem też zapaloną graczką oraz mistrzynią gry i szczerze mówiąc bardzo tęskniłam za jakimś systemem osadzonym w bardziej arabskich klimatach, bo walka z goblinami i wampirami jest przyjemna, ale pohandlowałoby się też z jakimiś dżinnami. O „Capharnaüm” słyszałam jakieś ciche przebąkiwania, ale oryginalny podręcznik został napisany w języku francuskim, co odrobinę studziło mój zapał. W tym roku ukazało się jednak tłumaczenie na język angielski – warte każdego z osiemnastu funtów. Książka jest wizualnie przepiękna, a twórcy wyciągają z legend, mitów oraz historii krucjat to co najlepsze i najbardziej ekscytujące. I, jak sami zaznaczają na samym początku, część z ludów zamieszkujących ten świat może wydawać się dość staroświecka i przywiązana do niezbyt przyjemnych z naszego punktu widzenia konceptów – to jednak nie oznacza, że postacie graczy muszą podzielać światopogląd swoich ziomków. Bohaterowie mają przecież zmieniać świat, nieprawdaż? A ten konkretny zasługuje na odkrycie i wiele długich godzin wspaniałej rozrywki. (Zuzanna ‘Pryvian’ Śliwa)

Doki Doki Literature Club – Dan Salvato

Myślę, że każdy, kto w miarę regularnie odwiedza internet spotkał się ze wzmianką na temat tej gry. Na pierwszy rzut oka zwyczajny symulator randkowy (wcielamy się w postać ucznia liceum, który pod wpływem swojej przyjaciółki z dzieciństwa wstępuje do Klubu Literackiego, w którym poznaje trzy piękne uczennice) okazuje się być zmyślnie skonstruowanym horrorem. Sielankowa atmosfera gęstnieje stopniowo, choć konsekwentnie, by doprowadzić do nadspodziewanie zaskakującego finału – i choćby dla niego naprawdę warto unikać spoilerów. Ponad to, fani DDLC okazali się nadzwyczaj produktywni, dlatego jeśli ktoś odkryje już wszystkie ukryte ścieżki i easter eggi, ma do dyspozycji całą masę modów oraz przyprawiających o ciarki teorii spiskowych. Dla fanów horrorów – pozycja absolutnie obowiązkowa. (Laba)

KOMIKSY

Okładka komiksu "More Than Meet the Eye"More Than Meets The Eye, Lost Light/James Roberts, Alex Milne, Jack Lawrence

Jeśli w dzieciństwie byliście (i może nadal jesteście?) fanami Transformerów – powinniście przeczytać „More Than Meets The Eye” i „Lost Light”.
Jeśli, tak jak ja, uważaliście, że w historii o zmieniających się w pojazdy robotach nie może być niczego ciekawego – powinniście przeczytać „More Than Meets The Eye” i „Lost Light”.
Jeśli lubicie świetnie napisane, różnorodne, konsekwentnie poprowadzone postaci – powinniście przeczytać „More Than Meets The Eye” i „Lost Light”.
Jeśli lubicie epickie, mroczne space opery – powinniście przeczytać „More Than Meets The Eye” i „Lost Light”.
Jeśli marzycie o queerowej historii, w której płeć i gender bohaterów są względne, a heteroseksualne postaci praktycznie nie istnieją – powinniście przeczytać „More Than Meets The Eye” i „Lost Light”.
Jeśli lubicie wzruszające, tragiczne, ale i szczęśliwe – queerowe! – romanse – powinniście przeczytać „More Than Meets The Eye” i „Lost Light”.
Jeśli lubicie fascynujące czarne charaktery – i konsekwentnie poprowadzone redemption arcs – powinniście przeczytać „More Than Meets The Eye” i „Lost Light”.
Jeśli lubicie historie o obcych kulturach i ich mitologiach – powinniście przeczytać „More Than Meets The Eye” i „Lost Light”.
Jeśli lubicie historie, które złamią wam serce – powinniście przeczytać „More Than Meets The Eye” i „Lost Light”.
An opierała się przez cztery lata. Nie bądźcie jak An! (Anna Łagan)

Exit Stage Left: The Snagglepuss Chronicles/Mark Russell, Mike Feehan, Mark Morales

Historia antropomorficznej homoseksualnej różowej pantery/scenarzysty teatralnego, który w ogarniętych antykomunistyczną gorączką Stanach Zjednoczonych walczy przeciwko cenzorom chcącym usunąć „zboczeńców” z życia publicznego. Komiks wywołujący smutek, gniew, ale ostatecznie także nadzieję, że być może sztuka jest w stanie coś zmienić. (Artur Nowrot)