Sabrina, satanistyczna czarownica (Chilling Advantures of Sabrina, Netflix)

Recenzja zawiera drobne spoilery do serialu.

Zapewne wiele z was kojarzy serial z lat 90. – Sabrina the Teenage Witch. Opowiadał on w dość lekkim stylu o nastoletniej Sabrinie Spellman, mieszkającej z dwiema ciotkami i mówiącym kotem, Salemem. Sabrina próbuje ukrywać przed swoimi ludzkimi przyjaciółmi, że jest w połowie wiedźmą i żyć w miarę normalnym nastoletnim życiem. Choć oba seriale, Sabrina the Teenage Witch i nowa wersja przygód Sabriny od Netflixa bazują na komiksach wydawnictwa Archie Comics, Chilling Adventures of Sabrina nie jest prostym rebootem serialu sprzed dwóch dekad. Choć opowiada on o – w ogólnym zarysie – tych samych postaciach, ale jego źródłem jest komiks o tym samym tytule z 2014 roku. Chilling Adventures of Sabrina, na której bazuje serial Netflixa, opowiada o Sabrinie w mrocznym anturażu. Niestety, sama komiksów o Sabrinie nie czytałam, więc nie wiem, na ile serial opiera się na pierwowzorze. Moim jedynym odniesieniem jest serial z lat 90.

Czekałam na nową Sabrinę z ciekawością i obawą. Ciekawość brała się z tego, że sam pomysł na przedstawienie nam współczesnej, a jednocześnie mroczniejszej wersji przygód Sabriny to coś, co po prostu brzmi interesująco. Nawet więc jeśli satanizm to nie moja bajka, to wiedziałam, że tę odsłonę historii młodej czarownicy obejrzę. Obawa wynikała z kilku aspektów. Po pierwsze, to, co wygląda dobrze na papierze, nie zawsze wychodzi dobrze na ekranie. A osobiście mam raczej ograniczone zaufanie do twórców produkcji młodzieżowych. Dodatkowo samo Riverdale, którego twórcy są odpowiedzialni także za Chilling Advantures of Sabrina, znudziło mnie śmiertelnie w przeciągu pierwszych pięciu minut. Miałam też dość konkretne nadzieje odnośnie przedstawienia orientacji seksualnej Sabriny, których jednak serial, póki co, nie spełnił (więcej o podejściu do LGBTQIAP+ w CAoS opowiem dalej).

Obawiałam się też, czy nowy Salem będzie dobry. I, owszem, jest dobry. W CAoS rolę chowańca i (złośliwego) komentatora rzeczywistości podzielono między kota, którego słyszy tylko Sabrina i kuzyna Ambrose’a, przebywającego w ludzkiej postaci, co wyszło całkiem nieźle. Niemniej, mówiący Salem to mówiący Salem…

Kadr z serialu Chilling Adventures of Sabrina. W centrum kadru, młoda dziewczyna o krótkich, blond włosach. Nosi czerwony rozpięty płaszcz. W prawej dłoni trzyma długą gałąź.

W CAoS mamy do czynienia z czarownicami, które czczą diabła, a ich magia polega na moralnie złych czynach. Powstaje tu pole do pokazania dualizmu wiedźm i czarowników jako ludzi, którzy nie są wcale źli, a jednak sprawia im przyjemność moc czerpana od diabła; dla osiągania dobrych celów gotowych do więcej niż wątpliwych moralnie czynów. Niestety ten dualizm ogranicza się do ledwie kilku postaci. Najmocniej widać go właśnie w postaci Sabriny. Kiernan Shipka jest zdecydowanie odpowiednią aktorką do tej roli – jej Sabrina jest postacią moralnie złożoną i w tej złożoności wiarygodną, a jednocześnie przede wszystkim dobrą. Widać jej zmaganie z łączeniem życia w dwóch światach i to, jak coraz bardziej ją to wszystko męczy, aż do granicy choroby.

Poza Sabriną wspomniany dualizm widać jeszcze wyraźnie w jej ciotce Hildzie, kuzynie Ambrosie i jednym z uczniów akademii wiedźm, a w mniejszym stopniu także w drugiej z ciotek, Zeldzie. W jej przypadku jednak źródłem złożoności jest miłość do członkiń jej rodziny, a niekoniecznie poczucie tego, co dobre moralnie. Większość społeczności magicznej to jednak skostniałe społeczeństwo knujących złoli, którzy pomogą ci tylko jeśli sami uznają, że będą mieć w tym jakąś korzyść. Choć fabuła oparta o ten podział została bardzo dobrze poprowadzona, to  jednak szkoda, że serial nie zdecydował się na wprowadzenie mniej banalnego podziału na świat magii i świat śmiertelników. Tym bardziej, że opieranie konfliktu o to, co kobiece (ergo, lepsze) i męskie (ergo, gorsze i niestety dominujące obecnie), nie jest zbyt feministyczne w tym wyraźnie feminizującym serialu.

