Wystarczy mieć wybór (JY Yang, The Tensorate Series)

Akeha i Mokoye, główni bohaterowie mikropowieści JY Yang, to bliźnięta, dzieci okrutnej władczyni, traktowane z początku jako zapłata za zaciągnięty w miejscowej świątyni dług. Szybko okazuje się jednak, że zdolności prorocze Mokoye to dar zbyt cenny, aby go zmarnować. Od tego momentu rodzeństwo rozpoczyna walkę: o niezależność, o łączącą ich więź, o możliwość panowania nad swoim losem, o założone w końcu rodziny, o sprawiedliwość. Walkę rozpaczliwą i nie kończącą się przez trzy kolejne części i kilkadziesiąt lat ich życia.

The Black Tides of Heaven skupia się głównie na postaci Akehy i wyborach skutkujących tym, że z cichego i zbuntowanego dziecka wyrasta na jedną z twarzy rebelii przeciwko swojej matce. Akeha to osoba niebudząca sympatii, pełna głęboko tłumionej wściekłości, którą równie często kieruje przeciwko swoim bliskim, jak przeciw swoim wrogom. Przez większą część swojego życia ucieka i ukrywa się przed tym, kim się urodził, ale kiedy decyduje się walczyć o ważne dla siebie osoby, robi to z determinacją, której trudno nie kibicować. W drugiej części, The Red Threads of Fortune (choć jest ona późniejsza chronologicznie, nic nie stoi na przeszkodzie, aby przeczytać ją najpierw), w centrum znajduje się Mokoye mierząca się z ogromną tragedią, która zniszczyła jej poukładane życie i oddaliła ją od kochającego męża. Podobnie jak wcześniej Akeha, Mokoye ucieka i rani bliskich, ponieważ nie może poradzić sobie z wypełniającą ją wściekłością i poczuciem niesprawiedliwości. Jako ktoś, kto całe życie godził się z tym, że przyszłości nie da się zmienić, Mokoye pogrąża się w przeszłości – i dopiero decyzja, by rzucić wyzwanie przeznaczeniu, pozwala jej wrócić do teraźniejszości.

Najnowsze The Descent of Monsters wprowadza z kolei całkiem nową postać i inny punkt widzenia – oto bowiem inspektor Chuwan staje przed najtrudniejszym być może śledztwem w swojej karierze. Nie ma wątpliwości, że za krwawą masakrą w tajnym instytucie badawczym kryje się coś więcej, niż chcieliby przyznać jej przełożeni. Co mogło być jeszcze straszniejsze niż nieudany okrutny eksperyment? I dlaczego na miejscu zbrodni odnaleziono dwoje niezwykle sławnych rebeliantów?

Kolaż pokazujący okładki trzech kolejnych novelli autorstwa JY Yang.

Każda część ma trochę inną strukturę narracyjną, a splecione ze sobą historie poznajemy fragmentarycznie, w wyciągniętych czasem z kontekstu scenach, i powoli odkrywamy zasady rządzące społeczeństwem oraz prawa magii i nauki. JY Yang wrzuca nas na głęboką wodę, skupiając się nie na ekspozycji, ale na tym, jak wychowani w świecie nakazów i zakazów bohaterowie próbują radzić sobie ze swoją odmiennością i poczuciem niesprawiedliwości. Ten silkpunkowy świat przedstawiony ma również dwie niezaprzeczalne zalety: wplecione w tekst elementy przebogatych kultur i mitologii azjatyckich oraz inne od znanego nam podejście do kwestii tożsamości płciowej. W kulturze, w której żyją bohaterowie, każdy wybiera swoją płeć w dzieciństwie lub okresie dorastania, a ich wybór nie jest kwestionowany. Do momentu podjęcia decyzji hormony odpowiedzialne za trzeciorzędowe cechy płci są wyciszane, a rytuał „potwierdzenia” łączy się z chirurgicznym i fizjologicznym dopasowaniem ciała do płci kulturowej, jaką dana osoba wybiera.

Jednak to utopijne pod wieloma względami rozwiązanie szybko okazuje się idealne jedynie z pozoru. To, co kobiece, i to, co męskie, jest bowiem skrajnie rozdzielone, a próby wyjścia poza ów binarny podział wiążą się w najlepszym wypadku z ostracyzmem społecznym. O ile Mokoye jest pewna tego, iż chce być kobietą, o tyle dla Akehy wybór wiąże się z dużym stresem, a poznane później postaci Yongcheowa i Rider jedynie podkreślają okrucieństwo, z jakim wiąże się nieuchronność narzucanego wyboru. Akceptacja tego, co niebinarne, jest zresztą jedną z głównych cech rebeliantów, do których przynależy większość bohaterów. Być może jest tak dlatego, że w przypadku przynajmniej części z nich przynależność ta nie była do końca świadomym wyborem – to okrucieństwo społeczeństwa zmusza ich w końcu do buntu, do dania ujścia złości na to, jak byli traktowani. Równocześnie podobało mi się bardzo, iż ta złość równoważona jest przez bohaterów takich jak Thennjay, który jako broń przeciwko okrucieństwu świata wybiera dobroć, akceptację i szacunek wobec każdego, kogo spotyka. Cieszyłam się również, że Akeha i Mokoye nie pozostają w swoim bólu sami, że zakładają rodziny i nawet w najciemniejszych czasach dostają szansę na rozpoczęcie czegoś nowego i wartościowego.

JY Yang pisze bogatym, pełnym metafor i ozdobników stylem, który bywa męczący, ale jak żaden inny pasuje do klimatu historii, którą opowiada. Muszę przyznać, że dłuższą chwilę zajęło mi wciągnięcie się w poszczególne historie, ale po odłożeniu każdego tomu długo nie mogłam przestać o nich myśleć. Choć z bohaterami trudno się oswoić, nietrudno znaleźć w ich doświadczeniach i emocjach odbicie swoich własnych. Poczucie lęku i złości, poczucie utraty swojej tożsamości lub niemożność jej uchwycenia to doświadczenia uniwersalne dla wielu osób, zwłaszcza queer czy transpłciowych, i nic dziwnego, że Yang udało się uchwycić je tak prawdziwie, skoro sama jest osobą niebinarną. Było kilka scen, które na pewno zostaną w mojej pamięci właśnie przez głębokie poczucie, że choć to zmyśleni bohaterowie w zmyślonym świecie, to właśnie przeczytałam coś do bólu prawdziwego dotyczącego osób, których tożsamość także w naszym społeczeństwie jest wymazywana i wyśmiewana.

Dlatego nie mogę nie polecać tej serii. Opisuje bogaty, oryginalny i wymagający od czytelnika świat przedstawiony. Przedstawia queerowych bohaterów, którzy mierzą się z wieloma trudnościami i niesprawiedliwościami, ale odnajdują miejsce, gdzie są akceptowani. Pokazuje też bunt, jaki moim zdaniem jest nam obecnie bardzo potrzebny, bunt wyrosły ze złości i bólu, ale opierający się również na wrażliwości i współczuciu. A także – bunt przeciwko temu co binarne, uproszczone, wepchnięte w sztywne ramy i obwarowania społeczne. Ostatecznie być może dlatego tak bardzo pokochałam tę serię – ponieważ przypomina, że nawet w najciemniejszych czasach i przy najokrutniejszej władzy możemy podejmować inne wybory niż te, które chce się nam odgórnie narzucić – i walczyć o ich zaakceptowanie.