Pandawa naszych czasów (Roshani Chokshi, Aru Shah i koniec czasu)

Bohaterowie. Bohaterki. Czy tym naprawdę była Aru? A może była po prostu kimś, kto popełnił wyjątkowy błąd i będzie musiał zrobić coś wyjątkowego, żeby to naprawić?

Ostatnimi czasy czytałam niewiele książek młodzieżowych, ponieważ doba okazywała się być za krótka, a stosik rzeczy do przeczytania i bez nich chwiał się niebezpiecznie. Jednakże koło Aru Shah i koniec czasu autorstwa Roshani Chokshi nie potrafiłam przejść obojętnie. Książka obiecywała mi wszystko to, co kocham: główną bohaterkę z bujną wyobraźnią, mitologię, Indie (a przynajmniej ich kulturę) i Królestwo Śmierci. I już na wstępie mogę powiedzieć, że wywiązała się z tej obietnicy z nawiązką.

Okładka książki Aru Shah i Koniec Czasu

Fabuła z początku nie wydaje się zbyt skomplikowana. Oto nasza dwunastoletnia protagonistka, Aru (a raczej Arundhati, co w sanskrycie oznacza „nieposkromioną”), zostaje przyłapana przez trójkę uczniów ze swojej szkoły na kłamstwie/drobnym nagięciu prawdy (niepotrzebne skreślić). Aby nie dopuścić, żeby jej mała tajemnica wyszła na jaw, Aru decyduje się udowodnić im, że czasem jednak mówi prawdę i że stara lampa, jeden z eksponatów w muzeum prowadzonym przez jej mamę, naprawdę jest przeklęta. Zapalenie jej może co prawda wywołać koniec świata, ale kto by się tym przejmował… Tak więc lampa zostaje zapalona, przetrzymywany w niej demon uwolniony i zdecydowanie są to idealne okoliczności do tego, by usłyszeć, że jest się reinkarnacją jednego z braci Pandawów, bohaterów heroicznego poematu indyjskiego. Nie ma jednak czasu, aby siąść i płakać, bo na uratowanie świata jest tylko osiem dni. Aru musi wziąć się w garść i wyruszyć w fantastyczną podróż razem z Mini (reinkarnacją drugiego z bohaterów, a w efekcie jej duchową siostrą) oraz Bu, marudnym „duchem opiekuńczym” w postaci gołębia. By zwyciężyć, dziewczynki będą musiały wykazać się nie tylko sprytem i inteligencją, ale także znajomością dawnych opowieści oraz umiejętnością przyznania się do popełnionych błędów.

Połowa przyjemności z czytania tej książki płynie właśnie z kreacji protagonistek i ich wzajemnej relacji. Aru jest niesamowicie sympatyczną bohaterką, czasem złośliwą, czasem wątpiącą w siebie i sens wszystkiego wokół, ale w gruncie rzeczy mającą dobre intencje. Nie sposób nie docenić jej specyficznego i odrobinę nerdowskiego poczucia humoru oraz olbrzymiego sprytu, co łączy ją zresztą z bohaterkami większości klasycznych baśni. Mini stanowi zaś na pozór jej całkowite przeciwieństwo – bardzo poważna, rzucająca naukowymi i medycznymi ciekawostkami (zwłaszcza dotyczącymi Rzeczy, Od Których Można Umrzeć), raczej nieśmiała, a przede wszystkim świadoma swojego quasi-boskiego pochodzenia. Na początku może trochę irytować, ale z biegiem akcji pokazuje, że jest odważną (nawet jeśli sama w to nie wierzy), lojalną i kochającą rodzinę bohaterką, której nie sposób nie kibicować.

Z pozostałych postaci na wyróżnienie na pewno zasługuje Bu, który stanowi gołębi odpowiednik Zazu z Króla Lwa, jedynie z trochę mroczniejszym i bardziej wciągającym backstory. Obok Śpiącego, czyli demona, którego uwolniła Aru, też nie da się przejść obojętnie. Zwłaszcza gdy już zaczniemy podejrzewać, że on może wcale nie jest zły dla samego bycia Mrocznym Złolem. Pojawiający się pod sam koniec Aiden budzi zainteresowanie i warto mieć na niego oko – jestem pewna, że odegra ważną rolę w kolejnych tomach. Jednakże postacią, która całkowicie skradła moje serce i sprawiła, że oczy mi lekko zwilgotniały, okazał się byt nie(do końca)ożywiony. Nie zdradzę nic więcej, bo nie chcę psuć niespodzianki – zapewniam jednak, że domyślicie się, o kogo chodzi, gdy tylko dziewczynki się na niego natkną!

Roshani Chokshi ujęła mnie swoją opowieścią i światem, który stworzyła. Światem, który skupiając się na przebogatej i przepięknej kulturze Indii, nie zamyka się na inne. Autorka co rusz daje nam znać, że boski wymiar, przez który podróżują bohaterki, jest tylko jedną z możliwości. Różne rodzaje magii, różni bogowie i różne języki mogą egzystować obok siebie bez przeszkód, mieszać się ze sobą i nikomu nie powinno to przeszkadzać. Jednocześnie ani na moment nie tracimy z oczu naszej rzeczywistości. Bohaterki mają na głowie nie tylko ratowanie czasu, ale też bardziej codzienne problemy – z akceptacją przez grupę rówieśniczą, z rodziną, pryszczami na nosie, pierwszymi zauroczeniami. Przepięknie uchwycony został także motyw śmierci i zapomnienia oraz radzenia sobie z nimi, co zasługuje na szczególny podziw, biorąc pod uwagę, że ta powieść kierowana jest raczej do młodszych czytelniczek. Do tego dochodzą intertekstualne nawiązania zarówno w narracji, jak i dialogach – najczęściej w żartach rzucanych przez Aru. Wyjątkowo ujęły mnie życzliwie ironiczne komentarze na temat stylistyki Bollywoodu (i muszę przyznać autorce rację – wjazd gdzieś na siedmiogłowym koniu jest bardziej efektowny niż nawet najbardziej kolorowa scena taneczna, w której dekoracje zmieniają się szybciej niż widz mruga).

Aru Shah i koniec czasu bez dwóch zdań należy do książek, które mogę polecić czytelniczkom i czytelnikom w każdym wieku. Jest zabawna, urocza, trzymająca w napięciu w odpowiednich momentach, ale przede wszystkim mądra. Uczy tego, że czasem da się przekuć swoje wady i niedoskonałości w zalety, że rodziny nie tworzą jedynie ludzie, z którymi jesteśmy biologicznie spokrewnieni. Oraz tego, że w baśniach zaklęta jest olbrzymia moc i warto po nie sięgać, nawet w XXI wieku. A także czerpać z nich garściami i tworzyć nowe, bo nasze czasy też potrzebują swoich bohaterek i bohaterów.

Na marginesie – książka jest częścią serii „Rick Riordan przedstawia”, którą „mają tworzyć przygodowe opowieści napisane przez autorów pochodzących z różnych kultur rzadziej prezentowanych w popularnych książkach, co pozwoli im opowiedzieć własne historie inspirowane ich narodową mitologią, folklorem i kulturą”. Dawno żadnemu projektowi literackiemu nie kibicowałam tak mocno. Ciepłych, mądrych i pasjonujących opowieści z czterech stron świata, do tego inspirowanych mitami i legendami nigdy za dużo! Mocno trzymam więc kciuki za wszystkich zaangażowanych autorów i autorki… I biegnę czytać kolejne książki Roshani Chokshi, bo ta pani bez wątpienia zasługuje na uwagę!