Serial w ogóle pewne wątki traktuje trochę zbyt po macoszemu. Jednym z nich są rodzice Sabriny. Choć pozornie kluczowi dla tego, kim jest i kim się staje bohaterka, nie dowiadujemy się nawet, jak dawno temu zniknęli z jej życia i na ile zdążyła ich poznać. Nikt nie mówi też o tym, jacy byli na co dzień, w zwyczajnych sytuacjach nikt ich nie wspomina. Jedyne wzmianki dotyczą ich woli co do tego, jak powinna wyglądać przyszłość Sabriny, wiemy też o nich to, że swoim związkiem złamali/nagięli prawo konwentu. W pewnym momencie wręcz musiałam sobie przypomnieć, że Zelda i Hilda miały też brata. Ta urwana relacja w serialu właściwie nie istnieje. Brakuje też nacisku ze strony Sabriny na zbadanie okoliczności zniknięcia jej rodziców, kiedy zostaje jej zasugerowane, że te są niejasne. To powinien być o wiele większy wątek.

Innym jest wspomniane LGBTQIAP+. W CAoS pojawiają się takie postaci, ale prawie dla żadnej ten wątek nie jest poprowadzony satysfakcjonująco. Zostaje wspomniane, że kiedyś wiedźmy były poliamoryczne, a teraz już nie są czy też są, ale w dużo mniejszym stopniu, w kontekście wygląda to jednak tak, jakby poliamoryczność była czymś złym, mniej ludzkim niż monogamia. Jest też postać transpłciowa, która wyraźnie zmaga się z własną płciowością (w serialu używa ona zaimków żeńskich, ale widać, że to męskie lub inne mogą być dla niej punktem docelowym) i w której rodzinie były takie osoby. Lecz choć nawet przyjaciele Suzie widzą, że to ją jakoś gryzie i pomagają jej, gdy inni są dla niej nieprzyjemni, nijak nie próbują jej pomóc zrozumieć, kim jest. To, że ktoś może trzy razy nazwie ją chłopcem, na co ona się ucieszy, to bardzo mało. Choć więc dobrze, że to się pojawia, to nie wystarczy. Nie jestem pewna też, czy sugerowanie, że transpłciowość może być czymś genetycznym, to dobra droga.

Do tego twórcy postanowili też, że wyoutowanie przez inną postać jednego z chłopców znęcających się nad Suzie będzie dobrym pomysłem. Choć to można by osadzić w kontekście serialu tak, by pokazać jako coś, czego się nie robi, wsadzono te słowa w usta jednej z pozytywnych postaci i nijak nie skomentowano tego, że to, co zrobiła, było złe.

To wszystko jednak nie przeszkadzało mi w czerpaniu przyjemności z seansu. Fabuła jest raczej prosta – opiera się na dylemacie Sabriny, czy powinna przyjąć czarny chrzest i oddać się pod panowanie szatana, a zarazem zerwać więź ze światem śmiertelników. Między wyborem tego, co sama chce zrobić, presją rodziny i knuciem innych poddanych diabła rozgrywa się codzienne życie nastoletniej pół śmiertelniczki, pół wiedźmy, w mniej więcej współczesnym świecie. Całość jest, jak wspomniałam, raczej dość zgrabnie napisana i wierzymy w dylematy postaci. Aktorsko błyszczy Kiernan Shipka, ale i pozostała obsada dobrze sprawdza się w swoich rolach, a postaci pozytywnych trudno nie polubić. Dodatkowo cała stylistyka serialu, zamkniętego gdzieś między wystylizowaną przeszłością a teraźniejszością, jest bardzo przyjemna estetycznie. Myślę też, że interesującym zabiegiem było rozmazanie kadrów. Sprawia to, że niektóre sceny trudno się przez to ogląda, niemniej takie wizualne zaznaczenie pewnej nierzeczywistości właściwie wszystkiego, co dzieje się przed naszymi oczami, to coś, co ostatecznie doceniłam. Choć więc tu czy tam miałam poczucie czy to niedosytu, czy to zawodu i w żadnym wypadku nie jest to serial bez wad, to wciąż warto go obejrzeć. Mam też nadzieję, że w przyszłych seriach twórcy postarają się wsłuchać w krytykę i podejść do tych wrażliwych kwestii z czymś więcej niż tylko dobre chęci, dając nam jeszcze lepszy serial niż w serii pierwszej.