Olga po drugiej stronie lustra (Olga i osty, A. Hałas)

W szarym mieście (Lublinie) w szarym kraju (Polsce) mieszka sobie szara kobieta (Olga), której nie wiedzie się najlepiej. Zlecenia są nieregularne i kiepsko płatne, wydawnictwa spóźniają się z wypłatami, laptop się psuje, okulary się rozbijają, długi rosną, samoocena spada… Olga nie jest ze swojego życia zbyt zadowolona. Nie zanosi się też na to, by cokolwiek miało się zmienić (chyba że na gorsze), a do tego nie ma na świecie nikogo oprócz brata, z którym się nie dogaduje − dawni znajomi od RPG-ów i spotkań w klubie fantastyki rozpierzchli się po świecie, ojciec odszedł wiele lat temu, a matka niedawno zmarła po długiej walce z nowotworem. Kiedy więc przez przypadek − chciała tylko uratować poparzonego kota! − trafia do domu czarodzieja i słyszy propozycję, czy może chciałaby rzucić wszystko w diabły, by sprzątać mu i gotować, stuka się w głowę, zastanawia może pięć sekund i stwierdza „no jasne, czemu nie”. Prekariusze tak mają.

Zaświat, w którym znalazła się Olga, nie jest szary, bo codziennie o świcie magiczne stworzenia nadają mu kolory. Potężny czarodziej buduje mechanizmy pozytywek, a osoba, która dziś je owsiankę przy kuchennym stole, jutro nigdy nie będzie istnieć. Ciągnąca się od domu droga kusi, ale nie wolno ci nią iść – chcesz dotrzeć do krainy królowej ostów?

Na tym jednak podobieństwa do Ruchomego zamku Hauru się kończą i to dość gwałtownie. Powieść Agnieszki Hałas początkowo brzmi jak typowe fantasy z przejściem do magicznego świata, wyprawą, pokonaniem Tego Złego (lub Tej Złej), przywróceniem ładu i powrotem w chwale. Zanim jednak na dobre skieruje się w tę stronę, skręca gwałtownie i idzie zupełnie gdzie indziej, by pokazać zupełnie inną podróż i zupełnie inne misje do wykonania. Gra w życie jest trudniejsza od każdej sesji RPG i każdej przygody w krainie czarów. Niestety.

To nie jest powieść o tym, że szczęście i spełnienie można znaleźć tylko gdzieś daleko i w warunkach całkowicie odbiegających od codzienności. Nie jest to też powieść o tym, że szczęście czeka tuż za rogiem i wystarczy po nie sięgnąć. Olga i osty to przede wszystkim spojrzenie wgłąb bohaterki, bo to tam, w jej wspomnieniach, marzeniach, traumach i snach dzieją się rzeczy najciekawsze. Analiza decyzji podejmowanych przez Olgę (oraz Dominika, podobnie jak ona przytłoczonego życiem, szukającego ucieczki od losu, nad którym nie panuje) i sytuacji, kiedy jej decyzje nie mają żadnego znaczenia. Pokazanie świata, w którym wszystko się splata i nic nie jest tym, czym się wydaje być. Elementy fantastyczne – a może oniryczne? – to tylko jedna z wielu warstw, a ważniejsze od magicznej krainy jest prawdziwe, niezbyt szczęśliwe życie bohaterki, jej osamotnienie, kompleksy, depresja i blizny. Opisana z ogromną wrażliwością Olga bardzo szybko przestaje być fikcyjna, a smutek całej opowieści z każdą stroną staje się coraz bliższy, coraz bardziej rzeczywisty i coraz bardziej przejmujący.

Olga i osty to powieść trudna do zaklasyfikowania. Przewaga elementów obyczajowych zdaje się wyciągać ją trochę z fantastycznej niszy, ale dlaczego fantastyka miałaby oddać coś tak dobrego? To przede wszystkim wielowarstwowa, melancholijna, nieprzynosząca prostych odpowiedzi i pocieszenia powieść, w której wiele z nas, niestety, zobaczy swoje odbicie − ale za to odbicie opisane z niesamowitą empatią i w sposób intrygujący do ostatniej strony i poza nią.