Z perspektywy: James Gunn Gate

Szum dookoła Jamesa Gunna już przycichł, ale jego echo wciąż odbija się po różnych zakamarkach internetu, więc uznałam, że to dobry moment, by na chłodno dodać od siebie parę słów.

Dla niezorientowanych – James Gunn to reżyser i scenarzysta, znany głównie z kultowych już Strażników Galaktyki. Dzięki jego kunsztowi produkcja, która przed premierą była znana jako „tacy Avengersi, tylko w kosmosie”, przy symbolicznej jak na Marvel Cinematic Universe kampanii reklamowej stała się blockbusterową bombą (dochód w premierowy weekend sumuje się na 94 320 883$, co nie jest imponującą kwotą jak na komiksowe ekranizacje, jednak na chwilę obecną dochód z biletów szacuje się na 773 328 629$, co jest sumą już niebagatelną). Jego lekki, komediowy styl porwał nie tylko fanów na całym świecie, ale również zachęcił osoby zupełnie niezainteresowane komiksami do sięgnięcia po filmy MCU, a w dłuższej perspektywie również po komiksy. Sama uważam Strażników za świetny film do zaprezentowania osobie, która chciałaby zobaczyć, o co tyle szumu, jeśli chodzi o marvelowe ekranizacje, a jednocześnie ma ochotę obejrzeć samodzielną historię, która nie wymaga znajomości wszystkich tytułów jej towarzyszących.

plakat promujący pierwszych Strażników Galaktyki - grupa bojowych postaci na tle kosmosu

Nikt nie spodziewał się, że po kolejnym fantastycznym blockbusterze – Strażnikach vol 2 i z trzecią częścią w planach, mocno hype’owaną przez pojawienie się kochanej przez publikę drużyny w kolejnej odsłonie Avengers, Gunn zostanie odsunięty od roli reżysera w trybie natychmiastowym. Powód? Tweety z żartami o tematyce pedofilskiej, datowane na okolice 2010 roku.

Internet eksplodował, gdy tylko wieść się rozniosła. Reakcje były przeróżne – od stwierdzeń, że przecież taki człowiek, reżyser kina familijnego (bo pod takie są podpinane filmy MCU), nie mógł pisać podobnych rzeczy, po stwierdzenie, że przecież to tylko żarty, do tego obśmiane wieki temu, Disney przesadza, poprawność polityczna… Moment, Disney?

Jak pewnie wielu z was wie, Marvel został kilka lat tamu wykupiony przez Disneya, który powoli monopolizuje rynek kina rozrywkowego. I chociaż obecnie pod markę możemy podpiąć zarówno komiksy o mięsistych męskich mężczyznach, którzy walczą z kosmitami, nowy kanon (czyli filmy i seriale oraz książki i komiksy wydane po 2014) Gwiezdnych wojen oraz cukrowe opowieści o księżniczkach, samo słowo Disney kojarzy nam się głównie z tym ostatnim. I zatrzymajmy się przy tym na chwilę.

Disney to marka łączona przede wszystkim z dziećmi. Jednym z jej głównych źródeł dochodu są zabawki oraz filmy i animacje dedykowane dzieciom – Star Wars dostały własne seriale animowane, adresowane do młodszych widzów, a ekranizacjom Marvela brakuje pazura znanego z komiksów – a marka prawdopodobnie zawsze będzie nam się kojarzyć głównie z bajkami o księżniczkach i Myszką Mickey. Czy taka firma może sobie pozwolić na skojarzenie z człowiekiem, który otwarcie żartuje z pedofilii?

Osobiście uwielbiam Gunna jako reżysera i chętnie zobaczyłabym trzecią część Strażników w jego interpretacji. Doceniam też dorobek artystyczny wielu innych artystów, którzy stali się bohaterami skandali z podtekstem seksualnym – choćby Kevina Spaceya. Czy będę w stanie sięgnąć po produkcje z ich udziałem bez niesmaku? Absolutnie nie.

Disney nie może sobie pozwolić na okołopedofilski skandal firmowany nazwą jego marki. Może za to sobie pozwolić na zwolnienie popularnego reżysera i zatrudnienie na jego miejsce kolejnego, równie dobrego. I chociaż firma podejmuje wiele decyzji, z którymi się nie zgadzam (jak choćby uparte zatrudnianie Johnny’ego Deppa, przemocowca i wypalonego aktora), tę uważam za słuszną. Marka kojarzona przede wszystkim z dziećmi powinna być za wszelką cenę odcinana od wszelkich skojarzeń z pedofilią. Koniec dyskusji. Przynajmniej z mojej strony. Jak sami zapatrujecie się na tę sprawę?