Słuchowisko, które skradło mi serce (Steal the Stars, Tor Labs)

Nie mam nic przeciwko formule podcastu, ale nie jest to medium, po które często sięgam. Dla Steal the Stars, pierwszej tego typu produkcji Tor Labs we współpracy z Makiem Rogersem, zrobiłam jednak wyjątek — wszak twórcy obiecali historię tajemniczego ośrodka badawczego, niemożliwej kradzieży i płomiennej miłości. „Spróbujmy” — pomyślałam, włączając pierwszy odcinek, i… przepadłam.

Odsłuchałam całe Steal the Stars za jednym zamachem, robiąc tylko rzadkie przerwy na posiłki. To nie tak imponujące osiągnięcie, biorąc pod uwagę, że cała fabuła zamyka się w czternastu półgodzinnych odcinkach. Decyzja o tak skondensowanej formie nie była raczej łatwa w kontekście popularnych, trwających latami produkcji, ale wyszła słuchowisku na dobre — wsłuchiwałam się w losy bohaterów z zapartym tchem, a karkołomne tempo idealnie wpasowywało się w sensacyjny klimat. I niewielu postaciom kibicowałam tak, jak Dakocie Prentiss.

Prentiss — w którą wciela się fantastyczna Ashlie Atkinson — jest szefową ochrony w tajnym ośrodku, powstałym, by chronić statek kosmiczny, który rozbił się na Ziemi. Choć tajemniczy obiekt zdaje się żyć — i obumierać — we własnym rytmie, to praca Dak jest w zasadzie prosta, przewidywalna i spokojna. Jeśli, oczywiście, pominąć potencjalnie groźnych obcych. Ci jednak przestali budzić już niepokój bohaterki. Jej życie wywróci do góry nogami nie naukowy przełom, a współpracownik, Matt Salem, razem z którym Dakota złamie obowiązujący ich zakaz spoufalania się z pozostałymi pracownikami instytutu.

Dak i Salem nie są pierwszą parą kochanków, którym grozi rozłąka, lecz ich przeszkodą jest nie zwyczajny regulamin ośrodka, a żelazny kontrakt z ogromnym militarno-przemysłowym kompleksem Sierra, w ramach którego zostaliby przymusowo przesiedleni do osobnych obozów pracy. Słuchowisko ledwo zarysowuje świat poza bazą Prentiss, ale obraz, jaki wyłania się z rozmów bohaterów, nie napawa optymizmem: połacie skażonej ziemi, państwa na skraju wojny, powszechne bezrobocie, w którym stanie się własnością korporacji to jeden z lepszych scenariuszy. Dak i Salem dobrze wiedzą, że nie uda im się po prostu uciec; wiedzą zbyt wiele, by Sierra pozwoliła im zniknąć. Tworzą więc plan, który nie ma szans na powodzenie.

Jak wspomniałam, fabuła Steal the Stars gna do przodu, a mimo to twórcom udało się stworzyć bohaterów, których losami naprawdę się przejęłam. Najbardziej wyrazista jest Dak Prentiss; ochrypły głos Atkinson doskonale pasuje do sardonicznej szefowej ochrony. Neimah Djourabchi w roli Matta nie jest aż tak charakterystyczny, ale za to sceny, w których Dak i Salem pojawiają się razem, chyba każdego sceptyka przekonają do prawdziwości uczucia między tymi postaciami. Pozostali pracownicy ośrodka i poboczni bohaterowie są również świetnie zagrani; moim faworytem jest gadatliwy ksenobiolog Lloyd (Nat Cassidy), i nawet tak nieprzyjemnej postaci, jak właściciel Sierry, Trip Haydon (Abe Goldfarb), nie można odmówić charyzmy.

Amal El-Mohtar polecała to słuchowisko mówiąc, że opisanie jego elementów nie odda majstersztyku ich sumy — nie miałam więc złudzeń, że mnie również nie uda się wyrazić, jak dobre jest Steal the Stars. A jest bardzo dobre. Mimo tego, że to historia opowiedziana już setki razy, że fani fantastyki obejrzeli już w filmach i serialach tysiące tajnych ośrodków badawczych i przechowywanych w nich obcych. Ale mam nadzieję, że przekonałam was na tyle, byście dały Dakocie szansę na opowiedzenie jej własnej wersji.